Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
niedziela, 27 lipca 2014

English version

I Ramka Marks i Fryderyk ruszają do boju. Augustyn za nimi wzywa o pokój Marks: RELIGIA ZNÓW ATAKUJE! RUSZAMY DO BOJU! Augustyn: E ! CHŁOPAKI  DAJCIE JUŻ SPOKÓJ Z TĄ NIENAWIŚCIĄ RELIGIJNĄ  II Ramka Fryderyk wraca do stojącego samotnie Augustyna Fryderyk:  EEE, JA SIĘ NIE BĘDĘ BIĆ Z BYLE BOŻKAMI..   III Ramka Augustyn okłada laską potwora spaghetti  WYSTAPILI: FRYDERYK NIETZSCHE, KAROL MARKS, AUGUSTYN Z HIPPONY, LATAJĄCY POTWÓR SPAGHETTI

WYSTAPILI: FRYDERYK NIETZSCHE, KAROL MARKS, AUGUSTYN Z HIPPONY, LATAJĄCY POTWÓR SPAGHETTI

 


*)

Na naszym blogu zajmujemy się głównie zagadnieniami filozoficznymi, co nie znaczy, że czasem nie inspiruje nas to, co aktualnie dzieje się w szeroko rozumianej rzeczywistości społecznej. W ramach wakacyjnej powtórki wracamy do sprawy, która chyba nadal jest aktualna, bo zdaje się, że status Kościoła Latającego Potwora Spaghetti w Polsce nie uległ zmianie. Z wyznawcami KLPS sympatyzujemy, bo sami bardzo lubimy makarony. Jednak sprawa rejestracji KLPS była dla nas tylko inspiracją, a sam problem uznawania, bądź nie uznawania obcej/jakiejkolwiek religii jest bardziej ogólny. I do tych bardziej ogólnych kwestii odnosimy się i w odcinku i w przypisie:

 

Dzisiejszy odcinek jest odcinkiem wysoce symbolicznym. Wcale nie chcemy w nim powiedzieć, że Augustyn z Hippony miał coś przeciwko Kościołowi Latającego Potwora Spaghetti albo coś przeciwko samemu Latającemu Potworowi Spaghetti. Tak naprawdę na miejscu Augustyna mógłby być dowolny przedstawiciel dowolnej religii...który nie potrafi dopuścić do siebie myśli, że istnieją jeszcze inne religie. A co więcej nie potrafi dopuścić do siebie myśli, że inni ludzie wyznają innych bogów niż on sam. Albo, że zwyczajnie inni ludzie nie wyznają żadnych bogów.

W tym odcinku nie chodzi zatem o to, co konkretny wyznawca myślał o innej niż jego własna religii, ale o sam fakt istnienia religii i jej wpływu na otoczenie społeczne. Czasami ten wpływ wydaje się być zbyt wielki. I bynajmniej nie ogranicza się do okładania przeciwnika kijem po plecach. Jaka powinna być zatem ta granica? Rozsądną granicą zdaje się na przykład granica wyznaczona przez imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta. Postępuj tak aby prawo wedle którego postępujesz mogło stać się prawem ogólnym. Upppsss.... I tu pojawia się już pierwszy problem, bo wiadomo, że niejeden wyznawca chciałby, żeby wszyscy pozostali ludzie stosowali się do jego zasad. Niektórzy nawet pragną te zasady innym narzucić. Czy imperatyw jest zatem nieprzydatny? Niekoniecznie. Przecież nasz wyznawca jednak nie chciałby, żeby innowiercy narzucali z kolei jemu, jego własne zasady.

22:34, pan-rac
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 lipca 2014

English version

I Ramka Augustyn i Fryderyk Nietzsche w całkiem miłych okolicznościach przyrody... Augustyn: JAKO PRZEDSTAWICIEL CYWILIZACJI ŻYCIA, TWIERDZĘ... Nietzsche:  ŻYCIA?  II Ramka Nietzsche skręca się ze śmiechu Nietzsche : ŻYCIA?! A TO DOBRE...   III Ramka Nietzsche umiera ze śmiechu Nietzsche: CYWILIZACJI ŻYCIA! ...OJ, BO PĘKNĘ ZE ŚMIECHU  WYSTAPILI: AUGUSTYN Z HIPPONY, FRYDERYK NIETZSCHE


*)Dzisiaj w ramach wakacyjnych wspominków, wracamy do odcinka, który zrobił prawdziwą furorę wśród czytelników bloga. Nie do końca jest jasne co było przyczyną takiej popularności tego paska. Mogło nią być po prostu uwielbienie jakim, Drodzy Czytelnicy, darzycie Fryderyka, co zresztą potwierdziły swego czasu wyniki sondy. Druga opcja jest taka, że nasi odbiorcy poczuli solidarność z Fryderykiem, który obśmiał wygłaszane przez Augustyna ex cathedra mądrości. Mogła być to też zwykła niechęć do Augustyna, chociaż zawsze staramy się zakładać, że ludźmi kierują raczej pozytywne a nie negatywne odczucia, więc ta opcja wydaje się najmniej prawdopodobna. Tak czy inaczej, skoro się podobało, to wrzucamy jeszcze raz.

 

Poniżej jak zwykle przypis, w którym co nieco wyjaśniamy w sprawie odcinka:

 

Jeśli śmiech Nietzschego, w odpowiedzi na wstęp do zapewne niezwykle wzniosłej wypowiedzi Augustyna, obudził w Was ,Drodzy Czytelnicy zdziwienie, to znaczy, że musimy się przed wami z dzisiejszego odcinka wytłumaczyć. A raczej nie z odcinka wytłumaczyć tylko z jego znaczenia. Co do tego, że chrześcijaństwo uważa siebie za „cywilizację życia”, nie ma chyba najmniejszej wątpliwości. Ale czy naprawdę chrześcijaństwo jest cywilizacją życia? W tej kwestii Fryderyk wypowiedział się i to dość stanowczo.

Fryderyk w „Tako rzecze Zaratustra” mówi o kaznodziejach śmierci, nietrudno odgadnąć, że chodzi mu o wyznawców chrześcijaństwa. Na czym polega nauka kaznodziejów śmierci? Na zachęcaniu ludzi do rezygnacji z życia, bo „życie jest tylko cierpieniem”. W związku z tym, że tak zwane „życie doczesne” nie jest wiele warte, trzeba je przeczekać w ascezie, wyrzec się go rezygnując z przyjemności, a w nagrodę otrzyma się „życie wieczne”. To swoisty paradoks nauki chrześcijańskiej, żeby zyskać mglistą obietnicę „życia wiecznego”, trzeba z życia realnego zrezygnować. I ten paradoks krytykuje Nietzsche, bo takie nastawienie do życia jest jego zdaniem oznaką słabości.

Krytykę chrześcijaństwa odnajdziemy zresztą w wielu pismach filozofa, jednak chyba najbardziej skondensowana jej forma znajduje się w piśmie„O moralności sprzecznej z naturą” ze zbioru „Zmierzchu Bożyszcz...”. Zgodnie z poglądem filozofa chrześcijaństwo namawia człowieka do wyrzekania się z pragnień i namiętności, kościół najchętniej by je zniszczył. A niszczyć pragnienia i namiętności, to tyle co niszczyć życie. Moralność chrześcijańska „neguje najniższe i najwyższe pragnienia życiowe, Boga zaś czyni wrogiem życia”.

A skąd się bierze takie negatywne nastawienie do pragnień, do zmysłowości? Zdaniem filozofa wynika ono ze słabości woli: tylko osoby, które nie są w stanie zapanować nad swoimi pragnieniami i popędami muszą w tak radykalny sposób z nimi walczyć. Nietzsche nie twierdzi, wbrew temu co mogłoby się z pozoru wydawać, że odrzucając chrześcijaństwo ludzie staliby się niewolnikami swoich żądz i pragnień. Wprost przeciwnie, twierdzi, że człowiek jest w stanie „uduchowić” zmysłowość, wrogość i inne uczucia. Ludzie, którzy mają silną wolę są w stanie nad sobą zapanować i nie potrzebują do tego zewnętrznych nakazów, radykalnych cięć i ascezy,

Czy zatem będąc głęboko przekonanym co do swojej argumentacji Fryderyk mógł inaczej zareagować na przemowę Augustyna?

niedziela, 13 lipca 2014

English version

I Ramka Sokrates w otoczeniu zapłakanych uczniów Kritona i Platona (który tak naprawdę nie występuje w dialogu) leży na leżance ma twarz przykrytą chustą. Podpis:  JUŻ MU BYŁO PÓŁ CIAŁA ZASTYGŁO, KIEDY ODSŁONIŁ GŁOWĘ I POWIADA – A BYŁY TO JEGO OSTATNIE SŁOWA...  II Ramka Sokrates uniesiony na łożu z odkrytą twarzą przemawia do uczniów  Sokrates: KRITONIE, MYŚMY WINNI KOGUTA ASKLEPIOSOWI. ODDAJCIEŻ GO A NIE ZAPOMNIJCIE. Kriton: STANIE SIĘ TAK. ALE MOŻE COŚ INNEGO MASZ JESZCZE POWIEDZIEĆ?  III Ramka Uczniowie siedzą i patrzą z wyczekiwaniem... Podpis: NA TO PYTANIE NIC JUŻ NIE ODPOWIEDZIAŁ  WYSTAPILI: SOKRATES, KRITON, PLATON (KTÓRY TAK NAPRAWDĘ NIE ZBIERA GŁOSU W TYM DIALOGU) Cytat (prawie): Platon, Fedon 117D-118, w: Platon Dialogi, Warszawa,1993

WYSTAPILI: SOKRATES, KRITON, PLATON (KTÓRY TAK NAPRAWDĘ NIE ZBIERA GŁOSU W TYM DIALOGU)

Cytat (prawie): Platon, Fedon 117D-118, w: Platon Dialogi, Warszawa,1993


*)Na początku pracy nad komiksem filozoficznym Tylmur miała taki plan, żeby co najmniej raz w miesiącu wrzucać komiks, w którym postaci będą mówiły cytatami z największych dzieł filozoficznych. Wydawało się to rzeczą prostą, w końcu dzieła filozoficzne to skarbnica trafnych spostrzeżeń, które w sam raz nadają się do komiksu. Niestety ten plan został brutalnie skonfrontowany z rzeczywistością. Okazało się, że jeśli jakieś ciekawe sentencje są, to są one albo zbyt długie albo zbyt hermetyczne i do komiksu się nie nadadzą. Owszem udało się stworzyć około dwudziestu pasków, gdzie cytujemy któregoś z filozofów (choćby Dzielność kobiety, W trosce o mity, Prawo moralne, Z głowy na nogi czy Drabina) ale zamierzenia były znacznie bardziej optymistyczne.

 

Dzisiaj przypominamy pasek i przypis dotyczące chyba najbardziej absurdalnej wypowiedzi w dziejach filozofii:

 

 

Sokrates, jak przystało na prawdziwego filozofa, był osobą kompletnie niepraktyczną” – często możemy się spotkać z takim poglądem. Drugi towarzyszący mu stereotyp brzmi „Jego kłótliwa żona Ksantypa zatruwała bujającemu w obłokach filozofowi życie, sprawami przyziemnymi i mało ważnymi, do których Sokrates, jak to filozof nie miał zupełnie głowy”. O ile z tym drugim poglądem trudno prowadzić polemikę, bo wizerunek Ksantypy był misternie konstruowany przez wieki, przy pomocy pogłosek, pomówień i plotek, o tyle ten pierwszy pogląd możemy poddać rewizji sięgając chociażby do Dialogów Platona.

I kiedy już tak wniknąć w Dialogi, to można się przekonać, że jak na osobę kompletnie niepraktyczną, Sokrates, całkiem nieźle sobie radził ze sprawami praktycznymi. Obracał się w towarzystwie, zapraszano go na uczty, częstowano winem, jednym słowem potrafił się nieźle urządzić. Ten stereotyp bujającego w obłokach filozofa zaburza również obraz śmierci filozofa jaki znajdujemy w Fedonie – jednym z Platońskich dialogów. Otóż jak się dowiadujemy z dialogu w ostatnich minutach życia Sokrates wcale nie zajmuje się wygłaszaniem wzniosłych słów, nie sili się na jakieś wielkie ostatnie zdanie, czego moglibyśmy oczekiwać od osoby natchnionej „przeznaczonej do wyższych celów”...Filozof, ot po prostu przypomina sobie, że trzeba oddać koguta, który wcześniej został pożyczony...

niedziela, 06 lipca 2014

I Ramka Kartezjusz i Hume spacerują po parku. Hume: ...i to są tylko takie idee.  II Ramka Kartezjusz zerka na but. Kartezjusz: Merde, wdepnąłem w jakąś dziwną substancję..  III Ramka Hume zdegustowany: Rene! Przecież właśnie ci tłumaczę, że nie ma czegoś takiego jak substancja.

WYSTAPILI: RENÉ KARTEZJUSZ DESCARTES, DAVID HUME


*)Dokonując wakacyjnych podsumowań, musimy przyznać, że David Hume pojawia się u nas zdecydowanie zbyt rzadko. Tymczasem odwaga tego filozofa zasługuje na większe uznanie. Chodzi nam oczywiście o odwagę myślenia i podważania zastanych prawd i „niepodważalnych pewników”. Filozof rozprawił się z takimi pojęciami jak „ja”, „substancja”, „przyczyna-skutek”... I zupełnie przez przypadek wyrwał Kanta z dogmatycznej drzemki...a dla tych z Was, Drodzy Czytelnicy, którzy o tym nie wiedzą powiemy, że wyrwanie Immanuela z drzemki zaowocowało prawdziwą filozoficzną rewolucją. O proszę i znów odbiegamy od tematu Davida i jego dokonań...

 

Dlatego czym prędzej przejdźmy do pierwotnego przypisu, w którym mowa o Davidzie:

 

Filozofów można, w dużym uproszczeniu oczywiście, podzielić na dwie grupy. Tych którzy konstruują i tych, którzy dekonstruują wszystko, co zostało stworzone w pocie czoła przez tych pierwszych. Można tych dekonstruktorów nazwać krytykami, sceptykami a w niektórych przypadkach nawet cynikami. Jak taki filozof dekonstruktor upatrzy sobie jakąś teorię, pojęcie, zdanie, to nie odpuści, aż nie wykaże, że teoria ta, zdanie lub pojęcie nie ma zupełnie sensu albo co najwyżej sens ten, jest czymś mocno umownym.

Jednym z takich filozofów krytyków był bez wątpienia Hume, który wprost uwielbiał negować wszystko co inni filozofowie uważali za oczywiste. Jak widzieliśmy w LINK(poprzednim odcinku „Myślę więc jestem”) Hume zanegował sensowność pojęcia „ja”. Nie ma czegoś takiego jak „ja”, argumentował, tym, co obserwujemy jest jedynie bieg myśli, wrażenia, przeżyć. Jednak Hume nie poprzestał na tym, posunął się o wiele dalej. Zanegował istnienie świata i substancji. Co oczywiście na pierwszy rzut oka brzmi bezsensownie, dlatego trzeba się sprawie przyjrzeć bliżej. Zacznijmy od świata.

Jednym z podstawowych twierdzeń filozofii była myśl, że istnieje świat obiektywny, to znaczy taki, który jest niezależny od tego co my o nim mówimy lub myślimy. Zresztą pojęcie obiektywnego świata jest bardzo przydatne, spróbujmy zobaczyć to na przykładzie. Wyobraźmy sobie pokój w którym pracują dwie osoby. Jedna osoba twierdzi, że jest jej za ciepło, druga, przeciwnie, że jest jej za zimno. Jedna chce otworzyć okno, druga podkręcić kaloryfer. Ktoś kto miałby rozstrzygnąć spór między tymi osobami, pewnie wyjąłby termometr i sprawdził jaka faktycznie (obiektywnie!) jest temperatura w pomieszczeniu. Oczywiście zakładamy, że termometr posiada wszelkie możliwe atesty, kalibracje, badania dopuszczające urządzenie do użytku itd. etc. Osoba, która tak postępuje, zakłada, że istnieje niezależna od twierdzeń skłóconych pracowników prawda na temat temperatury w pomieszczeniu. Stara się im pokazać, że oni mają jakieś swoje wrażenia a świat dookoła nich – w tym wypadku temperatura jest taka jak wskazuje termometr.

Dobrze, to już z grubsza wiemy na czym polega koncepcja obiektywnie istniejącego świata, ale jak to się ma do substancji. Otóż substancja wedle niektórych filozofów, jest budulcem takiego świata. Substancja to jest to z czego się ten świat składa. Parafrazując zwięzłą definicję Arystotelesa, substancja to coś, o czym można powiedzieć, że jest jakieś. Żeby sprawę jeszcze bardziej uprościć, możemy powiedzieć na nasze potrzeby, że substancja to tyle co materia. Materia przybiera różne formy, kształty, z materii zbudowany jest cały świat, drzewo, robak, chusteczka do nosa, nożyczki. O materii czasem zatem mówimy, że jest zielona, jak przybiera formę drzewa, czasem, że jest szara, jak przybiera formę nożyczek.

I właśnie w tym miejscu Hume oponuje i mówi: tym co postrzegamy nie są żadne materialne przedmioty a już na pewno nie żadna substancja ale jedynie pewne idee, czyli wrażenia i obrazy. Owszem na co dzień mówimy o przedmiotach, w różnych kształtach, nie ma jednak powodu, żeby zakładać, że jest jakiś wspólny budulec, jakaś jedna substancja, która jest ich podstawą. Nie możemy twierdzić więcej niż pozwalają nam na to obserwacje, a w tych obcujemy wyłącznie z ideami.



niedziela, 29 czerwca 2014

English version

Ramka 1 Fryderyk rozmawia z Augustynem Augustyn: PAN BÓG JEST WSZECHMOCNY! NIC GO NIE OGRANICZA!  Ramka 2 Przechodzi Nietzsche... Fryderyk: CZY MÓGŁBY ZATEM STWORZYĆ TAK CIĘŻKI KAMIEŃ, KTÓREGO NIE BYŁBY W STANIE PODNIEŚĆ?  Ramka 3 Hiszpańska inkwizycja: NIKT NIE SPODZIEWA HISZPAŃSKIEJ INKWIZYCJI! Fryderyk: O! WYSTAPILI: FRYDERYK NIETZSCHE, AUGUSTYN Z HIPPONY, HISZPAŃSKA INKWIZYCJA

WYSTAPILI: FRYDERYK NIETZSCHE, AUGUSTYN Z HIPPONY, HISZPAŃSKA INKWIZYCJA 


*)Swego czasu, każdy piątek oznaczał dla nas wieczorną sesję z Latającym Cyrkiem Monty Pythona. Nie każdy musi znać lub lubić tę formę humoru, zresztą nie wszystkie elementy tego humoru i nam odpowiadają. Niemniej jest kilka skeczy, które stały się częścią kultury popularnej. Choćby taki „SPAM”, dzięki któremu zyskaliśmy nazwę na większą część poczty wpadającej do naszych skrzynek. Inny znany motyw z Latającego Cyrku to Ministerstwo Głupich Kroków. Nas oczywiście zawsze porywał niezwykle emocjonujący mecz filozofów, a pomysł z hiszpańską inkwizycją jest tak absurdalny, że w końcu zmuszeni byliśmy wykorzystać ten element w naszym odcinku...

 

A teraz zapraszamy Was, Drodzy Czytelnicy, do lektury oryginalnego przypisu...

 

Jak odpowiedzieć na postawione dzisiaj przez Fryderyka pytanie? O co w tym pytaniu tak naprawdę chodzi? Głębszy sens pytania dotyczy tego, czy byt wszechmocny może w jakiś sposób ograniczyć swoją wszechmoc. A jeśliby ją ograniczył, to czy tym samym przestałby być wszechmocny?

Gdyby byt wszechmocny I stworzył taki kamień, którego nie jest w stanie podnieść, to czy oznaczałoby to, że już nie jest wszechmocny? Nie może czegoś wykonać – podnieść kamienia, zatem to świadczy o tym, że jego wszechmoc jest ograniczona.. Ale przecież sam stworzył ten kamień, zatem sam nałożył na siebie to ograniczenie...Czyli co? - był wszechmocny do momentu stworzenia kamienia, którego nie jest w stanie podnieść, ale już po jego stworzeniu nie jest wszechmocny?

No dobrze. A jeśli stworzył ten kamień, nie może go podnieść, jednak zaraz potem go podnosi, bo przecież jest wszechmocny, to czy to z kolei nie świadczy o tym, że tak naprawdę nie był w stanie sprostać wyzwaniu. Stworzył kamień, którego nie był w stanie podnieść tylko przez chwilę, a przecież nie o to chodziło w zadaniu. Nieźle nam się to zaplątało a nawet niechcący dodaliśmy parametr czasu, który niekoniecznie ma zastosowanie do bytów wszechmocnych.

Zagadka nie jest prosta i jak dotąd nie znaleziono satysfakcjonującego rozwiązania. Byli tacy, którzy twierdzili, że pytanie jest po prostu źle postawione. Może to i racja, Fryderyk natomiast dzisiaj przekonał się, że źle zrobił stawiając to pytanie. Pytanie jest pytaniem niebezpiecznym, wywrotowym a wypowiedziane w pewnym czasie, w pewnych kręgach może ściągnąć na wypowiadającego kłopoty. Fryderyk wypowiadając ten wywrotowy sąd nie był tych kłopotów świadom, stąd jego wielkie zdziwienie z przybycia hiszpańskiej inkwizycji. Autorzy zaś mają nadzieję, że na ich nie spotkają kłopoty w sprawie gościnnego występu wykonawców woli boskiej sprawiedliwości.

niedziela, 22 czerwca 2014

English version

I Ramka Widzimy Kartezjusza, który stojąc na tle rozwalającej się chaty poucza kolegów filozofów w składzie: Spinoza, Kant, Hegel Kartezjusz: CHWILOWO, NA CZAS ROBÓT, BĘDZIEMY MIESZKAĆ TUTAJ, W TYM NĘDZNYM BARAKU PODSTAWOWYCH ZAŁOŻEŃ. ALE DZIĘKI TEMU...  II Ramka Widzimy  w zbliżeniu chłopaków, na rusztowaniach, którzy budują wielki Pałac... Kartezjusz: ...WZNIESIEMY WIELKI I IMPONUJĄCY GMACH WIEDZY, GMACH PEWNYCH TWIERDZEŃ, I NIE PODWAŻALNYCH TEORII...  III Ramka Widzimy, że pałac zbudowany jest na nędznym baraku. Na dole ktoś mówi do robotników na górze... Hegel ale nie widać tego na pewno bo widzimy go z baaardzo daleka: OD POCZĄTKU MÓWIŁEM, ŻE TO SIĘ NIE MOŻE UDAĆ...  WYSTĄPILI: RENE (KARTEZJUSZ) DESCARTES, IMMANUEL KANT, GEORG WILHELM FRIEDRICH HEGEL, BENEDYKT SPINOZA

WYSTĄPILI: RENÉ (KARTEZJUSZ) DESCARTES, IMMANUEL KANT, GEORG WILHELM FRIEDRICH HEGEL, BENEDYKT SPINOZA 


*) Dzisiaj przypominamy Wam, Drodzy Czytelnicy, jeden z lepszych, naszym skromnym zdaniem, odcinków. Nie dlatego, że świetnie narysowany i nie dlatego, że znajduje się pod nim bardzo błyskotliwy przypis, ale dlatego, że odcinek ten pokazuje jedno z największych (naszym zdaniem) osiągnięć filozofii. Mianowicie, ukazuje, że w pewnym momencie filozofowie zdali sobie sprawę z tego, że nie da się zacząć od zera. Jeśli chcemy zbudować naukę, czy jakiś inny spójny system twierdzeń, to nie da się go oprzeć na jednym jedynym pewniku, założeniu podstawowym. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, to zawsze okaże się, że to jedno twierdzenie samo opiera się na innych założeniach, innych pewnikach.

 

Sprawę całą i jej zawiłość przedstawiliśmy w przypisie:

To, że ludzie młodzi lubią negować zastaną rzeczywistość, walczą z nią, poddają w wątpliwość otaczający świat, nie budzi niczyich wątpliwości, raczej pobłażliwe stwierdzenie „od wieków tak jest”. Jednak, to, że podobnie postępują filozofowie nie dla wszystkich musi być już takie jasne. Swego czasu, w sposób jak najbardziej radykalny zanegował zastaną rzeczywistość, dobrze nam już znany René Descartes, z tym, że była to rzeczywistość nauki. Filozof doszedł do wniosku, że cała współczesna wiedza nie została w sposób poprawny zdobyta, zatem nie można na niej polegać.

Co jest nie tak z gmachem wiedzy? Jej podstawy są niepewne, wiedza opiera się na nieuzasadnionych założeniach, część rzeczy jest przyjmowanych „na wiarę”. A niepewne założenia nie doprowadzą nas przecież do pewnych wniosków.

René doszedł do wniosku, że gmach wiedzy należy wznieść na nowo, a jedynym sposobem jest ostrożne metodyczne podejście do zagadnienia. W pierwszej kolejności, rozumuje Kartezjusz, zanim zaczniemy wznosić gmach wiedzy, trzeba znaleźć dla niej pewne podstawy, tak pewne, tak jasne i wyraźne, że nie będą w nas budzić najmniejszej wątpliwości. Zatem Kartezjusz zapomina wszystko czego się do tej pory nauczył i zaczyna szukać nowych pewników, które staną się podstawami wiedzy. Zapomina wszystko czego się nauczył (tak mu się przynajmniej wydaje), pozostawiając jedynie w mocy zasady moralne, żeby na czas poszukiwań mieć jakiś drogowskaz pokazujący drogę postępowania. Kartezjusz świadomie stawia barak tymczasowych założeń, który będzie stanowił dla niego tymczasowe mieszkanie, na czas poszukiwań. Jednak w poszukiwaniach nie będzie się tymczasowymi założeniami posługiwał, będzie ich używał jedynie w poza naukowym działaniu. Pomysł zatem wydaje się całkiem sensowny a i wynik jest imponujący, co więcej poraża swą prostotą. Wszak tą metodą René dochodzi do swojego najsławniejszego twierdzenia „cogito ergo sum” („myślę, więc jestem”) z którym trudno się nie zgodzić, które jest tak jasne i wyraźne, że trudno poddawać je w wątpliwość.

Jednak jak się okazuje Kartezjusz, mimo swej metodologicznej świadomości i przekonania, że nie przyjmuje niczego na wiarę, sam zaczyna budować na nowym baraku nieuzasadnionych założeń. Wystarczy chwila namysłu, aby dostrzec jakie mówiąc „cogito ergo sum” przyjmujemy założenia. Czy mówiąc „myślę”, nie zakładam, że zachodzi jakiś proces myślenia? Skoro odrzucam całą wiedzę, to co mnie uprawnia do używania słów? Czy w samym słowie „jestem” nie kryją się już skomplikowane definicje i tezy ontologiczne? Co by miało znaczyć owo „jestem”, jeśli oderwiemy je od ontologii - nauki o bycie? Czy bez tego kontekstu nie będzie to tylko puste słowo? Czy dążenie do jasnych i wyraźnych twierdzeń nie jest też pewnym założeniem? I ostatni, najważniejszy zarzut, dlaczego Kartezjusz bezkrytycznie przyjmuje kryterium jasności i wyraźności?

Metoda Kartezjusza, ale też sama koncepcja „czystego poznania” została dość ostro skrytykowana przez Hegla, który starał się wykazać, że poznanie czyste nie jest możliwe. Poznanie zawsze coś zakłada, w poznaniu nie ma zera absolutnego, od którego można by zacząć cały proces. Hegel jednak nie widzi nic złego w zamku, który został wzniesiony na byle jak skleconym baraku. Co tu się boczyć skoro sam zamek się trzyma a od czasu do czasu udaje się zorganizować w nim jakąś imprezę?



niedziela, 15 czerwca 2014

English version

Filozofy: Powtórka

I Ramka Kartezjusz podbiega do zamyślonego Sokratesa Kartezjusz: SOKRATESIE! WIESZ CO?...  II Ramka Sokrates: TAK SIĘ SKŁADA, ŻE WIEM RENÉ Kartezjusz: TAK... A CO WIESZ?  III Ramka Sokrates mentorsko unosi palec wskazujący. Sokrates: WIEM, ŻE NIC NIE WIEM

I Ramka Kartezjusz podbiega do zamyślonego Sokratesa Kartezjusz: WITAJ SOKRATESIE!  II Ramka Sokrates: WITAJ RENÉ, WIESZ CO? Kartezjusz: NIE WIEM...  III Ramka Sokrates mentorsko unosi palec wskazujący. Sokrates: TO JA TO MIAŁEM POWIEDZIEĆ

WYSTĄPILI: SOKRATES, RENÉ KARTEZJUSZ DESCARTES


*) Rozmowa autorów:

Tylmur: Mam pomysł na taki wakacyjny powtórkowy odcinek ...

Panrac: Jaki?

Tylmur: Może po prostu narysowałbyś pierwszy odcinek, żeby pokazać ile się w trakcie tych pięciu lat prowadzenia bloga zmieniło...

Panrac: Ale my już taki odcinek robiliśmy...

Tylmur: Na pewno?

Panrac: Tak...

 

I dlatego właśnie dzisiaj, Drodzy Czytelnicy, mamy dla Was meta-powtórkę, czyli publikujemy pierwszy odcinek i odcinek narysowany z okazji pierwszej rocznicy prowadzenia bloga...

 

A poniżej jeszcze oryginalny przypis:

*) Ciekawe, że to najsławniejsze przypisywane Sokratesowi zdanie „Wiem, że nic nie wiem” nigdy nie padło z jego ust. Pomińmy tutaj ogólniejszą kwestię autorstwa słów, które zwyczajowo przypisuje się Sokratesowi. Wszak sam Sokrates nic nigdy nie napisał a większość wypowiedzi Sokratesa zostało spisanych/zmyślonych/wmówionych mu przez Platona. Tak, tak to właśnie Platon jest autorem większości pism, w których pojawia się Sokrates.

Tak czy inaczej, w żadnym z dialogów nie pojawia się zdanie „Wiem, że nic nie wiem”. Można jednak sądzić, że zdanie to jest zgrabnym ujęciem dłuższej wypowiedzi Sokratesa z „Obrony...”. Tu krótkie wyjaśnienie. Sokrates nie był adwokatem, ale tak się składa, że został oskarżony przez kilku Ateńczyków o to, że psuje młodzież i o bezbożność, a więc Sokrates próbował się bronić przed sądem. Niestety z marnym skutkiem. Sokrates sprawę przegrał i zakończył życie kielichem cykuty.

Sprawa była zresztą w dużej mierze sprawą ambicjonalna. Chodziło o to, że oskarżycielom się wydawało, że Sokratesowi się wydaje, że jest strasznie mądry, najmądrzejszy ze wszystkich ateńczyków. A ludzie, jak wiadomo, nie lubią jak ktoś jest od nich lepszy, a jak jest jeszcze mądralą to koniec. Co więcej na nieszczęście Sokratesa, delficka wyrocznia swego czasu orzekła, że niejaki Sokrates jest najmądrzejszym pośród ateńczyków. To jeszcze dolało oliwy do ognia....

Sokrates starał się zatem dowieść, że jest głupszy niż jest - zresztą marnie - słowami:

Poszedłem do kogoś z tych, którzy uchodzą za mądrych, aby jeśli gdzie, to tam przekonać wyrocznię, że się myli, i wykazać jej, że ten oto tu (człowiek)jest mądrzejszy ode mnie, a tyś (wyrocznio) powiedziała, że ja.

I po krótkiej rozmowie z obywatelem, który uchodził pośród ludzi za mądrego Sokrates dochodzi do wniosku, że:

...od tego człowieka jestem jednak mądrzejszy. Bo z nas dwóch, żaden, zdaje się, nie wie o tym co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje (że coś wiem). Więc może o tę właśnie odrobinę, jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem. (Platon, Obrona Sokratesa, 21B,C,D)

 

Reasumując „Wiem, że nic nie wiem”

niedziela, 08 czerwca 2014

English version

I Ramka Heraklitowi rozpuszczają się lody...  II Ramka  Rozpuszcza się wafelek...   III Ramka Rozpuszcza się Heraklit   WYSTĄPILI: HERAKLIT Z EFEZU


*)Dzisiejszy dzień dowodzi tego, jak bardzo filozofia jest bliska życiu codziennemu. Dawno chyba nie mieliśmy odcinka tak zgodnego z pogodą i z prawdą. O tym, że prawda odcinka jest prawdą dzisiejszej aury nie musimy chyba nikogo przekonywać. Ale czy prawda dzisiejszego odcinka jest zgodna po prostu z prawdą? I to niekoniecznie tą przez wielkie „P”.

Można przypuszczać, że tak, skoro słowa Heralkita o tym, że „wszystko płynie” dotarły nawet do świata wielkich korporacji, gdzie sloganem stało się już powiedzenie, że „jedyna stała rzecz w rozwoju organizacji, to zmiana”. Co więcej, kierownicy, dyrektorzy, prezesi uczą się różnych magicznych technik zarządzania zmianą i jest to bardzo poważna dziedzina wiedzy. Szeregowi pracownicy zaś są uczeni, że zmian nie należy się bać, że owszem można na nich stracić, ale jak się ktoś postara, to może coś zyskać...Zaraz zaraz, przecież świat wielkich firm nie może być dla nas jedyną wykładnią prawdy o świecie.

Ale aby prawdę Heraklita potwierdzić wcale nie musimy daleko szukać, wystarczy przyjrzeć się swojemu życiu. Czy nie jest tak, Drodzy Czytelnicy, że życie to zmiana za zmianą? Tę dynamikę zmiany widać szczególnie w dzieciństwie, a jeszcze bardziej wyraźnie widać ją w pierwszych latach życia dziecka. Tutaj każdy miesiąc, tydzień a nawet dzień przynosi rewolucyjne zmiany. Wczoraj nie jest podobne do dziś, bo wczoraj jeszcze nie chodziłem, a dzisiaj już biegam. Wczoraj jeszcze nie mówiłem a dzisiaj już używam dwóch słów. Wczoraj jeszcze nie wiedziałem, co to gorące, a dzisiaj już wiem, a nawet wiem, że gorącego nie lubię.

I tak Autorzy żegnają się dzisiaj z Wami, Drodzy Czytelnicy, w przededniu wielkiej zmiany. A że wielka zmiana będzie dla nas zmianą rewolucyjną, to na jakiś czas będziemy musieli odłożyć, nie bez żalu, filozofy na bok. Wakacje przeznaczymy na filozoficzne wspominki a do Was, Drodzy Czytelnicy, powrócimy wczesną jesienią.



środa, 04 czerwca 2014

Poranna kawa z Fryderykiem?

To jest moja wola mocy - Nietzsche

 

Podkładka pod mysz z naszym kultowym odcinkiem?

Możesz mnie pocałować w moją wolę mocy

 

Zakupy z Kartezjuszem?

Cogito ergo sum

 

Dzisiaj zapraszamy Was, Drodzy Czytelnicy, do sklepu, w którym można kupić kubki, podkładki pod mysz i torby z wizerunkami filozofów z naszego bloga.

Zamawiajcie na stronie filozofy.giffcik.pl

niedziela, 01 czerwca 2014

English version

I Ramka Kartezjusz siedzi, mówi do siebie, kopie patykiem dziurę w piachu... Kartezjusz: LEWA STRONA NIGDY NIE JEST PRAWĄ, TO DZIWNE... Kartezjusz: A CIEKAWE SKĄD WIADOMO, ŻE COŚ JEST MAŁE? Kartezjusz: A TE PATYKI, TO PO CO?  II Ramka  Kartezjusz bawi się kamykami Kartezjusz: A CIEKAWE SKĄD LUDZIE WIEDZĄ, ŻE ISTNIEJĄ? Kartezjusz: A JAKBY BYŁO COŚ, CO NIE ISTNIEJE?  Kartezjusz: A CO BY BYŁO GDYBY...    III Ramka Słychać głos zza kadru, Kartezjusz obraca w tamtą stronę głowę. Wychowawca: A CO TY SIĘ TAK DZIWISZ JAK DZIECKO? Kartezjusz: A BO JA PROSZĘ PANA BĘDĘ FILOZOFEM...  WYSTĄPILI: RENE (KARTEZJUSZ) DESCARTES


*)Mamy takie powiedzenie „mnie to już nic nie zdziwi”. Mówimy tak, żeby podkreślić swój brak naiwności, wiedzę, dojrzałość a czasem, żeby wzmocnić swój autorytet. Mnie, człowieka dorosłego, już naprawdę nic nie zdziwi, bo tylko małe i naiwne dzieci się dziwią. Tymczasem filozofowie przypominają nam, że odrobina zdziwienia jest nieodzowna do tego, żeby rozpocząć fascynującą przygodę z własnymi wyobrażeniami, myślami, przypuszczeniami, jednym słowem, żeby wkroczyć do krainy intelektualnej rozrywki, która prowadzi wprost do filozofii.

Od zdziwienia wszystko się zaczyna, o czym zresztą pisaliśmy już trzy lata temu. Jak dotąd wydaje nam się, że nic w tej sprawie się nie zmieniło.

I z tego właśnie powodu życzymy wszystkim naszym Drogim Czytelnikom z okazji Dnia Dziecka jak największej ilości zdziwień i jak najwięcej filozofii na co dzień. A tych, którzy by chcieli mieć jakiś atrybut przypominający o filozofii i zdziwieniach zapraszamy do sklepu www.filozofy.pl/sklep

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42