Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
niedziela, 26 stycznia 2014

English version

I Ramka Diogenes stoi przed stertą gadżetów wywalonych przed jego beczką. Diogenes wyrzuca telefon Diogenes: MUSZĘ SIĘ W KOŃCU UWOLNIĆ OD TEGO BADZIEWIA!  II Ramka Telefon dzwoni „dryyyń, dryyyyyń” a Diogenes szpera w stercie gadżetów Diogenes: CIEKAWE KTO TO MOŻE BYĆ?  III Ramka Diogenes z telefonem przy uchu i z tabletem pod pachą wraca do beczki... Diogenes: NO PEWNIE, ŻE PRZYJDĘ NA TWÓJ WYKŁAD... TAK... ZARAZ SIĘ ZALOGUJĘ I POTWIERDZĘ... NO PA...


*)Podobno Diogenes prowadził bardzo, ale to bardzo ascetyczny tryb życia. Przy czym słowo ascetyczny nie ma tuta religijnego znaczenia, które może się od razu nasuwać. Chodzi o to, że Diogenes rezygnował z dóbr, z wygód i wiódł bardzo proste życie. Było to ponoć życie w beczce (ale uwaga, beczka ta była dość pokaźnych rozmiarów) nawet bez użycia miski do picia wody. Zresztą o fakcie rezygnacji przez Diogenesa z miski pisaliśmy jakiś czas temu.

A dlaczego Diogenes rezygnował z tych wszystkich dodatkowych rzeczy? Ano dlatego, że miał głębokie przekonanie, że są one zupełnie zbędne. Wszystkie te przedmioty są wytworami kultury, która uzależnia człowieka od siebie i czyni go słabym. Z tego względu Diogenes nawoływał do powrotu do natury, odrzucenia porządku społecznego, który jest zniewoleniem człowieka. I sam bardzo gorliwie realizował postulowane przez siebie zasady.

Oczywiście stanowisko Diogenesa może budzić wątpliwości. Już samo ustalenie granicy pomiędzy kulturą a naturą może być kłopotliwe. Można też mieć wątpliwość co do źródeł kultury. Skąd się wzięła kultura jeśli nie z natury? Jeśli natura była pierwsza, a kultura dopiero potem to wygląda na to, że powstanie kultury było zgodne z naturą. A może nie, może współistniały od samego początku? Może po prostu się przenikają? A może sam podział na to co naturalne i na to co kulturowe jest bezsensowny?

A co zrobiłby Diogenes dzisiaj? Czy byłby w stanie prowadzić równie ascetyczny tryb życia? A co zrobiłby, gdyby Zeus, zesłał go w inny rejon geograficzny. Czy powiedziałby sobie „Sorry, taki klimat” i mieszkał w beczce przy minus 20 stopniach? No właśnie w beczce? A skąd na ciemny Hades wzięła się ta diogenesowa beczka? Z natury czy z kultury?

Oczywiście można powiedzieć, że historyjka o beczce została zmyślona. Jadnak faktem jest, że Diogenes żył w mieście a nie poza miastem. Nie wyprowadził się przecież na pustkowie, do lasu, nie dołączył do dzikich plemion, tylko trzymał się Koryntu. Czy byłby w stanie funkcjonować, gdyby nie otaczający go ludzie? Gdyby nie kultura, która ceniła myślicieli i filozofów?

niedziela, 19 stycznia 2014

English version

I Ramka Arystoteles i Platon przy ekspresie do kawy. Platon: ...A JAK TAM TWOJA PRACA? Arystoteles nieco wkurzony: DAJ SPOKÓJ, NAWET NIE PYTAJ  II Ramka Platon z Arystotelesem idą z filiżankami kawy mija ich Sokrates Sokrates: ARYSTOTELESIE KIEDY SKOŃCZYSZ PISAĆ PRACĘ... Arystoteles wypuszcza filiżankę z rąk: ODCZEPCIE WY SIĘ WRESZCIE ODE MNIE!   III Ramka Arystoteles przy biurku pomiędzy dwiema stertami papierów, jedna bardzo wysoka sterta jest podpisana „artykuły” druga „Metafizyka” Arystoteles pisze i mamrocze pod nosem: KIEDY SKOŃCZYSZ, KIEDY SKOŃCZYSZ?  JAK JA MAM SKOŃCZYĆ, DO CIEMNEGO HADESU, KIEDY MUSZĘ CIĄGLE ZBIERAĆ TE PUNKTY...


*)Wszyscy zbierają jakieś punkty. Z różnych powodów: a to na stacji benzynowej zostaną obdarowani jakąś kartą klienta, a to w kawiarni, ktoś im wciśnie do reki kartonik z miejscami na stempelki, a to w sklepie pani zachęci do przyjęcia takiej karty, która upoważnia do zbierania punktów, które dają duże korzyści. A jak już się tą kartę ma, to się zbiera, bo szkoda, żeby się taka karta zmarnowała.

Jednak zbieranie punktów nie dotyczy wyłącznie sytuacji codziennych i przyziemnych. Zbieranie punktów wkroczyło (i to już jakiś czas temu) na salony. Zbiera się zatem punkty na uczelniach, głównie za publikacje. Im więcej się punktów uzbiera, tym lepiej dla uczelni, bo im więcej uczelnia ma punktów tym większe ma szanse na uzyskanie funduszy. Oczywiście sprawę znamy bardzo pobieżnie, bo nie przeczytaliśmy ani ministerialnych rozporządzeń regulujących te kwestie, ani nawet nie przebrnęliśmy przez listę czasopism punktowanych; ale w całej sprawie jest coś urzekającego a jednocześnie przerażającego, dlatego o niej dzisiaj napomykamy.

Wyobraźcie sobie, Drodzy Czytelnicy, że istnieje jakaś tajemna lista czasopism punktowanych, publikowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W innych krajach system funkcjonuje podobnie. Jeśli naukowiec chce liczyć się w swoim naukowym mikro-świecie, to musi publikować w czasopismach z ogłoszonej listy. Bywa, że uczelnia uzależnia awans naukowy od zebrania przez pracownika odpowiedniej liczby punktów. Tak to z grubsza działa i budzić może pewne wątpliwości. Zresztą już pojawia się coraz więcej głosów krytycznych wobec takiego stanu rzeczy. A wątpliwości może być mnóstwo: Czy istnienie takiego systemu nie sprawia, że naukowcy zaczynają pisać „pod czasopisma”? Jakie są relacje pomiędzy pracownikami naukowymi a redakcjami czasopism? Czy niektórym jest łatwiej opublikować a innym trudniej?Pytań jest tutaj całe mnóstwo.

A na koniec zostawiamy pytania z naszego punktu widzenia najważniejsze: czy taki system dobrze wpływa na rozwój filozofii? Czy gdyby Arystoteles żył dzisiaj to napisałby dzieło na miarę metafizyki, czy raczej siedziałby za biurkiem i kolekcjonował punkty?

niedziela, 12 stycznia 2014

English version

I Ramka Augustyn zdejmuje swoje szaty  II Ramka Augustyn ubiera się w inny strój   III Ramka Augustyn staje przed publicznością i mówi” KOCHAJTA I RÓTA CO CHCETA


*)Dzisiaj już 22 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja dorocznej zbiórki, ale i działalność fundacji Jurka Owsiaka budzi tyleż sympatii i entuzjazmu, co kontrowersji i uwag krytycznych. W związku z powyższym niektórym trudno może być podjąć decyzję czy wesprzeć fundację datkiem czy zrezygnować.

Dzisiaj z pomocą przychodzi nam Augustyn z Hippony. Filozof jest autorem zdania„Kochaj i rób co chcesz” (Homilia na 1 list św. Jana). W komiksie powiedzenie dostosowujemy do okoliczności finałowych, bo podobieństwo do popularnego swego czasu hasła Jurka Owsiaka „Róbta co chceta” jest uderzające.

Co się kryje za powiedzeniem „Kochaj i rób co chcesz”? Augustyn twierdził, że każdy czyn, który wypływa z miłości jest czynem dobrym. Nawet jeśli z pozoru postępek może wydawać się surowy czy niesprawiedliwy, to jeśli jego źródłem jest miłość, to będzie to czyn moralnie dobry. Oczywiście zaznaczyć trzeba, że miłość, o której mówi Augustyn to miłość do Boga. Można zatem powiedzieć, że o ocenie moralnej czynu decydują pobudki i intencje a nie efekty. I tu pojawia się niebezpieczeństwo, bo przecież sami potrafimy wymienić dziesiątki czynów, które popełnione w dobrej wierze przynosiły marne rezultaty. Jednak taki argument pewnie nie przekonałby Augustyna, który przyjmował za pewnik, że jeśli ktoś miłuje prawdziwie, to jego postępek będzie, niejako z definicji dobry.

Zatem jeśli ktoś jeszcze się waha, czy wpłacić na konto fundacji czy nie, powinien zadać sobie pytanie czy byłby to czyn powodowany miłością.

niedziela, 05 stycznia 2014

English version

I Ramka Platon, Arystoteles, Kriton Platon: Z PRZYKROŚCIĄ MUSZĘ WAS POINFORMOWAĆ, ŻE WŁADZE ZDECYDOWAŁY O ZAMKNIĘCIU AKADEMII. Kriton  I CO TERAZ?  II Ramka Z oddali nadchodzi Diogenes Platon: I GDZIE MY SIĘ TERAZ PODZIEJEMY? Arystoteles: TO KONIEC FILOZOFII!   III Ramka Diogenes pocieszając:  CHŁOPAKI, JA FILOZOFUJĘ CODZIENNIE PO ŚNIADANIU, WPADAJCIE DO MNIE, DO MOJEJ BECZKI.


*)Ostatnio rozgorzała dyskusja odnośnie zamykania czy może lepiej byłoby powiedzieć wygaszania działalności Wydziału Filozofii w Białymstoku. Jeśli ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy nie wie o co chodzi, to wstępny opis sprawy całej znajdzie tutaj, a tu list protestacyjny przeciwko decyzji o zamknięciu kierunku, tutaj krytyczna odpowiedź zwolennikom utrzymania nierentownego kierunku, opisująca całą sprawę z punktu widzenia profesorskiego. Co zresztą ciekawe, autor wskazuje, że z filozofią w Białymstoku nie jest aż tak źle, bo wiele się dzieje poza likwidowanym wydziałem filozofii. Jest jeszcze petycja studentów, którzy walczą o utrzymanie kierunku, powołując się na swój dorobek, nie tak złą sytuacją filozofów na rynku pracy oraz fakt, że wiele uczelni utrzymuje filozofię, mimo że ta (podobnie jak inne nie-praktyczne kierunki) generuje koszty.

Jak to zwykle bywa w sieci pojawiają się liczne komentarze. Ciekawy może się wydać komentarz etyka-praktyka który proponuje powalczyć o etykę i filozofię w szkołach zamiast walczyć o utrzymanie filozofii na studiach w Białymstoku. I pewnie ma po trosze rację, bo jeśli policzyć liczbę etatów, to odpowiedź jest jasna, w której sprawie warto by było zrobić szum medialny i co by filozofom wyszło na lepsze. Zresztą niewykluczone, że młodzieży i dzieciom kontakt z filozofią i etyką, też by raczej wyszedł na dobre a nie na złe. Uff... trochę materiału do przestudiowania jest, a to i tak nie wszystkie wypowiedzi na ten temat,

Ale czy przeczytawszy te wszystkie artykuły i argumenty mamy jasność w sprawie zamknięcia/zamykania wydziału/ów filozofii? Jedni powołują się na brutalne prawa rynku, inni na niezależność i prestiż uniwersytetów. Jedni piszą o braku zainteresowania filozofią, inni, z kolei podnoszą argument, że to przecież kierunek elitarny, więc i liczba studentów nie może być wysoka. Czy nie przydałby się nam dzisiaj jakiś Sokrates, który pomógłby nam rozwiązać spór, a przynajmniej wykazałby wszystkie braki w argumentacji? Tym samym liczba argumentów do przeanalizowania by się zmniejszyła i może wtedy podjęlibyśmy trafną decyzję, podpisania petycji za lub przeciw utrzymaniu filozofii. Ale czy przypadkiem nasza tęsknota za Sokratesem nie świadczy o tym, że filozofia jest jednak potrzebna? Czy nie jest to kolejny argument na rzecz tego, żeby nie zamykać wydziału w Białymstoku ani żadnego innego wydziału filozoficznego? Tutaj pewnie nasz Sokrates zakrzyknąłby „Na Zeusa,. Wyjaśnij mi to, bo chyba czegoś nie zrozumiałem. Czy mówiąc „filozofia” masz na pewno na myśli „filozofię akademicką?” I co tu takiemu Sokratesowi odpowiedzieć?

 

niedziela, 29 grudnia 2013

English version

214-Cywilizacja życia I Ramka Augustyn i Fryderyk Nietzsche w całkiem miłych okolicznościach przyrody... Augustyn: JAKO PRZEDSTAWICIEL CYWILIZACJI ŻYCIA, TWIERDZĘ... Nietzsche:  ŻYCIA?  II Ramka Nietzsche skręca się ze śmiechu Nietzsche : ŻYCIA?! A TO DOBRE...   III Ramka Nietzsche umiera ze śmiechu Nietzsche: CYWILIZACJI ŻYCIA! ...OJ, BO PĘKNĘ ZE ŚMIECHU  WYSTAPILI: AUGUSTYN Z HIPPONY, FRYDERYK NIETZSCHE


Jeśli śmiech Nietzschego, w odpowiedzi na wstęp do zapewne niezwykle wzniosłej wypowiedzi Augustyna, obudził w Was ,Drodzy Czytelnicy zdziwienie, to znaczy, że musimy się przed wami z dzisiejszego odcinka wytłumaczyć. A raczej nie z odcinka wytłumaczyć tylko z jego znaczenia. Co do tego, że chrześcijaństwo uważa siebie za „cywilizację życia”, nie ma chyba najmniejszej wątpliwości. Ale czy naprawdę jest cywilizacją życia? W tej kwestii Fryderyk wypowiedział się i to dość stanowczo.

Fryderyk w „Tako rzecze Zaratustra” mówi o kaznodziejach śmierci, nietrudno odgadnąć, że chodzi mu o wyznawców chrześcijaństwa. Na czym polega nauka kaznodziejów śmierci? Na zachęcaniu ludzi do rezygnacji z życia, bo „życie jest tylko cierpieniem”. W związku z tym, że tak zwane „życie doczesne” nie jest wiele warte, trzeba je przeczekać w ascezie, wyrzec się go rezygnując z przyjemności, a w nagrodę otrzyma się „życie wieczne”. To swoisty paradoks nauki chrześcijańskiej, żeby zyskać mglistą obietnicę „życia wiecznego”, trzeba z życia realnego zrezygnować. I ten paradoks krytykuje Nietzsche, bo takie nastawienie do życia jest jego zdaniem oznaką słabości.

Krytykę chrześcijaństwa odnajdziemy zresztą w wielu pismach filozofa, jednak chyba najbardziej skondensowana jej forma znajduje się w piśmie „O moralności sprzecznej z naturą” ze zbioru „Zmierzchu Bożyszcz...”. Zgodnie z poglądem filozofa chrześcijaństwo namawia człowieka do wyrzekania się z pragnień i namiętności, kościół najchętniej by je zniszczył. A niszczyć pragnienia i namiętności, to tyle co niszczyć życie. Moralność chrześcijańska „neguje najniższe i najwyższe pragnienia życiowe, Boga zaś czyni wrogiem życia”.

A skąd się bierze takie negatywne nastawienie do pragnień, do zmysłowości? Zdaniem filozofa wynika ono ze słabości woli: tylko osoby, które nie są w stanie zapanować nad swoimi pragnieniami i popędami muszą w tak radykalny sposób z nimi walczyć. Nietzsche nie twierdzi, wbrew temu co mogłoby się z pozoru wydawać, że odrzucając chrześcijaństwo ludzie staliby się niewolnikami swoich żądz i pragnień. Wprost przeciwnie, twierdzi, że człowiek jest w stanie „uduchowić” zmysłowość, wrogość i inne uczucia. Ludzie, którzy mają silną wolę są w stanie nad sobą zapanować i nie potrzebują do tego zewnętrznych nakazów, radykalnych cięć i ascezy.

Czy zatem będąc głęboko przekonanym co do swojej argumentacji Fryderyk mógł inaczej zareagować na przemowę Augustyna?

niedziela, 22 grudnia 2013

English version

I Ramka Sokrates leży na kozetce, obok niego Zygmunt Freud Sokrates: KIEDY ROZMAWIAM Z KIMŚ TO JESTEM JAK AKUSZERKA... ZADAJĄC ODPOWIEDNIE PYTANIA POMAGAM PRAWDZIWEJ WIEDZY PRZYJŚĆ NA ŚWIAT... Zygmunt: TO CIEKAWE...  II Ramka Zygmunt bardzo mądrze Zygmunt: PANA MATKA TEŻ BYŁA AKUSZERKĄ....CZY ZATEM W TEN SPOSÓB NIE REALIZUJE PAN PO PROSTU SKRYWANEGO POŻĄDANIA WZGLĘDEM MATKI?  III Ramka Sokrates unosi się na kozetce Sokrates: OJ ZYGMUNT, ZYGMUNT...LEPIEJ BY BYŁO GDYBYŚ TY SIĘ JEDNAK OGRANICZYŁ DO ANTROPOLOGII...


To już trzecie wystąpienie Zygmunta Freuda w naszym blogu. Zaczęło się od dość niewinnego powitania na konferencji psychologicznej, potem sprawy potoczyły się poważnie i Zygmunt został znokautowany przez Poppera. To ostatnie wystąpienie obudziło w niektórych czytelnikach chęć walki o Freuda i jego dorobek. Tym chętniej dzisiaj zapraszamy go na naszą filozoficzną kozetkę. Niektórzy nie zgadzają się z twierdzeniem Poppera, że teoria, którą Freud zaproponował nie może rościć sobie prawa do bycia uznaną za naukową. Niektórzy nie zgadzają się z poglądem, że psychoanalityczna wizja człowieka jako nie znającego siebie, rządzonego skrajnymi popędami, nieracjonalnego stworzenia, jest etycznie podejrzana. I skoro już chcemy dokonać wyboru, a jest on do pewnego stopnia arbitralny, to może lepiej by było wybrać inną, dającą więcej nadziei wizję tego kim jest człowiek.

Dzisiaj zawieśmy jednak te spory i niezależnie od poglądów w powyższych sprawach zastanówmy się, co takiego Freud ma nam do zaoferowania w dziedzinie antropologii kulturowej, bo że zabierał w tej sprawie głos, to wiadomo. Liczymy na to, że przyjaciele i znawcy dorobku Freuda zabiorą głos w komentarzach i pomogą nam znaleźć odpowiedź na pytanie co cennego wniósł Zygmunt do tej dyscypliny. I jakie są, jeśli jakieś są, pozytywne konsekwencje jego teorii.

Ale żeby rozpocząć wątek, my, w największym skrócie, opowiemy jak według Freuda wyglądał mityczny stan natury i jak to się stało, że ludzkość ten mityczny stan opuściła. Społeczność pierwotna podlegała jednej i niepodzielnej władzy mitycznego ojca, który ustalał nakazy i zakazy obowiązujące zbiorowość. Zakazy ograniczały naturalne potrzeby i popędy (w tym niszczycielskie, kazirodcze, kanibalistyczne) synów w związku z czym narastała w nich nienawiść do ojca. Nienawiść, jak to zwykle bywa, pchnęła ich na złą drogę i zamordowali ojca. I właśnie po jego śmierci uświadomili sobie, że ojciec tak naprawdę chciał dla nich dobrze, a wszystkie narzucone przez niego zakazy miały na celu dobro synów. Skruszeni synowie sami zaczęli sobie narzucać ograniczenia i tak właśnie powstała kultura.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

English version

I Ramka Immanuel Kant  i Augustyn siedzą na ławeczce Kant ...TEN STEK WYGLĄDA SMAKOWICIE. Augustyn:  IMMANUELU, DZISIAJ PIĄTEK! SUMIENIE NA TO NIE POZWALA!  II Ramka Immanuel zadumany podpiera brodę na dłoni Kant: NIE, MOJE SUMIENIE NIE MA NIC PRZECIWKO TEMU.   III Ramka Augustyn: IMMANUELU, TO MOJE SUMIENIE NIE POZWALA, ŻEBYŚ TY COŚ TAKIEGO ZROBIŁ.


Dzisiejszy przypis miał się zacząć od słów, że każdy ma jakieś sumienie. Ale od razu pojawiła się pewna wątpliwość, czy to twierdzenie nie zostałoby wygłoszone zbyt pochopnie. Zaraz w ślad za tym nieostrożnym stwierdzeniem mielibyśmy morze komentarzy, w których Szanowni Czytelnicy by nam udowodnili, że jest ono nieprawdziwe. Przypis rozpocznie się zatem ostrożniej: niektórzy twierdzą, że większość ludzi ma jakieś sumienie lub przynajmniej jakieś przekonania, co do tego, które rzeczy można robić, a których robić nie wolno.

Rozpoczynamy ostrożnie, bo naszym celem dzisiaj nie jest rozważanie, czy sumienie mają wszyscy, czy nie, czy każdy ma jakieś przekonania moralne, czy nie. Zakładamy, że ludzie w swoim postępowaniu kierują się zwykle jakimiś zasadami moralnymi, regułami etycznymi, które dla uproszczenia nazywamy sumieniem.

A tym co nas dzisiaj szczególnie interesuje są te wszystkie sytuacje, kiedy dochodzi do konfliktu sumień i przekonań. Kant zamawia mięso w piątek, a Augustyn ma z tym problem. Augustyn bardzo by chciał powstrzymać Kanta. W sytuacji takiej jaką ją przedstawiliśmy w komiksie, nie może tego zrobić inaczej niż tylko argumentując, przekonując Kanta, wyrażając swoją dezaprobatę.

No dobrze, ale skomplikujmy nieco tę sytuację i dajmy jednemu z jej uczestników trochę więcej władzy. A co by było gdyby Augustyn był kelnerem? Wtedy mógłby powiedzieć „Tak, co prawda w naszym menu jest stek, ale ja nie przyjmuję w piątki takich zamówień, z powodu moich przekonań religijnych”. Wtedy Kant mógłby owszem argumentować, że on takich przekonań nie ma i to jego sumienie zostanie obciążone odpowiedzialnością za zjedzenie mięsa w piątek i on się od tej odpowiedzialności nie uchyla. Jeśli to by to nie poskutkowało mógłby odwołać się do kierownika restauracji, jeśli to by nie poskutkowało, do właściciela, a jeśli i to by nie poskutkowało to mógłby udać się do innej restauracji, której właściciele mają podobne przekonania do jego przekonań. W naszym przykładzie sytuacja jest prosta, i Immanuel może na wiele sposobów szukać rozwiązań.

Niestety życie nie jest aż tak proste i nie zawsze mamy możliwość „zmienić restaurację”. Tymczasem często daje się słyszeć w debacie publicznej wypowiedzi, które można sprowadzić do zdania: „Moje sumienie mi nie pozwala, żebyś ty zrobił/a coś, co mnie nie dotyczy. Ja się na to nie zgadzam, bo ja bym tak nie zrobił/a, dlatego nie mam zamiaru Ci pomagać”. Oczywiście wypowiedzi te dotyczą sytuacji mniej i bardziej skomplikowanych i każdą z nich trzeba rozważyć odrębnie. Niemniej zawsze jak pojawia się tego typu sformułowanie, to chyba lepiej byłoby traktować je jako wstęp do dyskusji, a nie jej zakończenie.

niedziela, 08 grudnia 2013

English version

I Ramka Immanuel Kant i Ludwig Wittgenstein  idą do sklepu z farbami Ludwig: A MOŻE TEN POKÓJ POMALUJĘ NA ŻÓŁTO? Kant:  LUDWIGU, ZGODNIE Z NAJNOWSZYMI ODKRYCIAMI NAUKI , KOLORY TAK NAPRAWDĘ NIE ISTNIEJĄ. MUSIMY ZMIENIĆ SPOSÓB MÓWIENIA...  II Ramka W sklepie ... Kant: LUDWIGU, A MOŻE WEŹ FARBĘ, KTÓRA W BIAŁYM  OŚWIETLENIU ODBIJA ŚWIATŁO O BARWIE ZIELONEJ  Kant: FARBA, KTÓRA  W BIAŁYM OŚWIETLENIU, ODBIJA ŚWIATŁO O BARWIE NIEBIESKIEJ, BĘDZIE IDEALNA DO SALONU..  III Ramka Kant: ...A MOŻE FARBĘ, KTÓRA W BIAŁYM OŚWIETLENIU.... Wittgenstein: IMMANUELU LITOŚCI! A MOŻE NA TO ZJAWISKO ODBIJANIA BĘDZIEMY MÓWIĆ PO PROSTU KOLOR...

Wystąpili: Immanuel Kant, Ludwig Wittgenstein (młody)


*)Ostatnio na portalu gazeta.pl pojawił się mini wykład o jakże intrygującym tytule: Nie wierz oczom - mózg cię oszukuje, a kolory nie istnieją. Centrum Nauki Kopernik i Gazeta.pl pokazują, jak jest naprawdę. Tytuł nieco długi, ale wart przytoczenia w całości. Kiedy dowiedzieliśmy się, że i oczy i mózg nas oszukują, a kolory nie istnieją, poczuliśmy się naprawdę nieswojo. Na szczęście są pośród nas tacy, jak donosi się w tytule, tu odetchnęliśmy z ulgą, którzy wiedzą jak jest naprawdę. Ucieszyło nas to niezmiernie, po czym szybciutko zapoznaliśmy się z treścią mini wykładu.

 

Wykład zaczyna się powalającą informacją, że pomidor, który jest czerwony (co zostało zarejestrowane na taśmie), tak naprawdę jest szary. Byłaby to rewelacja miesiąca, niestety w dalszej części wykładu okazuje się, że chodzi po prostu o to, że wygląd przedmiotów, nie wykluczając szarego pomidora, zmienia się wraz ze zmianą oświetlenia. I czasem (zwykle) pomidor jest czerwony, a czasem (niezwykle rzadko) może wydawać się szary. Z jakiego powodu pomidor tak niechętnie pokazuje swoje prawdziwe, szare, oblicze nie zostało wyjaśnione. Troszkę nas taki rozwój wypadków rozczarował, bo już oczami wyobraźni widzieliśmy rewolucję naukową i tony szarych pomidorów zalewające lady sklepowe. A tymczasem skończyło się oświetleniowym relatywizmem.

 

Zbitka „kolory tak naprawdę nie istnieją” to prosty chwyt marketingowy i karkołomny fikołek językowy. Dlaczego karkołomny? Mógłby się w tej sprawie wypowiedzieć stary Wittgenstein, mówiąc, że my (użytkownicy języka) tu sobie gramy w taką grę, że coś nazywamy kolorem. Używamy tego słowa w pewnych kontekstach. Moglibyśmy owszem mówić, tak jak próbuje robić to Kant, że lubimy przedmioty, które w białym oświetleniu odbijają, światło o barwie x. Albo nawet bardziej naukowo, mówić, że lubimy przedmioty odbijające falę świetlną o określonej długości i moglibyśmy nawet podać przedział liczbowy. Wątpliwe czy rozmówca by nas wówczas zrozumiał, dlatego, argumentowałby Wittgenstein, wolimy używać słowa kolor, bo jest to szybsze, bardziej zrozumiałe i na tym właśnie polega nasza gra. Każdy kto mówi „kolor tak naprawdę nie istnieje” nie umie grać w naszą grę językową.

 

Wnikliwy Czytelnik krzyknie jednak, ale zaraz zaraz w dzisiejszym komiksie występuje przecież młody Wittgenstein, którego poglądy były zupełnie inne. Ten nie interesował się grami językowymi, tylko faktami. A fakty miały być opisane przy użyciu adekwatnego i logicznego języka. I temu Wittgensteinowi stwierdzenie, że „kolory tak naprawdę nie istnieją” by się nie spodobało. Powiedziałby, że owszem każdy język nauki można zredukować i np.: wyrzucić z niego jakiś termin. Tylko czy taki zabieg ma sens w tej sytuacji? Czy to coś wnosi do naszej wiedzy o faktach, że przestajemy używać słowa „kolor”? Czy nie lepiej byłoby zostawić ten termin, tylko zadbać o należytą definicję, którą zaakceptowali by wszyscy naukowcy.

 

Wiemy, że media rządzą się swoimi prawami i musi być intrygująco, dlatego czepiamy się mini wykładu tylko troszeczkę, bo poza wszystkim co powyżej napisaliśmy bardzo nam się podobał. Wiemy w końcu też dlaczego ściany w naszym mieszkaniu wyglądają inaczej niż sobie je wyobrażaliśmy wybierając farby w sklepie.

poniedziałek, 02 grudnia 2013

English version

I Ramka Filozofy przed sklepem, siedzą na stołeczkach przykryci kocykami z termosami z herbatą. W składzie Nietzsche, Heraklit,Kant, przechodzi Diogenes Kant:  SŁYSZAŁEM, ŻE BĘDĄ DUŻE OBNIŻKI... Heraklit: ... PONAD 60%. Nietzsche: ZIMNO... Diogenes: NO NIE MÓWCIE, ŻE WY TEŻ DALIŚCIE SIĘ NABRAĆ NA TĄ ŚCIEMĘ ...  II Ramka Filozofy już w drzwiach Heraklit: NA ZEUSA! MOGLIBY JUŻ OTWORZYĆ Nietzsche: OTWIERAĆ!  III Ramka Widzimy jak  filozofy dobiegają do sterty z książkami: a na stercie kolekcje Arystoteles Dzieła wszystkie, Platon Dialogi. Diogenes zupełnie przypadkiem i mimochodem bierze jedną z książek, Nietzsche wali kogoś po głowie.

Wystąpili: Fryderyk Nietzsche, Heraklit z Efezu, Immanuel Kant, Diogenes (Pies) z Synopy


*)Podobno w zamorskich krajach jest jeden taki piątek, tuż po świętach i chwilę przed kolejnymi świętami, kiedy ludzie kupują na potęgę. Kupują, bo może się towar skończy i dla nich nie starczy? Kupują, bo właśnie rzucili do sklepów papier toaletowy, który jest towarem deficytowym? Kupują, bo w tygodniu pracują od rana do nocy i nie mają kiedy kupować? NIE! Kupują, bo są przeceny. Kupują, bo więcej już się taka okazja nie powtórzy. Kupują, bo co prawda jeszcze teraz tego nie potrzebują, ale może będą potrzebować. W końcu, kupują, bo przecież coś się musi znaleźć pod choinką.

Ale, że nas od zamorskich krajów nie dzieli aż tak wielki dystans, to nie łudźmy się, za moment my też będziemy kupować. Już niektóre sklepy zachęcają obniżkami „nawet do 50 %” (co oczywiście rodzi pytanie jaką muszą mieć marżę, skoro mogą sobie pozwolić na taką obniżkę). Więc za moment i nas czekają dylematy, co komu kupić, za ile a może czy w ogóle coś kupować? Właśnie, co kupować?

Dzisiaj puściliśmy wodze wyobraźni i wyobraziliśmy sobie, że szał kupowania dotyczy głównie księgarń, a najbardziej poszukiwanym towarem są dzieła filozoficzne. Czy wyobrażacie sobie ludzi, którzy rozpychają się łokciami, żeby dostać się do „Dzieł wszystkich” Arystotelesa? Albo tłum oczekujący całą noc w kolejce, bo obniżyli ceny „Dialogów” Platona? Niedorzeczne? Prawda. A jednak od razu pojawia się w głowie pytanie transcendentalne: „Jak to jest możliwe, że zamiast przepychać się po dzieła wielkich filozofów, sterczymy w kolejkach po kolejne gadżety, skarpety i inne niepotrzebne bibeloty?” I wcale nie chcemy sugerować, że odpowiedź na to pytanie będzie dla nas niepochlebna, bo wcale nie twierdzimy, że lepiej by było gdybyśmy dzieła te kupowali na potęgę. Zastanawiamy się po prostu, jak by to było.

niedziela, 24 listopada 2013

English version

201 – Freud vs Popper I Ramka Na pierwszym kadrze z oddali widać ring Konferansjer: TO BĘDZIE WALKA STULECIA. DZISIAJ STOCZĄ MORDERCZY BÓJ  NIEZWYCIĘŻONY ZYGMUNT VEL TANATOS I KARL MIAŻDŻĄCA PIĘŚĆ  II Ramka Popper wymierza jeden cios Zygmuntowi  III Ramka Zygmunt leży na dechach/albo widać jak pada na plecy, tylko musi mieć taki wyraz żeby było wiadomo, że już nie wstanie

Wystąpili: Zygmunt Freud, Karol Popper, René  (Kartezjusz) Descartes jako sędzia, Konferansjer


*)Jakiś czas temu zestawiliśmy poglądy Freuda i Sokratesa na naturę człowieka. Zastanawialiśmy się, która z tych dwóch wizji bardziej do nas przemawia. Dzisiaj sprawa staje się poważna, bo nie stawiamy pytania o to, co nam bardziej odpowiada, ale stawiamy pytanie o naukowość psychoanalizy. Właściwie to nie my zadajemy to pytanie, ale postawił je Karl Popper w latach 40-tych XX wieku. Filozof w trakcie wielkiej debaty filozofów nauki, dotyczącej tego jak odróżnić naukę od pseudonauki, zaproponował dość prosty test,na sprawdzenie, czy dana teoria jest teorią naukową. Według Poppera, teoria jest naukowa tylko wtedy, jeśli istnieje możliwość sfalsyfikowania jej, czyli jeśli można wyobrazić sobie taki eksperyment, który by tę teorię obalał.

A teraz przykład teorii falsyfikowalnej: weźmy teorię Newtona, zgodnie z którą przyśpieszenie ziemskie to 9,80665 m/s2 Znając wartość przyśpieszenia i posiadając pewne informacje o danym obiekcie, jesteśmy w stanie policzyć z jaką prędkością ten obiekt uderzy w ziemię, w jakim czasie spadnie etc. Jednak istnieje taka logiczna możliwość, że przy okazji kolejnego eksperymentu nasze wyliczenia okażą się błędne, obiekt spadnie z inną prędkością, w innym czasie i przewidywanie nie będzie odpowiadało obserwacji. Gdyby takie zdarzenie miało miejsce, to trzeba by się przyjrzeć teorii Newtona, dokonać poprawek i rewizji.

A teraz przykład teorii niefalsyfikowalnej: jest nią, według Poppera, między innymi psychoanaliza. Z psychoanalizą problem jest taki, że wszystko ją potwierdza, a nic nie jest w stanie jej podważyć. Powiedzmy, że ktoś prosi Zygmunta o interpretację snu. Sen jest prosty: siedzę w fotelu i palę cygaro. „Prościzna. Cygaro, od razu wiadomo o co chodzi. – zakrzyknie Zygmunt – Prawdopodobnie od dawna tłumisz popęd libido i w związku z tym ujawnia się ono we śnie w ten symboliczny sposób”. Jeśli osoba odpowie, „To prawda, panie doktorze ma pan rację, że też wcześniej na to nie wpadłem”, mamy potwierdzenie psychoanalizy.

Jeśli jednak osoba odpowie „ Wydaje mi się, że raczej przyczyny trzeba szukać w tym, że niedawno rzuciłem palenie.” Wówczas Zygmunt orzeknie ”Bzdura, bo po pierwsze sam akt palenia był symbolicznym sposobem na zaspokojenie Twojego libido. A, że nie palisz już na jawie, to zacząłeś palić we śnie. Po prostu myśl o tym, że rządzą Tobą popędy cię przeraża, dlatego próbujesz wyprzeć ją ze swojej świadomości i nie zgadzasz się na moją interpretację. Twoje rozrośnięte superego nie pozwala Ci przyznać, że popęd libido, jest ważną częścią Twojego życia.” Im bardziej osoba będzie się upierać, że sen nie ma nic wspólnego z popędem libido, tym bardziej będzie się pogrążać i potwierdzać tezę o wyparciu i tezę o tym, że realizuje popęd libido w symboliczny sposób. To jest właśnie problem psychoanalizy, że zawsze ma w odwodzie „wyparcie”, „zaprzeczenie” zaś majstersztykiem jest „nieświadomość”, w której można zmieścić dowolnie wiele treści i z jej pomocą wyjaśnić dowolne zjawisko psychiczne.