Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
niedziela, 04 maja 2014

English version

I Ramka Nietzsche szuka czegoś po pokoju  II Ramka  Nietzsche szuka bardziej gorączkowo. Koszula mu wyłazi ze spodni, wokół rozgardiasz totalny Napis: TRZY GODZINY PÓŹNIEJ   III Ramka Nietzsche krzyczy: GDZIE JEST MOJA WOLA MOCY!  WYSTĄPILI: FRYDERYK NIETZSCHE


*)Długi weekend większości z nas chyba przyniósł więcej rozczarowań, niż przyjemnych niespodzianek. Co tu dużo mówić, zimno, deszcz, wiatr, gdzieniegdzie przymrozki. Jak tu po takich przejściach znaleźć siłę na szukanie tego, co w tym momencie jest nam najbardziej potrzebne? Jak znaleźć wolę do tworzenia, do przekraczania własnych ograniczeń, do przełamywania oporu, do zmagania się z samym sobą? Jak po takim weekendzie powrócić w poniedziałek do zmagań z codziennością? Jak, mówiąc językiem filozofii Nietzschego, odnaleźć wolę mocy?

Ale czy na pewno wola mocy, to jest coś czego musimy szukać? Coś czego jesteśmy pozbawieni? Wola mocy jest przecież, chociaż jeśli chodzi o filozofię Fryderyka, to niczego nie można być tak do końca pewnym, nieodłącznym elementem istnienia. Życie i wola mocy, są ze sobą silnie związane. To wola mocy sprawia, że istoty żyjące, a w szczególności człowiek, dążą do rozwoju, że jedna forma życia przechodzi w inną. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wola mocy, to podstawa nie tylko życia, ale podstawa wszelkiego istnienia. Dzięki niej nie tylko jedna forma życia przechodzi w inną, ale jedna forma istnienia przeradza się w drugą. To dzięki woli mocy wszystko pozostaje w ruchu, to dzięki niej wszystko istnieje.

To może w takim razie lepiej byłoby powiedzieć, że takie nieudane pogodowo, albo pod jakimś innym względem, weekendy odcinają nas od woli mocy? Nie tracimy jej nigdy, tylko bywa, że na chwilę ona w nas przygasa. Niewykluczone zatem, że od poniedziałku będziemy przepełnieni wolą mocy i rzucimy się w wir zajęć? Tak, to jest niewykluczone, i tego właśnie i Wam, Drodzy Czytelnicy, i sobie życzymy.

niedziela, 27 kwietnia 2014

English version

I Ramka Zły człowiek: GDZIE JEST KAROL? Immanuel: W POKOJU OBOK...  II Ramka  Zły człowiek zmierza w kierunku drzwi Immanuel:  MAKSYMA MÓWI: NIE KŁAM... ALE MÓWI TEŻ: NIE ZOSTAWIAJ PRZYJACIÓŁ W POTRZEBIE   III Ramka Immanuel zastępuje mu drogę. Immanuel: STÓJ! ANI KROKU DALEJ!  WYSTĄPILI: IMMANUEL KANT, ZŁY CZŁOWIEK


*)Ostatnio często pojawia się u nas Immanuel. Jednak, jak powiadają nic nie dzieje się bez przyczyny. Prawdopodobnie przyczyną tą jest fakt, że w tym roku przypada 290 rocznica urodzin filozofa. Jak donoszą źródła, Immanuel przyszedł na świat 22 kwietnia 1724 roku. Na szczęście nasi czytelnicy są czujni i przypominają nam o różnych ważnych wydarzeniach. Dlatego w tym miejscu, bardzo dziękujemy Panu J.B. za przesłanie do nas listu elektronicznego w tej sprawie. A zatem dzisiaj Immanuel i jego nieco kontrowersyjne poglądy na temat kłamstwa.

Zacznijmy najpierw od przypomnienia, czym jest imperatyw (bardziej szczegółowy opis można znaleźć w jednym z naszych wcześniejszych wpisów). Otóż zgodnie z imperatywem człowiek powinien postępować tylko wedle takich zasad/maksym, co do których chce, aby stały się one prawem ogólnym. Taką maksymą jest na przykład „Zwracaj pożyczone pieniądze”, każdy zgodzi się z tym, że wolałby aby zwrócono mu pożyczoną kwotę. A czy zasada „Nie zwracaj pożyczki” mogłaby stać się powszechnym prawem? Jeśli ludzie zaczęliby postępować zgodnie z nią to bardzo szybko okazałoby się, że nikt nie chce udzielać pożyczek, bo z góry by wiedział, że nie może liczyć na zwrot pożyczonej kwoty.

A jak sprawy mają się z kłamstwem? W tej sprawie Immanuel jest nieustępliwy i twierdzi, że nie można kłamać niezależnie od okoliczności. Kant stwierdza wręcz, że jeśli morderca zapyta Cię o to, gdzie się ukrywa twój przyjaciel, to twoim obowiązkiem jest powiedzenie prawdy. Gdyby ktoś w tej sytuacji skłamał, to może i ocaliłby swojego przyjaciela, ale, jak argumentuje Kant, dopuściłby się występku: „ Albowiem kłamstwo zawsze wyrządza krzywdę, nawet jeżeli nie komuś w szczególności, to jednak zawsze ludzkości w ogóle, jako że czyni ono źródło prawa czymś bezużytecznym.” (Immanuel Kant, O domniemanym prawie do kłamstwa z pobudek miłości ludzkiej). Tym źródłem prawa jest imperatyw i idea człowieczeństwa jako najważniejszej zasady etycznej.

Tak radykalne postawienie sprawy przez Immanuela może wydać się nam okrutne lub co najmniej nieżyciowe. Z drugiej jednak strony jest bardzo życiowe i świadczy o przenikliwości filozofa: Immanuel wie, że jeśli do reguł dołączamy listę wyjątków, to za moment okazuje się, że nikt już reguł nie przestrzega. Broniąc stanowiska Kanta warto również zwrócić uwag na to, że filozof nigdy nikomu nie zabronił stawać w obronie swojego przyjaciela. A mniej odważni, zawsze mogą akt wyjawienia prawdy tak skomplikować i rozwlec, żeby dać przyjacielowi czas na zmianę kryjówki. Chociaż żeby mieć stu procentową pewność, że ten ostatni fortel jest zgodny z imperatywem trzeba by rzecz dogłębnie i dokładnie zbadać.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014
niedziela, 13 kwietnia 2014

English version

I Ramka Immanuel rozmawia z małym Kartezjuszem Immanuel: A JAK ROBI KROWA? Rene: MUUU  II Ramka  Immanuel: A JAK ROBI KOT? Rene: MIAU, MIAU   III Ramka Immanuel: A JAK ROBI TRANSCENDENTALNA JEDNOŚĆ APERCEPCJI? Rene stoi jak wryty lub Robi coś bardzo dziwnego lub  Stoi i robi zeza  WYSTĄPILI: IMMANUEL KANT, RENE KARTEZJUSZ DESCARTES


*)Kiedy Kant wyrwał się już ze swojej dogmatycznej drzemki znacznie częściej zaczął zadawać dziwnie brzmiące pytania. Robił to gównie po to, aby uratować powszechne i potoczne przekonania przed nieugiętym sceptycyzmem Hume'a. Ten drugi z dość dużym uporem twierdził, że do większości, jeśli nie wszystkich, przekonań, które na co dzień uznajemy za prawdziwe, nie mamy zbyt wielu uprawnień. Jednym z takich przekonań, było to, że jakieś „Ja” czyli jakiś podmiot, w ogóle istnieje.

Zanim zaczniemy wchodzić w szczegóły, jak broni się przed tym sceptycyzmem Kant, możemy zechcieć cofnąć się do Kartezjusza. Jego słynne „myślę, więc jestem” wydaje się tak oczywistym dowodem istnienia podmiotu, że wręcz niedorzeczne wydaje się kwestionowanie tego istnienia już po wygłoszeniu słynnej frazy. A jednak, prawda jest taka, że Kartezjusz nie rozprawia się zbyt gruntownie z wątpliwościami jakie mogą nachodzić jego czytelników.

Po pierwsze, dlaczego mówi, ja myślę, a nie, myśli się, skąd właściwie, wie, że akt myślenie jest przez kogoś wykonywany, a w szczególności przez niego? Skąd wiemy, że, jeżeli już ktoś myśli te myśli, to jest to jedna osoba i jest to jeden ciąg myśli? Czy faktycznie to wiemy, czy tylko zakładamy, czy możemy to udowodnić?

Kartezjusz zapewnia, że wie, że robi to podmiot myślący - dusza, ale w szczegółach zaczyna się mieszać. Już choćby w tym, jak niby ta dusza miałaby wchodzić w styczność z ciałem. Dlatego można chyba powiedzieć, że na pytanie, co czyni zbiór niezależnych od siebie obserwacji jednolitym strumieniem świadomości podmiotu odpowiada niezbyt wyraźnie i przekonująco.

niedziela, 06 kwietnia 2014

English version

I Ramka Sartre siedzi bardzo zasępiony na ławce.  II Ramka  Podchodzi Nietzsche i przygląda się Janowi z zainteresowaniem   III Ramka Nietzsche nadal patrzy z zainteresowaniem na Jana Nietzsche: DOPRAWDY JANIE, DZIWIĘ SIĘ TWOJEMU ENTUZJAZMOWI  WYSTĄPILI: JAN PAWEŁ SARTRE, FRYDERYK NIETZSCHE 


Powiedzcie sami, Drodzy Czytelnicy, czy doprawdy entuzjazm Jana Pawła nie jest uzasadniony? Jak twierdził filozof, człowiek jest istotą wolną w tym sensie, że wszystko, co robi, robi z własnej woli i na własny rachunek. Zgodnie z poglądem Sartre'a nic ani nikt nie określa ani nie definiuje kim jest człowiek: nie ma boga ani żadnej innej nad- czy poza- ludzkiej siły, która mogłaby narzucić człowiekowi jakąś formę, określić jego istotę. Człowiek sam siebie definiuje i określa w działaniu, dzięki temu, że podejmuje określone decyzje.

Ale czy takie stawianie sprawy nie budzi w nas odrobiny niepokoju? Taka ogromna odpowiedzialność może być przytłaczająca. Nie ma już nikogo ani niczego na co można by zrzucić winę za własne słabości, niedoskonałości, błędne decyzje. To kim jesteś, kim się stajesz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

Ale zaraz, zaraz mógłby się oburzyć Fryderyk, przecież ja już o tym mówię od dawna. To są moje słowa i moje koncepcje. Czy był to powód, dla którego Fryderyk wyzwał Jana Pawła na pojedynek?