Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
Blog > Komentarze do wpisu

Dogmatyczna drzemka

 I Ramka Kant śpi w bibliotece na biurku otoczony książkami, jest tam Platon, Arystoteles, Tomasz z Akwinu, Leibniz, Wolff. Na półce powyżej stoi dość niepewnie książka Hume'a „Badania dotyczące rozumu ludzkiego”. Ramka jest w kształcie chmurki, żeby nie było wątpliwości, że Kant przez dwa kadry opowiada.  II Ramka Książka spadała na Immanuela, odbiła się od jego głowy i nabiła mu guza.  III Ramka Kant opowiada tą całą historię Heglowi Kant: I tak to Hume obudził mnie z dogmatycznej drzemki. Właśnie wtedy zacząłem się zastanawiać nad pojęciem przyczyny i skutku...

Wystąpili: Immanuel Kant, Georg Wilhelm Friedrich Hegel, anonimowy szczur książkowy

Inspiracja: Prolegomena do wszelkiej przyszłej metafizyki, która będzie mogła wystąpić jako nauka, Immanuel Kant


*)O przypadku w historii można by niejedno powiedzieć i wiele już ksiąg na ten temat powstało. Przypadek sprawił tak wiele, że aż dziw, że jeszcze nikt nie postawił przypadkowi pomnika w zamian za te wszystkie dobre rzeczy, które dzięki przypadkowi mamy. I tu właśnie przychodzi ta wiekopomna chwila, gdzie wypadało by zapytać o przypadek w filozofii, a konkretniej, o przypadek w historii myśli filozoficznej.

Powiedzmy, że ktoś kiedyś pomyślał coś przez przypadek, coś tak absurdalnego, że aż sam się zadziwił, że taką myśl pomyślał. I powiedzmy, że starał się tę myśl zapomnieć. Ale nie da się tak łatwo zapomnieć myśli, wie to każdy, kto kiedykolwiek próbował. Im bardziej próbuje się myśl zapomnieć, tym bardziej myśl ta zaczyna narastać, kiełkować i niepostrzeżenie przeradza się ot, powiedzmy, w system filozoficzny, powiedzmy średniej wielkości system.

Czy takie rzeczy w filozofii się zdarzyły? Otóż, Drogi Czytelniku, dzisiejszy odcinek ma Ci uzmysłowić, że dokładnie tak było i to ni mniej ni więcej tylko z naszym poczciwym Immanuelem. Otóż zasadniczo Kanta (a konkretnie jego dorobek) można podzielić (w czasie) na przedkrytyczny i krytyczny. Tak więc Kant, przez około 40 lat swojego życia tkwił, jeśli można to tak ująć w przeszłości. Drzemał pośród starych ksiąg, i zgadzał się z nimi (księgami) w zupełności.

I tak było do czasu, aż Kant nie pojął myśli Davida Hume'a. Jak sam swego czasu rzekł, David obudził go z dogmatycznej drzemki. I po przebudzeniu zdał sobie sprawę, że filozofię trzeba zacząć na nowo, że trzeba krytycznie rozważyć wszystkie zagadnienia dotychczas rozważane w stary scholastyczny sposób. I w tym właśnie momencie zaczyna się Kant krytyczny. Nie znaczy to, że Kant krytyczny potem siedział już tylko w bibliotece, czy na wykładzie i wszystko, co było do tej pory krytykował. Otóż nie...Słowo krytyka, trzeba tu rozumieć nieco szerzej. Chodzi tu bowiem raczej o czujne przyglądanie się i systematyczne analizowanie tego, co nam się wydaje, a w szczególności metodyczne badanie naszego własnego rozumu.

Pokażmy to na przykładzie... David koncentrował się na pokazywaniu tego, że przyjmowanie związku przyczynowo-skutkowego wynika z generalizacji i jest sporym nadużyciem. Nie obserwujemy przecież żadnych związków przyczynowych, tylko następujące po sobie zdarzenia. Kant podszedł do tego zagadnienia trochę od innej strony. Immanuel zapytał, a jak to możliwe, że związek przyczynowy istnieje? Odpowiedź jakiej udzielił Kant brzmiała, jest coś takiego w człowieku, co sprawia, że porządkuje on całe swoje doświadczenie w ten właśnie sposób. Elementem porządkującym jest kategoria, która tkwi w naszym umyśle. Nie ma jej w świecie, ale jest w umyśle obserwatora. Niby mały wynalazek, mała zmiana a wywróciła całą filozofię do góry nogami. Filozofowie, przestali bowiem bacznie patrzeć na świat, a zaczęli baczniej przyglądać się sobie, albo też sobie-w-świecie, czy mówiąc jeszcze inaczej, obserwującemu podmiotowi.

Zatem drodzy Czytelnicy, gdyby nie przypadek, filozofia współczesna wyglądałaby zupełnie inaczej.

niedziela, 02 maja 2010, tylmur

Polecane wpisy

  • Portret mistrza

    English version&

  • Galileusz

    English version&

  • Korzenie Europy

    English version&

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/02 22:20:37
Był kiedyś taki makabryczny nieco kawał - w puencie słuchacz dowiadywał się, że "pchła pozbawiona nóg traci słuch" (bo nie podskakuje już, gdy badacz uderzy pięścią w stół, na którym sobie ona siedzi ;). Przykre doświadczenie, zwłaszcza dla obiektu badań. Może jednak opowiastkę tę rozpowszechniano, aby uzmysłowić znaczenie zdobycia choćby i skromnych ale solidnych podstaw wiedzy filozoficznej wśród specjalistów z różnych dziedzin nauki? Z kursu ekonometrii, choć to dawno temu było, pamiętam wzmiankę o problemie współwystępowania zjawisk, które wcale nie są ze sobą powiązane, ale już metody wyodrębniania danych dla których faktycznie związek przyczynowo-skutkowy by zachodził jakoś mi się w głowie nie ostały.
Wygląda na to, że wiele istotnych spraw p. Immanuel Kant w swych dziełach omówił, o innych Bohaterach nie wspominając! Tym większy podziw budzi przystępność przedstawianych przez Autorów zagadnień i poczucie humoru :)
-
2010/05/03 00:53:17
Autorzy dziękują, za słowa uznania, bo faktycznie "Krytyka czystego rozumu" na pierwszy rzut oka wydaje się nieprzekładalna, pozostałe krytyki zresztą podobnie.
Ale wracając do sprawy faktycznie zmorą wielu nauk: psychologii, medycyny, statystyki są korelacje. I na nieszczęście ludzkości nie daje nam się wykryć kierunku oddziaływania, tylko współzmienność.
Osoby zestresowane są nieszczęśliwe. A może osoby nieszczęśliwe są zestresowane. Co jest przyczyną a co skutkiem. A może jest trzecia zmienna, która sprawia, że człowiek jest zarazem nieszczęśliwy i zestresowany. Może decyduje o tym wielkość szyszynki.
Zaprawdę, zbawieniem będzie dla nauk uwolnienie się od statystyki :-)