Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
Blog > Komentarze do wpisu

Gorszyciel

I Ramka Sokrates stoi naprzeciw młodzieży i rozkłada płaszcz Podpis: DAWNIEJ GORSZYCIEL MŁODZIEŻY  II Ramka Widok Sokratesa z przodu Sokrates trzyma napis: POZNAJ SIEBIE Podpis: DZISIAJ WIELKI FILOZOF


*)Brzmi znajomo? No tak, już o tym problemie wspominaliśmy we wpisie Bąk.Zaproponowaliśmy Wam wówczas Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy zabawę w wyobraźni i postawiliśmy pytanie o to, co by się stało, gdyby ktoś zaczął się kręcić po jednym z polskich osiedli i zadawać trudne pytania przypadkowo napotkanym przechodniom, a w trakcie rozmów z nimi ośmieliłby się podważać znane od lat prawdy. Puściliśmy wodze wyobraźni i postawiliśmy tezę, że pewnie wielu mieszkańców zaczęłoby unikać takiej osoby, inni zakazaliby własnym dzieciom rozmawiania z nim a niektórzy zapewne podjęliby kroki w celu usunięcia go z osiedla.

Oczywiście byłby to Sokrates i reakcja na jego zaczepki na miarę naszych (skromnych) możliwości. Bogatsi w doświadczenie wiemy, że Sokrates dzisiejszy nie musi nawet zadawać skomplikowanych pytań ani podważać żadnych wielkich prawd, wystarczy, że stwierdzi fakt iż to, co u nas jest zakazane, u innych jest dozwolone. Jeśli nie daj (ateński) bóg zaproponuje rozmowę na ten temat wówczas do listy szykan można dopisać: wyrzucenie z klubu brydżowego, odrzucenie przez kwartalnik „Pszczelarz” kontrowersyjnego artykułu o pszczołach i kwiatkach oraz wszczęcie przez pracodawcę kontroli wydajności pracy.

Co najciekawsze, zdaje się, że tak naprawdę nikt do końca nie wie, jaki jest związek pomiędzy głoszeniem kontrowersyjnych tez a wydajnością pracy. Z drugiej strony można przypuszczać, że bycie kontrowersyjnym przydaje się w trakcie gry w brydża, szczególnie w fazie licytacji. A „Pszczelarz” powinien drukować artykuły o pszczołach i kwiatkach, bo jeśli nie „Pszczelarz”, to kto? Powinien drukować, nawet jeśli w artykule jest napisane, że owszem pszczoły zwykle lubią kwiatki, ale zdarzają się i takie dorosłe osobniki pszczół z jednego ula, które lubią inne dorosłe osobniki pszczół z tego samego ula...



poniedziałek, 13 października 2014, pan-rac

Polecane wpisy

  • Postanowienia

  • Prawo do kłamstwa

    English version  *) Ostatnio często pojawia się u nas Immanuel. Jednak, jak powiadają nic nie dzieje się bez przyczyny. Prawdopodobnie przyczyną tą jest

  • Miłość

    English version *) Dzisiaj powracamy do wygłoszonej przez Augustyna sentencji: „kochaj i rób co chcesz” (Homilia na 1 list św. Jana). Poprzednio zw

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: nikt, 37.203.168.*
2014/10/13 03:31:21
Nagonka na prof. H. jest rzeczywiście bezsensowna - tak jak bezsenowny jest przepis, o którym się wypowiedział.
-
Gość: kwieto, *.man.com.pl
2014/10/13 11:34:56
Tyle że moim zdaniem intencje Hartmana (o ile to o nim mowa) nie do końca są czyste - bardziej widzę tu kolejną próbę "zaistnienia" (nie ważne jak mówią, byle prawidłowo wymieniali nazwisko) niż rzetelnej rozmowy.
Nie bardzo widzę bowiem w tekście Hartmana próbę dotarcia do "prawdy", rozumowego rozważenia za i przeciw, prędzej chęć "zrobienia halo" na kontrowersyjnym temacie.
Świadczy o tym choćby sposób przedstawienia argumentów, np. przypinanie zakazowi negatywnie kojarzących się etykietek typu "eugenika".
Od filozofa oczekuję jednak bardziej rzeczowego podejścia, niezależnie od tego na ile jest ono "pod prąd".
-
2014/10/13 20:47:06
-> kwieto
W gruncie rzeczy nie wiadomo, czy intencje Sokratesa były we wskazanym sensie czyste; trudno za rzetelne uznać rozmowy prowadzone przez tego znanego ironistę, uparcie odmawiającego przyznania, że coś - cokolwiek - jednak wie; a już kpiny z ludzkiego strachu przed śmiercią (zobacz Platońska "Obrona Sokratesa") na pewno można uznać za "robienie halo na kontrowersyjnym temacie".
-
Gość: kwieto, *.man.com.pl
2014/10/14 09:07:04
-> Sokratejczyk
Sokrates, o ile wiem, prowadził swoje rozmowy umiejętnie stawiając pytania i zmuszając oponenta do myślenia - przy czym to ostatnie jest najistotniejszą częścią metody sokratejskiej.
Hartman robi dokładnie odwrotnie, używa nic nie znaczących słów "wytrychów", (typu: "W demokratycznym panstwie prawa [nie robi się tego lub owego]) mających na celu nie tyle uruchomić proces myślenia , co wręcz przeciwnie - uśpić rozum i obudzić emocje.

Czyli na tym polega współczesna filozofia?
Na tym, że mniej liczy się dociekanie prawdy o świecie, a bardziej oglądanie się na to, czy postępujemy zgodnie z jakimś arbitralnie przyjętym za obowiązujący i słuszny konstruktem (choćby wspomnianym "demokratycznym państwem prawa", cokolwiek by to hasło nie oznaczało)?


Drugi temat to akurat wybór zagadnienia. Kazirodztwo nie wydaje się poruszać umysłów.
Temat, choć kontrowersyjny, jest więc bezpieczny.
O wiele trudniej było by rozpocząć dyskusję np. na temat pedofilii, do obrony której można by użyć niemal tych samych argumentów, które Hartman przytacza w przypadku kazirodztwa - bo przecież, trawestując wpis na jego blogu, "milosc erotyczna miedzy dorosłym a dzieckiem moze byc bardzo piekna a szkody psychiczne nie musza byc wieksze niz w wielu legalnych zwiazkach".
Być może Hartman rozpocznie na swoim blogu cykl wpisów na kontrowersyjne tematy - o pedofilii, nekrofilii, kanibalizmie, itp., itd.
Bo przecież we wszystkich wspomnianych zagadnieniach powody zakazów są bardziej kulturowe niż racjonalne, a przecież "w demokratycznym państwie prawa...." ;")

Choć osobiście nie bardzo wierzę, że taki cykl się kiedykolwiek pojawi.
-
2014/10/15 15:33:57
->Kwieto
Co do zastąpienia kazirodztwa pedofilią dla sprowokowania dyskusji - stanowczo odradzam, biorąc pod uwagę art. 200b Kodeksu Karnego: "Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2." A co może znaczyć "propagowanie" przekonał się Krzysztof Kuszej (sokratejczyk.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?3). Propagowanie kazirodztwo nie jest wymienione w KK, tylko czyn kazirodztwa karany jest karą więzienia od 3 miesięcy do 5 lat (art. 201 KK).
Co do umiejętności nakłaniania (lub wręcz zmuszania) ludzi do myślenia - kiepsko szło nawet Sokratesowi, skoro zmuszeni do myślenia słuchacze ukatrupili go po prostu.
Z faktu, że ludzie reagują na czyjąś wypowiedź emocjonalnie, nie wyciągałbym wniosku, że intencją mówiącego było wywołanie emocji.
Zgadzam się, że biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi, a zwłaszcza działania Jana Hartmana, Twoja interpretacja jego intencji może być słuszna. Dla mnie istotniejsze są właśnie reakcje publiczności na tekst o kazirodztwie. Pozdrawiam.
-
2014/10/15 15:59:08
P.S.
Sprawdziłem: Krzysztof Kuszej został uwolniony od zarzutów w lipcu 2012 roku. Dobre i to, chociaż sprawa trwała od października 2010 roku.
-
Gość: kwieto, *.centertel.pl
2014/10/15 22:35:37
-> Sokratejczyk

Co do ryzyka związanego z dyskusją o pedofilii, zauważyłem już przecież powyżej, że w przeciwieństwie do tego tematu, dyskusja o kazirodztwie nie powoduje żadnego ryzyka.
Tu również podejście Hartmana różni się od Sokratejskiego, którego bezkompromisowość - jak sam słusznie zauważyłeś - przywiodła do śmierci.
Przy czym sprawa jest o tyle skomplikowana, że stosunki kazirodcze mogą dotyczyć nieletnich w tym np. rodziców z własnymi dziećmi.

Jeśli zaś chodzi o emocje ja nie pisałem o emocjonalnych reakcjach, ale o tym, że tekst Hartmana bazuje na emocjach i do tych emocji jest adresowany.
Kiedyś, jeszcze na studiach, jeden z wykładowców przedstawił zestaw erystycznych chwytów, które chociaż z pozoru wydają się być rzeczowymi argumentami, tak naprawdę są puste, niczego nie wnoszą. Była tam między innymi argumentacja "przez oczy" ("wszyscy tak robią"), "na kolanach" ("mądrzy/znani ludzie tak robią") oraz jedna z moich ulubionych "paraliżujące truizmy". Polegają one na użyciu haseł czy zwrotów, które w zależności od celu mają budzić pozytywne lub negatywne uczucia, choć same w sobie nie niosą żadnej treści. Takim zwrotem jest hasło "ekologiczny", które kojarzy się pozytywnie, albo np. GMO, które się kojarzy negatywnie.
Mogę zatem wcinać ekologiczną, choć przesiąkniętą cholesterolem i rakotwórczym dymem grillowaną karkówkę i cieszyć się, że jestem "eko" (bo dym z naturalnego drewna a świnia karmiona naturalną paszą), omijając szerokim łukiem genetycznie modyfikowany tzw. "złoty ryż", zawierający duże ilości witaminy A, i żyć w błogim przeświadczeniu, że jem zdrowo i unikam trucizn :")

Ad rem - tekst Hartmana na jego blogu właściwie w całości składa się z takich erystycznych wytrychów. Otóż mamy się zająć tematem kazirodztwa, ponieważ robią tak inne kraje (argumentacja "przez oczy"), do tego państwa takie jak Niemcy (argumentacja "na kolanach"), w osobach szacownego "Komitetu Etycznego działającego przy rządzie federalnym" (jeszcze bardziej "na kolanach"). Przy czym Hartman stwierdza, że sam za legalizacją związków kazirodczych nie jest, zatem jedynym motywem, jaki w ogóle go skłania do poruszenia tematu wydaje się być to, że jest on poruszany gdzie indziej (znowu odwołanie do argumentacji "przez oczy").
Do tego mamy zestaw "paraliżujących truizmów": "prawo naturalne" (negatywne skojarzenia z ortodoksyjnym katolicyzmem), "eugenika" (podobne złe skojarzenia z eksperymentami genetycznymi na ludziach), "w demokratycznym państwie prawa nie stanowi się prawa w oparciu o takie przesłanki" (czytaj: jeśli będziemy się na owe przesłanki oglądali, nie będziemy "demokratycznym państwem prawa", cokolwiek to hasło miałoby oznaczać), "miłość kazirodcza może być piękna" (może, ale czy jest i jak często jest?) i to by było na tyle z wypowiedzi Hartmana.
Ani żadnego racjonalnego uzasadnienia dlaczego właściwie poruszać ten akurat temat (to, że inne kraje tak robią nie oznacza przecież jeszcze, że my również musimy), ani żadnych racjonalnych argumentów "za" lub "przeciw", NIC poza czczym pustosłowiem.
Powtórzę więc moje pytanie - TO ma być filozofia?
-
Gość: LD, *.koleje.cuni.cz
2014/10/18 14:48:05
Witam autorów bloga. Mam do was pytanie, niestety zupełnie z innej beczki, ale jestem już w kropce po prostu. Czytam teraz "Społeczeństwo spektaklu" Debord'ea, znam kontekst historyczny, życiorys autora, nawet film obejrzałam i... nie rozumiem tekstu. Nie rozumiem o czym pisze Debord. Czy mam powody do tego, aby bać się o swój rozum?
-
Gość: jula, *.free.aero2.net.pl
2014/12/17 18:25:43
Wystarczy tylko spojrzeć z innej perspektywy, nie?