Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
Blog > Komentarze do wpisu

Substancja

I Ramka Kartezjusz i Hume spacerują po parku. Hume: ...i to są tylko takie idee.  II Ramka Kartezjusz zerka na but. Kartezjusz: Merde, wdepnąłem w jakąś dziwną substancję..  III Ramka Hume zdegustowany: Rene! Przecież właśnie ci tłumaczę, że nie ma czegoś takiego jak substancja.

Wystąpili: Rene Kartezjusz Descartes, David Hume


*)Filozofów można, w dużym uproszczeniu oczywiście, podzielić na dwie grupy. Tych którzy konstruują i tych, którzy dekonstruują wszystko co zostało stworzone w pocie czoła przez tych pierwszych. Można tych dekonstruktorów nazwać krytykami, sceptykami a w niektórych przypadkach nawet cynikami. Jak taki filozof dekonstruktor upatrzy sobie jakąś teorię, pojęcie, zdanie, to nie odpuści, aż nie wykaże, że teoria ta, zdanie lub pojęcie nie ma zupełnie sensu albo co najwyżej sens ten, jest czymś mocno umownym.

Jednym z takich filozofów krytyków był bez wątpienia Hume, który wprost uwielbiał negować wszystko co inni filozofowie uważali za oczywiste. Jak widzieliśmy w poprzednim odcinku Hume zanegował sensowność pojęcia „ja”. Nie ma czegoś takiego jak „ja”, argumentował, tym, co obserwujemy jest jedynie bieg myśli, wrażenia, przeżyć. Jednak Hume nie poprzestał na tym, posunął się o wiele dalej. Zanegował istnienie świata i substancji. Co oczywiście na pierwszy rzut oka brzmi bezsensownie, dlatego trzeba się sprawie przyjrzeć bliżej. Zacznijmy od świata.

Jednym z podstawowych twierdzeń filozofii była myśl, że istnieje świat obiektywny, to znaczy taki, który jest niezależny od tego co my o nim mówimy lub myślimy. Zresztą pojęcie obiektywnego świata jest bardzo przydatne, spróbujmy zobaczyć to na przykładzie. Wyobraźmy sobie pokój w którym pracują dwie osoby. Jedna osoba twierdzi, że jest jej za ciepło, druga, przeciwnie, że jest jej za zimno. Jedna chce otworzyć okno, druga podkręcić kaloryfer. Ktoś kto miałby rozstrzygnąć spór między tymi osobami, pewnie wyjąłby termometr i sprawdził jaka faktycznie (obiektywnie!) jest temperatura w pomieszczeniu. Oczywiście zakładamy, że termometr posiada wszelkie możliwe atesty, kalibracje, badania dopuszczające urządzenie do użytku itd. etc. Osoba, która tak postępuje, zakłada, że istnieje niezależna od twierdzeń skłóconych pracowników prawda na temat temperatury w pomieszczeniu. Stara się im pokazać, że oni mają jakieś swoje wrażenia a świat dookoła nich – w tym wypadku temperatura jest taka jak wskazuje termometr.

Dobrze, to już z grubsza wiemy na czym polega koncepcja obiektywnie istniejącego świata, ale jak to się ma do substancji. Otóż substancja wedle niektórych filozofów, jest budulcem takiego świata. Substancja to jest to z czego się ten świat składa. Parafrazując zwięzłą definicję Arystotelesa, substancja to coś, o czym można powiedzieć, że jest jakieś. Żeby sprawę jeszcze bardziej uprościć, możemy powiedzieć na nasze potrzeby, że substancja to tyle co materia. Materia przybiera różne formy, kształty, z materii zbudowany jest cały świat, drzewo, robak, chusteczka do nosa, nożyczki. O materii czasem zatem mówimy, że jest zielona, jak przybiera formę drzewa, czasem, że jest szara, jak przybiera formę nożyczek.

I właśnie w tym miejscu Hume oponuje i mówi: tym co postrzegamy nie są żadne materialne przedmioty a już na pewno nie żadna substancja ale jedynie pewne idee, czyli wrażenia i obrazy. Owszem na co dzień mówimy o przedmiotach, w różnych kształtach, nie ma jednak powodu, żeby zakładać, że jest jakiś wspólny budulec, jakaś jedna substancja, która jest ich podstawą. Nie możemy twierdzić więcej niż pozwalają nam na to obserwacje, a w tych obcujemy wyłącznie z ideami.

niedziela, 13 września 2009, pan-rac

Polecane wpisy

  • Prawo liczby pracowników

    English version Wystąpili: Karol Marks (jako dwulicowy kadrowiec), Immanuel Kant (jako specjalista ds. rysowania schematów) *) Podobno jest tak, że ludzie lubi

  • Sieć

    English version Wystąpili: Georg Wilhelm Friedrich Hegel i Platon *) Tym razem, w ten piękny niedzielny wieczór, postaramy się rozważyć zagadnienie, które pok

  • Przyczyna

    Wystąpili : Arystoteles i Mały René Kartezjusz Descartes Inspiracja: Arystoteles, Matafizyka, Księga Lambda, 7. Natura Pierwszego Poruszyciela *) Dzisiaj na sc

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Vigor, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/15 21:20:43
niezle sie czyta te teksty uzupelniajace paski.

przesadny sceptycyzm prowadzi, moim zdaniem, do kwestionowania wszystkiego. i po czasie powinno byc tak, ze czlowiek skonczenie sceptyczny przestaje mowic bo nie ma nic o czym moznaby cokolwiek powiedziec.
-
2009/09/15 22:20:59
Zwykle jednak sceptycy nie przestają ani jeść ani pić. Choć powinni. Nie wątpią, w to że jedzenie i picie daje im siłę do mówienia, chodzenia, pisania a nawet wątpienia.
To prawda, że w teorii sceptycyzm sam siebie obala, że sam siebie podważa i wywraca. Ale przed samounicestwieniem broni sceptyków i sceptycyzm wielka moc - jest to NIEKONSEKWENCJA. I dobrze, bo jak wiemy nie ma nic gorszego niż nadgorliwość.

-
2009/09/15 22:28:22
Autorów cieszy, że się nieźle czyta. Autorzy dziękują. Bo prawdę mówiąc sceptycznie podchodzili do idei przypisów. Bo czy taki przypis jest w stanie konkurować z paskiem, mocno wątpliwe.
Czy przypis może pasek uzupełniać? A po co? przecież sam pasek wystarczy? Ale niekonsekwentnie postawili jednak na przypisy.
-
Gość: Vigor, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/16 12:43:31
zabawne jest to, ze sceptyk latwo moze przeoczyc wlasna niekonsekwencje a mimo to dalej budowac swoje sceptyczne teorie. dobre w tym wszystkim jest to, ze przynajmniej mozna sobie poczytac prace rozmaitych sceptykow i zrozumiec jaka droga prowadzi do negacji wszystkiego.

osobisce holduje zasadzie zlotego srodka i wierze, ze ta rzeczywistosc mozna pojac ale tylko do pewnego stopnia. to co mozna pojac daje ta odrobine spokoju pozwalajaca na zaakceptowanie reszty w formie tajemnicy. lub zagadki.
-
2009/09/16 20:31:38
No tak, ale czasem to przeoczenie jest celowe i widać, że sceptyk zdaje sobie sprawę ze swojego niewygodnego położenia, tylko nie ma zamiaru się nim przejmować. Zdaje się, że tak było z Humem (o ile mnie pamięć nie myli), który mówił, że jak wychodzi z gabinetu to zaraz zapomina o teorii.
Ze złotym środkiem to ja niestety mam problem, bo nigdy nie wiem czy jestem przed połową, za połową czy dokładnie w połowie - i nie chodzi tu tylko o ilość alkoholu do spożycia w trakcie imprezy :-) po prostu nie wiadomo ile jest tej tajemniczej reszty, która ma pozostać tajemnicza.
-
Gość: Vigor, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/17 12:45:00
dla mnie trzymanie sie zlotego srodka bardziej polega na unikaniu skrajnosci niz na osiagnieciu punktu na srodku skali i pozostaniu w nim. chociaz o to pewnie, w teorii, chodzi w zlotym srodku aby pozostac na srodku skali.

do Hume'a sie bezposrednio nie odnosze bo zadnej jego pracy nie mialem przyjemnosci czytac. tak tylko ogolniej szturchnalem temat sceptykow.
-
2009/09/17 21:39:12
No tak, ale Hume jest całkiem dobrym przykładem sceptyka, dlatego przypomniałam jego osobę i jego postawę wobec życia i sceptycyzmu.
Co do złotego środka to faktycznie wszyscy zgodzą się, że powinniśmy trzymać się złotego środka ale nikt nie potrafi wskazać gdzie to dokładnie jest. Bo faktycznie czasem złoty środek to dokładnie środek skali, ale czasem znów unikanie skrajności.