Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
niedziela, 02 sierpnia 2009

 I Ramka Nad wodą siedzi dwóch rybaków. Szanowny czytelnik widzi ich plecy i wędki...  II Ramka Nieoczekiwanie okazuje się, że to są Kartezjusz i św Augustyn. Kartezjusz zamyślony drapie się po brodzie. A tymczasem Augustyn kombinuje z wędką.   Kartezjusz: Cogito..... Cogito....Cogito Ergo....  III Ramka Augustyn wyciągając z wody wędkę z łopoczącą się na niej rybą wrzeszczy Augustyn: SUM!

Wystąpili: René Kartezjusz Descartes i Augustyn z Hippony (w szerokich kołach zwany świętym) oraz gościnnie sum europejski (Silurus glanis)


*)Jest taka prawda ogólnie znana „nic nowego pod Słońcem”. Szczególnie w naszych czasach myśl ta wydaje się nam przytłaczająco wręcz prawdziwa. Człowiek Ameryki już nie odkryje, bo Ameryka dawno już odkryta, komputera nie wynajdzie, bo ten już dawno wynaleziony, w kosmos to w zasadzie nie ma już po co latać. I tak można by już tylko siedzieć i tęsknić do tych dawnych czasów, kiedy wiele rzeczy ukrytych czekało tylko na swojego odkrywcę.

Wystarczyło wtedy powiedzieć takie ot proste zdanie „Cogito ergo sum” (Myślę więc jestem z „Rozprawy o metodzie”) i już człowiek (w tym przypadku Kartezjusz) mógł żyć spokojnie dalej wiedząc, że zrobił coś jako pierwszy, że stworzył coś niepowtarzalnego, że wpadł na genialny pomysł, na który nikt nigdy wcześniej przed nim nie wpadł. Zazdrość zżera na samą myśl o tym jak Kartezjuszowi było łatwo, jak bez większego wysiłku mógł się zapisać na kartach historii...

I tu mamy dla Ciebie czytelniku pocieszenie. Otóż nic bardziej mylnego, to nie Kartezjusz pierwszy wpadł na pomysł by z faktu myślenia wnioskować o swym istnieniu. Dokonał tego bagatela jedenaście wieków wcześniej Augustyn. Jego myśl oryginalnie brzmiała „jeśli się łudzę, istnieję” (tyle że po łacinie: si fallor, sum; w dziele „O Państwie Bożym”). A jak wiemy żeby się łudzić, trzeba myśleć a zatem, Augustyn wyprzedził Kartezjusza o całe okrążenie, by nie powiedzieć, wygrał wyścig w przedbiegach.

Ale cóż z tego, że Augustyn był pierwszy skoro i tak cała sława przypadła w udziale francuskiemu filozofowi. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Kiedy Kartezjusz wypowiedział swoją myśl, zadanie znalezienia niezachwianej podstawy dla posiadanej wiedzy to był temat numer jeden na salonach. Żeby uzyskać stu procentową pewność Kartezjusz postanawia zacząć od zera, postanawia zwątpić we wszystko, nawet w swoje istnienie. Jeśli dowiedzie swojego istnienia bez żadnych założeń, bez żadnej wiedzy wyjściowej wszelkie inne dowody będą fraszką, będą konsekwencją tego pierwszego dowodu. Dlatego „myślę więc jestem” ma dla Kartezjusza i jego epoki tak gigantyczne znaczenie.

Tymczasem, kiedy Augustyn jedenaście wieków wcześniej wypowiada tę samą dokładnie myśl, nie budzi ona większego zainteresowania, bowiem świat Augustyna jest światem wiary, dogmatu i niezachwianej pewności. Nikt nie wątpi w istnienie nikt nie wątpi w wiedzę, bo to by oznaczało zwątpienie w Boga. Augustyn wypowiada swą myśl ot tak, od niechcenia, jak zabawkę intelektualną, gdyby komuś jednak przyszło do głowy, coś tak niedorzecznego jak powątpiewanie we własne istnienie.

I to właśnie różni Kartezjusza od Augustyna lub ogólniej czasy Kartezjusza i Augustyna. To co dla Kartezjusza było kluczowe, było podstawą, początkiem do budowania filozofii, dla Augustyna nie miało większej wartości.

I dlatego to właśnie w dzisiejszym odcinku Augustyn dobrotliwie podpowiada Kartezjuszowi dokończenie tej ważnej w historii filozofii i w teorii poznania myśli. I mimo że cała sława przypadnie w udziale Kartezjuszowi, to Augustyn zupełnie się na Kartezjusza nie gniewa, wręcz przeciwnie.

niedziela, 26 lipca 2009

I Ramka Sokrates rozmawia z Kantem Sokrates: A jeżeli chcesz mówić o dzielności kobiety, to nietrudno ją opisać; kobieta powinna dobrze gospodarować, dbać o wszystko w domu...  II Ramka W tle pojawia się Ksantypa trzymająca wałek, wygląda groźnie. Sokrates: ... i być poddaną mężowi.  III Ramka Ksantypa jest bardzo rozgniewana a Sokrates niewyraźnie uśmiecha się do rozmówcy.Cytat: Platon, Menon 71E;

Wystąpili: Sokrates, Immanuel Kant, Ksantypa


*) W feminizmie wspaniałe jest to, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo co jest a co nie jest feministyczne, co prokobiece a co antykobiece. Otóż weźmy chociażby powyższy komiks, czy jest on feministyczny czy antyfeministyczny?

Zacznijmy zatem od początku. Czyli od tego, że kobieta ciężko w domu pracuje, gdy tymczasem jej mąż, Sokrates w porze obiadowej szwenda się po mieście z Kantem (nota bene starym kawalerem). Ale skąd my wiemy, że jest to pora obiadowa. Wiemy to z historii, ponieważ Kant miał w zwyczaju po obiedzie wychodzić na spacer, a był w tym spacerowaniu tak dokładny, że połowa Królewca regulowała zegary ścienne wedle Kanta. A jak wiadomo pora poobiednia dla Niemca jest porą obiadową dla Greka.

Więc Sokrates się szwenda, w porze obiadowej wymądrza na różne tematy, gdy tymczasem jego żona Ksantypa w pełni poświęcenia przygotowuje obiad. Prawdopodobnie są to pierogi albo makaron. Słabo jej się robi z upału (pamiętajmy, że jesteśmy w Grecji!) ze zmartwienia o męża, który nie zapowiadał, że się spóźni (pamiętajmy, że nie ma telefonów komórkowych), ale mimo tych przeciwności losu, nie zraża się i pracuje.

Zatem komiks jest feministyczny, bo pokazuje nam pracowitą, silną kobietę w kontraście do leniwego i nieodpowiedzialnego mężczyzny, który w swym egoizmie nawet nie pomyślał o żonie. Skąd wiemy, że nie pomyślał? Oto pytanie pomocnicze. A czy Sokrates niesie jakąś kurę? Albo chociaż kalafiora? Zatem komiks feministyczny!

I jak Ksantypa tak pracuje i już od zmysłów odchodzi z tego strachu o męża (bo przecież nie o kurę!) to nagle słyszy, że jej mąż niczego sobie nie robiąc z jej zmartwienia idzie i gada...i to z kim! Z tym starym nudziarzem Kantem...Idzie sobie spacerkiem i rozmawia bezczelnie, samolubny, kiedy ona tu w mące po łokcie robi obiad. O niewdzięczny! I pewnie znowu zapomniał o kurze, truteń jeden! I znów nie będzie mięsa na obiad!

I tu właśnie, niestety, komiks robi się nieoczekiwanie antyfeministyczny. Dokładnie w momencie, kiedy Ksantypa przekracza próg mieszkania i z obrażoną zezłoszczoną miną wita swego męża i szacownego Kanta. Kiedy w dzikiej furii wypada z domu. W momencie kiedy jej kobieca małostkowość wychodzi (dosłownie i w przenośni!) na spotkanie Wielkiej Filozofii.

Tylko czy to jest małostkowość i czy ta filozofia jest naprawdę Wielka?

Doprawdy z tym feminizmem to jak z filozofią, no po prostu nie wiadomo o co chodzi.

I Ramka

Sokrates rozmawia z Kantem

Sokrates: A jeżeli chcesz mówić o dzielności kobiety, to nietrudno ją opisać; kobieta powinna dobrze gospodarować, dbać o wszystko w domu...

 

II Ramka

W tle pojawia się Ksantypa trzymająca wałek, wygląda groźnie.

Sokrates: ... i być poddaną mężowi.

 

III Ramka

Ksantypa jest bardzo rozgniewana a Sokrates niewyraźnie uśmiecha się do rozmówcy.

niedziela, 19 lipca 2009

I Ramka Kartezjusz podbiega do zamyślonego Sokratesa Kartezjusz: Sokratesie! Wiesz co...  II Ramka Sokrates: Tak się składa, że wiem, Rene. Kartezjusz: Tak... A co wiesz?  III Ramka Sokrates mentorsko unosi palec wskazujący. Sokrates: Wiem, że nic nie wiem.

Wystąpili: Sokrates i René Kartezjusz Descartes


*) Ciekawe, że to najsławniejsze przypisywane Sokratesowi zdanie „Wiem, że nic nie wiem” nigdy nie padło z jego ust. Pomińmy tutaj ogólniejszą kwestię autorstwa słów, które zwyczajowo przypisuje się Sokratesowi. Wszak sam Sokrates nic nigdy nie napisał a większość wypowiedzi Sokratesa zostało spisanych/zmyślonych/wmówionych mu przez Platona. Tak, tak to właśnie Platon jest autorem większości pism, w których pojawia się Sokrates.

Tak czy inaczej, w żadnym z dialogów nie pojawia się zdanie „Wiem, że nic nie wiem”. Można jednak sądzić, że zdanie to jest zgrabnym ujęciem dłuższej wypowiedzi Sokratesa z „Obrony...”. Tu krótkie wyjaśnienie. Sokrates nie był adwokatem, ale tak się składa, że został oskarżony przez kilku Ateńczyków o to, że psuje młodzież i o bezbożność, a więc Sokrates próbował się bronić przed sądem. Niestety z marnym skutkiem. Sokrates sprawę przegrał i zakończył życie kielichem cykuty.

Sprawa była zresztą w dużej mierze sprawą ambicjonalna. Chodziło o to, że oskarżycielom się wydawało, że Sokratesowi się wydaje, że jest strasznie mądry, najmądrzejszy ze wszystkich ateńczyków. A ludzie, jak wiadomo, nie lubią jak ktoś jest od nich lepszy, a jak jest jeszcze mądralą to koniec. Co więcej na nieszczęście Sokratesa, delficka wyrocznia swego czasu orzekła, że niejaki Sokrates jest najmądrzejszym pośród ateńczyków. To jeszcze dolało oliwy do ognia....

Sokrates starał się zatem dowieść, że jest głupszy niż jest - zresztą marnie - słowami:

Poszedłem do kogoś z tych, którzy uchodzą za mądrych, aby jeśli gdzie, to tam przekonać wyrocznię, że się myli, i wykazać jej, że ten oto tu (człowiek)jest mądrzejszy ode mnie, a tyś (wyrocznio) powiedziała, że ja.

I po krótkiej rozmowie z obywatelem, który uchodził pośród ludzi za mądrego Sokrates dochodzi do wniosku, że:

...od tego człowieka jestem jednak mądrzejszy. Bo z nas dwóch, żaden, zdaje się, nie wie o tym co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje (że coś wiem). Więc może o tę właśnie odrobinę, jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem. (Platon, Obrona Sokratesa, 21B,C,D)

Reasumując „Wiem, że nic nie wiem”

Ciekawe, że to najsławniejsze przypisywane Sokratesowi zdanie „Wiem, że nic nie wiem” nigdy nie padło z jego ust. Pomińmy tutaj ogólniejszą kwestię autorstwa słów, które zwyczajowo przypisuje się Sokratesowi. Wszak sam Sokrates nic nigdy nie napisał a większość wypowiedzi Sokratesa zostało spisanych/zmyślonych/wmówionych mu przez Platona. Tak, tak to właśnie Platon jest autorem większości pism, w których pojawia się Sokrates. Czy postać z dialogów miała więcej z prawdziwego Sokratesa czy więcej z Platona, trudno powiedzieć i nie wiadomo czy ktokolwiek kiedykolwiek będzie w stanie to osądzić.

Tak czy inaczej, w żadnym z dialogów nie pojawia się zdanie „Wiem że nic nie wiem”. Można jednak sądzić, że zdanie to jest zgrabnym ujęciem dłuższej wypowiedzi Sokratesa z „Obrony...”. Tu krótkie wyjaśnienie. Sokrates nie był adwokatem, ale tak się składa, że zdarzyło mu się stanąć przed sądem za to, że psuje młodzież i za bezbożność, a więc próbował się bronić. Niestety z marnym skutkiem. Sokrates sprawę przegrał i zakończył życie kielichem cykuty.

Sprawa była zresztą w dużej mierze sprawą ambicjonalną. Chodziło o to, że ludziom się wydawało, że Sokratesowi się wydaje, że jest strasznie mądry, najmądrzejszy ze wszystkich. A ludzie, jak wiadomo, nie lubią mądrali. Co więcej na nieszczęście Sokratesa, Delficka wyrocznia swego czasu orzekła, że niejaki Sokrates jest najmądrzejszym pośród ateńczyków. To jeszcze dolało oliwy do ognia....

Sokrates starał się zatem dowieść, że jest głupszy niż jest - zresztą marnie - słowami:

Poszedłem do kogoś z tych, którzy uchodzą za mądrych, aby jeśli gdzie, to tam przekonać wyrocznię, że się myli, i wykazać jej, że ten oto tu jest mądrzejszy ode mnie, a tyś powiedziała, że ja.”

I po krótkiej rozmowie z obywatelem, który uchodził pośród ludzi za mądrego Sokrates dochodzi do wniosku, że:

...od tego człowieka jestem jednak mądrzejszy. Bo z nas dwóch, żaden, zdaje się, nie wie o tym co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje. Więc może o tę właśnie odrobinę, jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem.” (Platon, Obrona Sokratesa, 21B,C,D)

 

Reasumując „Wiem, że nic nie wiem”

1 ... 41 , 42