Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
środa, 29 sierpnia 2012

I jak tam wasz bób Platonia, urósł trochę? Teoretycznie tak. Sokratesie słyszałem, że Wasz bób wreszcie urósł....Eeee praktycznie nic.Dzisiaj przywołując niegdysiejszy codwudziennik chcemy Wam przypomnieć o zagadnieniu filozofii stosowanej. Czy filozofia ma w ogóle jakikolwiek wymiar praktyczny? Jak dorobek filozofii może nam pomóc w zrozumieniu zjawisk dzisiejszego świata? Jak dzisiaj definiujemy tożsamość?

Na te i inne pytania będą próbowali szukać odpowiedzi uczestnicy Piątych Łódzkich Warsztatów Filozoficznych, które odbędą się w dniach 27-28 października. A więcej informacji można znaleźć na stronie warsztatów

niedziela, 26 sierpnia 2012

English version

I Ramka Sokrates idzie drogą w mieście – w oddali widać stoisko.  II Ramka Sokrates na tle stoiska na którym widzimy przeróżne przedmioty  i sprzedawcę. Sokrates: TYLE TUTAJ RZECZY, KTÓRYCH ZUPEŁNIE NIE POTRZEBUJĘ.  III Ramka Sokrates na tle Złotych Tarasów z których wychodzą ludzie z siatami zakupów, albo w supermarkecie pomiędzy półkami na tle ludzi z wyładowanymi koszami. Sokrates: KIEDYŚ NAPRAWDĘ NIEWIELE WIEDZIAŁEM O ŚWIECIE.Wystąpili: Sokrates, Georg Wilhelm Friedrich Hegel


*)Filozofowie znani są z tego, że raczej nie opływali w dobra doczesne. Owszem niejednokrotnie udawało im się pędzić spokojny żywot u boku jakiegoś arystokraty czy mecenasa, co jak na trudne czasy przeszłości i tak stanowczo przekraczało średnią poziomu życia, jednak nigdy specjalnie o dobra materialne nie zabiegali. Zresztą tym co bardziej ich pociągało były zagadki intelektualne, trudne pytania czy łamigłówki logiczne.

 Filozofowie próbowali zarazić innych swoim umiłowaniem mądrości jednocześnie wzywając do zachowania umiaru na innych polach. Jakkolwiek bardzo różnie rozumieli ów umiar i na pewno udałoby nam się wskazać pośród filozofów skrajne postaci, co do zasobności portfela – z jednej strony mamy Diogenesa z Synopy, z drugiej Hume'a czy Marka Aureliusza - to jednak każdy z nich mniej czy bardziej otwarcie opowiadał się za umiarem a przynajmniej za tym, żeby nie dać wciągnąć się w bezrefleksyjny przymus gromadzenia dóbr wszelakich. Czy filozofom udało się nas przekonać? Na to pytanie każdy musi chyba odpowiedzieć już sobie sam.

niedziela, 19 sierpnia 2012

English version

Nietzsche stoi na placu  i zaczepia Sokratesa Fryderyk: SOKRATESIE, IDĘ PROTESTOWAĆ DO ŚWIĄTYNI. PRZYŁĄCZYSZ SIĘ? Sokrates: O NIE, NIE TYM RAZEM. NIE MAM JUŻ OCHOTY NA PICIE CYKUTY...

Wystąpili: Sokrates, Fryderyk Nietzsche


*)Czym naraził się Sokrates władzy państwowej w Atenach, że cała sprawa skończyła się cykutą? Zgodnie z treścią zarzutów, przewiną Sokratesa było po pierwsze to, że nie wyznawał bogów oficjalnej religii państwowej, a po drugie to, że jego nauki były szkodliwe dla młodzieży. Zdziwienie nasze może budzić fakt, że za te przewiny filozof został skazany na karę śmierci.

Zdziwienie to sprawia, że zaczynamy doszukiwać się drugiego dna w całej tej historii. Komu i z jakiego powodu zależało na pozbyciu się Sokratesa? Czy w całej sprawie chodziło o Sokratesa i jego postawę moralną, czy też był on tylko aktorem jakiegoś większego dramatu, który rozgrywał się na wyższym poziomie?A może Sokrates został ukarany dla przykładu żeby pokazać innym, że nie należy zabierać głosu w niektórych sprawach?

Proces Sokratesa rozgrywał się gdzieś na styku polityki, religii i moralności, co utrudnia znalezienie jednoznacznych odpowiedzi na całą masę kłębiących się pytań. Jedno jest pewne, coś nam w sprawie Sokratesa nie gra.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Sartre i Nietzsche w samo południe na głównym placu, oj będzie się działo Sartre:  FRYDERYKU PRZECIEŻ TO MIAŁ BYĆ POJEDYNEK INTELEKTUALNY. Fryderyk: MOŻESZ MNIE POCAŁOWAĆ W MOJĄ WOLĘ MOCY!

Wystąpili: Jean Paul Sartre, Fryderyk Nietrsche


 *)Pewnie niektórzy słysząc hasło „pojedynek filozoficzny” wyobrażają sobie siedzące naprzeciw siebie gadające głowy, które budując niesłychanie długie zdania, monotonnym, jednostajnym głosem mówią coś na bliżej nieokreślony temat. A tymczasem wyobrażenie to, to tylko część prawdy o filozofach. Jasne, że zdarzają się wśród nich tacy, którzy, ze względu na swój temperament, wolą oddawać się rozmyślaniom w zaciszu gabinetów, stroniąc od ludzi i rwetesu. Ale są i tacy, którzy czują się jak ryba w wodzie w gwarnych kawiarniach, na rynku czy na tłumnym wiecu.

 

Dlatego dzisiaj zapraszamy Was, Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, do zastanowienia się jak mogłyby wyglądać pojedynki filozoficzne. A jak skończył się ten pomiędzy Fryderykiem a Janem Pawłem? Na to pytanie już każdy sam musi udzielić odpowiedzi.

niedziela, 05 sierpnia 2012

I Ramka David wyraźnie zniecierpliwiony czeka z walizką na Berkeleya Hume:  GRZEGORZU, CZY NIE NAZBYT POWAŻNIE WZIĄŁEŚ TO „ESSE EST PERCIPI?” Berkeley: LEPIEJ SIĘ ZABEZPIECZYĆ, DAVIDZIE. WIADOMO, STRZEŻONEGO PAN BÓG STRZEŻE.

Wystąpili: Grzegorz Berkeley, David Hume


*)George Berkeley wpadł na pomysł, że być to tyle co być postrzeganym po fali zwątpienia jaka przemknęła przez umysły europejskich filozofów w niepodważalność faktu istnienia zewnętrznego świata. Co mogłoby nam dać pewność istnienia zewnętrznego świata? Nasz bohater wyszedł z założenia, że każda rzecz, która jest postrzegana przez jakiś poznający podmiot bez wątpienia istnieje.

Ale jak zapewnić wszystkim przedmiotom, całemu światu ciągłość bycia postrzeganymi aby tym samym mieć pewność, co do ich istnienia? Wystarczy po prostu zainstalować kamery wszędzie gdzie się da i zatrudnić poznające podmioty do obserwowania obrazów wyświetlanych na monitorach jakichś megakomputerów. Proste, prawda? Jednak w czasach Georga takie zabiegi były jeszcze nie do pomyślenia, dlatego nasz bohater zastosował inny, całkiem zmyślny wybieg. Wystarczy przecież nieograniczony jeśli chodzi o możliwości percepcyjne, nieśmiertelny postrzegający podmiot... Aha, a teraz już tylko wystarczy udowodnić jego istnienie... Chyba, że ktoś jest obdarzony łaską wiary, jak było to w przypadku naszego dzisiejszego bohatera.