Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
niedziela, 14 września 2014

N002_zagadka_kolor

Zgodnie z zapowiedzią z zeszłego tygodnia, Filozofy będą się pojawiać w nieco innej formie. Hasło, które autorzy zamieścili jest może nieco na wyrost, bo i kreska komiksowa pozostanie i dymki, a być może od czasu do czasu i jakiś pasek się zdarzy. W każdym razie, co konkretnie  się pojawi, decydować się będzie z tygodnia na tydzień.

Autorzy robią to głównie po to, żeby na swoją stronę spojrzeć świeższym okiem, ale mają nadzieję, że i czytelników w jakiś sposób to zainspiruje. Dzisiaj zapraszamy na prostą zagadkę.

poniedziałek, 08 września 2014

Zagadka K...KS.W ... ..DZ..

Po wakacyjnych powtórkach, czas powrócić, do zwykłych cotygodniowych pasków. Tak by się przynajmniej wydawało, jednak zamiast tego mamy dzisiaj niespodziewaną zagadkę. Znając możliwości Szanownych Czytelników, przetestowane na niejednym rebusie, nie wątpimy, że szybko odgadną ukryte hasło. I co dalej?... O tym opowiemy następnym razem.

niedziela, 31 sierpnia 2014

I Ramka Ktoś rozmawia przez telefon, trzyma otworzoną gazetę na stronie z ogłoszeniami. Nie widać kto rozmawia, gdyż siedzi tyłem do obserwatora. Głos ze słuchawki: Teraz proszę krótko podsumować co Pan potrafi. Spinoza: Umiem udowodnić systemowo istnienie jednej substancji i dowieść, że świat jest zdeterminowany...  II Ramka Tajemniczy filozof zakreśla ogłoszenia w gazecie. Głos ze słuchawki: Dziś na rynku nikt nie potrzebuje takich umiejętności. Proszę mówić dalej... Spinoza: Potrafię z dwóch dowolnych założeń na sposób matematyczny udowodnić istnienie boga...  III Ramka Spinoza: Aha, to pewnie niezbyt interesujące, ale umiem również szlifować soczewki... Głos ze słuchawki: Doskonale! Mam trzy oferty dla szlifierza!  WYSTĄPILI: BENEDYKT (BARUCH) SPINOZA, GŁOS PRACOWNIKA AGENCJI PRACY TYMCZASOWEJ

WYSTĄPILI: BENEDYKT (BARUCH) SPINOZA, GŁOS PRACOWNIKA AGENCJI PRACY TYMCZASOWEJ


Studenci do studiowania!- można by zakrzyknąć. Dlatego dzisiaj w ramach dobiegających końca wakacyjnych wspominków, powracamy z tematem pracy po studiach. Ale, ale... Czy coś się zmieniło w sprawie pracy dla filozofów, od czasu kiedy opublikowaliśmy ten odcinek po raz pierwszy cztery lata temu? Zdaje się, że niewiele a może nawet nic.

 

Tym samym przypis pozostawiamy bez zmian.

 

*)Dzisiejszy odcinek jest w pewnym sensie poświęcony wszystkim byłym, przyszłym i obecnym studentom i pasjonatom tej przedziwnej dziedziny, którą jest filozofia czyli ukochanie mądrości. Szczególne uwaga oczywiście należy się studentom przyszłym, którzy dziś stoją na rozdrożu i zastanawiają się „czy warto”.

Postawmy się na chwilę w sytuacji kandydata, który bierze pod uwagę możliwość studiowania filozofii. Otóż wszyscy ale to wszyscy mu odradzają i starają się wypić tą głupotę z głowy zadając jedno podchwytliwe pytanie: „A co po tym będziesz robił?”. Kandydat stropiony może próbować przytaczać jakieś argumenty, które oczywiście nie przekonają oponenta, bo przecież kandydat z racji tego że jest kandydatem nie posiadł jeszcze trudnej sztuki argumentowania. Kandydat może też odejść strapiony i zamilknąć na wieki, przez co potem staje się małomównym studentem, i przez co, w dalszej konsekwencji zajęcia, a w szczególności konwersatoria, stają się nieciekawe przez co, potwierdza się twierdzenie wszystkich, ale to wszystkich, że nie było warto rozpoczynać tych głupich studiów. Kandydat może też zrezygnować ostatecznie z tego pomysłu i popaść w życiową niedolę i przez to nigdy być może już nie będziemy mieć ani wielkich logików ani wielkich metafizyków w filozofii polskiej, bo wszyscy cenni kandydaci rezygnują.

Tyle o współczesności. Spójrzmy na chwilę jak to bywało w przeszłości, co to znaczyło być filozofem? Otóż fakty są takie, że nigdy nie było łatwo. Filozof żeby móc uprawiać swój fach, musiał albo dysponować majątkiem jak René (Kartezjusz) Descartes, albo musiał zarabiać na życie jak bohater dzisiejszego odcinka Benedykt Spinoza. Mógł filozof też jak Diogenes pies wieść pieskie życie, wtedy nie musiał mieć ani majątku ani dodatkowego fachu, powinien był się tylko znaleźć w odpowiedniej strefie klimatycznej.

Zawód Spinozy z dzisiejszego paska, wcale nie jest zmyślony, chociaż może się Czytelnikowi wydawać kompletnie od czapy. Tak, tak, Spinoza zarabiał na życie szlifując soczewki przez co zresztą umarł na pylicę płuc. Szczęśliwie zdążył przedtem spisać swoje wielkie dzieło „Etyka w porządku geometrycznym dowiedziona” będące źródłem wielu filozoficznych inspiracji.

niedziela, 24 sierpnia 2014

I Ramka Kadr z przedpokoju. Na korytarzu stoi Hegel, który trzyma w rękach klatkę z młodą sową. Drzwi otwiera Marks, widać jego krępą postać. Hegel: ...je dwa razy dziennie...Aha...i pamiętaj, żeby wypuszczać ją o zmierzchu a nie o świcie.  II Ramka W otwartym oknie Marks trzyma klatkę z sową. Drzwiczki są uchylone, sowa wychodzi z klatki. Marks: Eee tam gadanie... O zmierzchu...Wieczorem to ja ma konwent...Leć, złap coś...  III Ramka Hegel w drzwiach. Marks trzyma za plecami pustą klatkę, Hegel: Tak szybko minęły te dwa tygodnie. Jak tam moja sówka, dałeś sobie radę. Marks: Właśnie chciałem Ci coś powiedzieć....  WYSTĄPILI:  GEORG WILHELM FRIEDRICH HEGEL, KAROL MARKS, SOWA MINERWY

WYSTĄPILI: GEORG WILHELM FRIEDRICH HEGEL, KAROL MARKS, SOWA MINERWY


*)Lato sprzyja obserwacji ptactwa wszelakiego dziennego i nocnego, dlatego dzisiaj w wakacyjnym cyklu wspominkowym powracamy do odcinka o sowie.

 

A Was, Drodzy Czytelnicy, przynajmniej tych, którzy aktualnie nie są pochłonięci obserwacjami, zapraszamy do lektury oryginalnego przypisu.

 

Dzisiejszy odcinek tylko z pozoru jest odcinkiem ornitologicznym, w którym autorzy starają się wykazać, że wypuszczenie z klatki młodej sowy o świcie, wraz ze wschodzącym słońcem, kończy się tragicznie (Przynajmniej dla sowy. Nie wiemy jak całe zajście skończyło się dla Karola Marksa, kiedy już Hegel poznał straszną prawdę). Tak czy owak sowa nie powróciła i nie wiadomo co się z nią stało, chociaż można się domyślać. Trochę prawdy ornitologicznej pewnie w komiksie się znajduje, jednak naszym głównym celem nie jest przecież prawda ornitologiczna a po prostu prawda. A jeśli dotarcie do prawdy okaże się niemożliwe, to chcemy przynajmniej zrozumieć, o co chodzi w filozofii.

I tak się składa, że dzisiejszy odcinek jest o rozumieniu filozoficzne. Co nie jest zresztą takie dziwne, wszakże wielu filozofom właśnie na zrozumieniu świata zależało. Zależało też Heglowi i to właśnie on sformułował jedną ciekawą myśl na temat rozumienia świata. Hegel wskazał, że nie możemy zrozumieć całości przemian zachodzących w świecie, dopóki jeszcze te przemiany się nie zakończyły. Nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć wydarzeń, pojąć ich znaczenia póki nie zobaczymy rezultatu. Tą myśl Hegel przedstawił metaforycznie w zdaniu: Sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu a nie o świcie w przedmowie do Zasad Filozofii Prawa. Bogini, o której mówi Hegel jest boginią Mądrości. Zatem Mądrość przychodzi o zmierzch, czyli po wydarzeniach, kiedy już wszystko jest zakończone.

Filozofia nie jest nauką empiryczną, nie jesteśmy w stanie na podstawie rozważań filozoficznych, niejako z definicji, nic przewidzieć. Nie przeprowadzamy eksperymentów, nie zbieramy wyników, żeby na ich podstawie budować teorię przewidującą przyszłe wydarzenia. Namysł filozoficzny różni się od fizyki, w ramach której możemy z pewnością powiedzieć (o ile nie jesteśmy wyznawcami Huma) z jaką siłą uderzy w ziemię kulka o wadze 10g kiedy zrzucimy ją z wieży o wysokości 100m. Fizyka jednak zajmuje się poszczególnymi wydarzeniami, za to Filozofia ma ambicję opisać wszystko na raz, całość bytu a to za cenę precyzji. Służyć może najwyżej zrozumieniu świata ale nie może być podstawą, do przewidywania przyszłych wydarzeń.

Kiedy zapomnimy o tej prostej obserwacji, już krok nas dzieli od popełnienia błędu jakiego dopuścił się Karol Marks, który wierzył, że można odpowiedzieć na pytanie jaka czeka nas przyszłość. Po dokonaniu analizy stosunków społecznych „Marks przewidział”, że klasa robotnicza zwycięży, przejmie władzę i zaprowadzi nowy ład. „Wiedział” jak potoczy się historia i dokładnie opisał następujące po sobie fazy. Marks wypuścił Sowę Minerwy o świcie, czyli zanim proces dobiegł końca, skazując się tym samym na niepowodzenie, a sowę, na pewną śmierć.

niedziela, 17 sierpnia 2014

English version

I Ramka Na pierwszym kadrze widać plecy Platona i stojącą przed nim sztalugę. Na sztaludze portret Sokratesa takim jakim znają go nasi czytelnicy Platon: OTO PORTRET MOJEGO MISTRZA. DZIĘKI MNIE NIE PRZEPADNIE W MROKACH HISTORII  II Ramka Platon nanosi drobne poprawki, domalowuje Sokratesowi wielkie wąsiska, czapkę na głowie Platon: HMMM ..CZEGOŚ MI TU JEDNAK BRAKUJE...  III Ramka Platon stoi przed ostateczną wersją dzieła, wyposażył Sokratesa w niestworzone rzeczy: rozwianą czuprynę, wielkie skrzydła, aureolę, cygaro... Platon: TERAZ ZNACZNIE LEPIEJ TO WYGLĄDA...  WYSTAPILI: PLATONWYSTAPILI: PLATON


*)Dzisiaj wspominamy odcinek z portretem Sokratesa. Zdaje się, że w pierwotnym przypisie, który zamieszczamy poniżej, nie do końca oddaliśmy sprawiedliwość Platonowi. Owszem można się na Platona boczyć o to, że w dialogach co nieco dorzucił od siebie do nauki Sokratesa, a może nawet i to, że zmienił w niej zbyt wiele. Z drugiej jednak strony, gdyby nie Platon to przecież Sokratesa prawie w ogóle by nie było. Nie chodzi oczywiście o realnego Sokratesa żyjącego w Grecji, ale o Sokratesa - postać kultury. O Sokratesa, o którym słyszał (prawdopodobnie) każdy europejczyk. A i sam portret narysowany ręką Platona, niezależnie od jego realizmu, wygląda przecież całkiem nieźle.

 

A tu już oryginalny przypis...

 

Platon był uczniem Sokratesa, to chyba wie każdy kto choć odrobinę interesuje się filozofią. Platon napisał kilkadziesiąt dialogów, w których zwykle jednym z rozmówców jest Sokrates. Dialogi są tak przemyślnie skonstruowane, że Sokrates zadając odpowiednie pytania, prosząc o uszczegółowienie, dopytując a czasem udając głupiego (ten zabieg uczenie zwie się ironią sokratejską) doprowadza swojego rozmówcę do odkrycia jakiejś istotnej prawdy. W każdym razie do odkrycia czegoś, co wydaje się bardziej sensowne niż pierwotna teza, od której rozmowę zaczynali. To, że dialogi są dialogami utrudnia rozeznanie, w których miejscach Sokrates zgadza się w zupełności z rozmówcą, w których tylko pozornie przyjmuje jego tezy za prawdziwe. To jest pierwszy kłopot fanów Sokratesa, nie można mieć zupełnej pewności, co tak naprawdę Sokrates głosił.

Ale to oczywiście nie wszystko. Kiedy czytamy dialogi nie wiemy również, które tezy wygłasza Sokrates jako Sokrates, a które ustami Sokratesa wygłasza Platon, autor dialogów. Na szczęście zacni badacze znaleźli na to sposób. Gdyby ktoś z was, Drodzy Czytelnicy, został kiedyś badaczem pism filozoficznych musi pamiętać, że dzieła filozofa należy podzielić na trzy grupy i wyodrębnić trzy okresy w jego twórczości: wczesny, środkowy i późny. Czasem można ograniczyć się do dwóch, ale nie w każdym przypadku jest to możliwe. Zatem z dialogami sprawy mają się tak, że uznaje się, że te z okresu pierwszego najlepiej oddają naukę Sokratesa. Do dialogów środkowych Platon dorzucił coś od siebie, a w dialogach ostatnich można znaleźć więcej poglądów Platona niż Sokratesa. Co z tego wszystkiego wynika? Ano tyle, że jeśli już ktoś zamierza zostać wielkim filozofem, to może lepiej by było dla potomnych gdyby zechciał chociaż część swych doniosłych myśli zapisać. Zatem, Drodzy Czytelnicy, chwytajcie za pióra, żeby ułatwić sprawę potomnym.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83