Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook
czwartek, 27 sierpnia 2009
niedziela, 23 sierpnia 2009

I Ramka Widzimy jak Hegel wspina się na wysoką górę.  II Ramka Hegel stoi na szczycie i widzi tabliczkę na której jest napisane „Rzecz sama w sobie jest niepoznawalna” Hegel: Ależ to jest jeden wielki kant!   III Ramka Oddalenie. Widzimy, że Hegel stoi na czuprynie gigantycznego Kanta.

Wystąpili: Immanuel Kant, Georg Wilhelm Friedrich Hegel (jako debiutant)


*)Tak jak wspominaliśmy we wcześniejszym odcinku Kant chciał mieć wszystko ładnie poukładane sklasyfikowane i opisane. Na początku pracy nad własną filozofią wychodził z optymistycznego założenia, że zupełny, naukowy opis świata jest możliwy. Potem jednak w miarę postępu prac Kant dochodzi coraz częściej do stwierdzeń, które pokazują, że nie wszystko jednak da się opisać i poznać. Mimo że sam nigdy (chociaż nie mamy tutaj pewności bo wszystkich pism Kanta nie przeczytaliśmy) nie skapitulował ostatecznie, nie padło z jego ust stwierdzenie „Pomyliłem się” to dość jasno widać, że początkowy projekt zakończył się porażką.

Już na samym początku zresztą zanosiło się na niepowodzenie, kiedy to , jako jeden z podstawowych terminów swojej filozofii Kant wprowadza pojęcie „rzeczy samej w sobie”, czyli takiej, która jest niepoznawalna. Mówiąc krótko każdy akt obserwacji wprowadza niejako pewne zakłócenia w odbiorze rzeczy i tym co widzimy jest jakieś jej zniekształcenie. Weźmy choćby prosty przykład krótkowidza. Kiedy krótkowidz (na przykład jeden z autorów) założy okulary, widzi przedmioty zakończone w miarę ostrą granicą, kiedy zdejmie okulary widzi przed sobą coś w rodzaju obrazu impresjonistycznego. Zatem w pewnym sensie okulary dodają coś do przedmiotu, albo patrząc z drugiej strony stare już oczy coś mu odbierają. Jeszcze ciekawiej robi się w gabinecie okulistycznym w trakcie dobierania szkieł. Okulistka lub okulista pozwala patrzeć przez różne szkła, różniące się między sobą o 0,25 czasem o 0,5 dioptrii i nigdy człowiek (choćby jeden z autorów) nie wie, które szkła to będą te właściwe, bo już nie pamięta czy te przedmioty były kiedyś, jak miał jeszcze dobry wzrok, takie super wyostrzone, czy lekko zamazane. Ale jeśli od urodzenia oczy były wadliwe? Może od samego początku autor widział błędnie? Więc czy w ogóle jest sens porównywać widziany obraz do „stanu początkowego”? Reasumując: to co widzimy jest zawsze zniekształceniem przedmiotu.

Kant nie przejmował się jednak za bardzo niepoznawalnością rzeczy samej w sobie i kontynuował dzieło w pełni akceptując jej tajemniczość. Jednak Hegel, filozoficzny wnuk Kanta, nie zgadzał się, żeby budowę systemu wiedzy zaczynać od stwierdzenia, że nigdy nie dowiemy się jakie są rzeczy tak na prawdę. Jego ambicją było opisać całą rzeczywistość właśnie taką jaką ona jest sama w sobie i dla siebie. I jeżeli temu faktycznie służyć ma filozofia rację ma Hegel stwierdzając, że zostaliśmy wykantowani przez Kanta. Wiele nam bowiem ten filozof obiecał, i nie spełnił tej obietnicy. Mimo że wszyscy w napięciu i wypiekami na twarzy czekali na zakończenie opowieści i ostateczne wskazanie mordercy.

Mógłby ktoś zadać zatem pytanie dlaczego Kant jest taki ważny dla filozofii. Dlaczego jest taki wielki? Podajmy choćby trzy powody, otóż Kant:

  • dokonał przewrotu kopernikańskiego w filozofii (o tym może w jednym z kolejnych odcinków)

  • zapoczątkował prąd myślowy zwany „Idealizmem niemieckim”

  • musi być taki wielki, żeby Hegel mógł się wspinać po jego czuprynie

niedziela, 16 sierpnia 2009

I Ramka Sokrates: Tak na przykład jeśli chcesz, o okrągłości powiedziałbym, że jest pewnym kształtem, a nie tak po prostu, że to jest kształt.  II Ramka Do Sokratesa podbiega piesek i obwąchuje jego stopę. Sokrates: A dlatego tak właśnie bym powiedział, że istnieją inne kształty.  III Ramka Ramka ma kształt koła tak samo Sokrates i zdziwiony piesek. Dymek ponad ramką, w tym samym kształcie. Sokrates: Nieprawdaż?

Cytat: Platon, Menon 73E;

Wystąpili: Sokrates i pies imieniem Diogenes;


*)Wyobraźcie sobie na przykład, że świat składa się tylko z kolistych kształtów a nam się tylko wydaje, że widzimy prostokąty, trójkąty i wszelkie inne kształty włączając w to chociażby opływowy kształt. Mogłoby się tak dziać na przykład za sprawą przedziwnego pryzmatu który umieszczony w naszym oku, sprawia, że koliste kształty widzimy raz jako kwadraty, raz jako prostokąty a innym znów razem jako kształty koliste (w tym miejscu, ktoś nadmiernie szczegółowy, mógłby oczywiście czepiać się koncepcji pryzmatu, czy to z pozycji, fizykalnej, twierdząc że żaden materiał, w kulistym dodatkowo kształcie, nie może załamywać światła tak, żeby układać je w losowe inne kształty, czy z pozycji logiczno psychologicznej, twierdząc, że przecież istniałyby jakieś inne kształty, skoro pryzmat mógłby w nie właśnie układać promienie świetlne ale, szczególnie w świetle tego, co się mówi poniżej, uwaga taka byłaby zwyczajnie niepotrzebna).

Wyobraźmy sobie, ze dwa pierwsze obrazki, to świat jakim widzi go Sokrates, a ostatni obrazek to świat prawdziwy. Zastanówmy się, czy w takim oszukanym świecie rozumowanie Sokratesa miałoby sens? (podział świata na prawdziwy i oszukany to skądinąd ulubione zajęcie Sokratesa platońskiego, czyli występującego w platońskich dialogach a przedstawiający poglądy raczej Platona niż Sokratesa. Swoją drogą podział taki z czasem filozofom naprawdę wszedł w krew i czyniony był bezwiednie i kompulsywnie ale może o tym przy innej okazji...)

Czy przez to, że świat jest oszukany i Sokrates nie widzi tego prawdziwego kolistego świata z obrazka nr 3, jego rozumowanie przez to staj się niepoprawne... Żeby przemyśleć sprawę dokładnie, zastanówmy się czy kolistość na obrazku numer trzy, a więc kolistość totalna, ta której Sokrates tak naprawdę nie widzi jest tą samą kolistością, którą spotyka Sokrates na co dzień? Czy ta kolistość totalna jest kolistością Ateńskiego koła u wozu? (Choćby to było i piąte koło) A jeśli przyjmiemy, że to dwie różne kolistości to przecież Sokrates miałby rację mówiąc, że istnieją różne kształty koliste i niekoliste.

Mili Państwo, ta da da dam, tym sposobem stworzyliśmy Meta-język. Bo jeśli przyjmiemy, ze są dwie kolistości, dwa niezależne światy(świat obrazka 1 i 2 i zupełnie inny świat obrazka 3), które nie mają nic ze sobą wspólnego, to nasz problem pierwotny przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. I Sokrates może najspokojniej w świecie wywalić swój kolisty jęzor i zgrać na kolistym nosie.

 

niedziela, 09 sierpnia 2009

I Ramka Heraklit lepi bałwana, podchodzi Kant. Pada śnieg. Kant: Heraklicie! Dobrze, że cię widzę, chcę ci coś pokazać.  II Ramka Kant pokazuje poukładane w rządki śnieżki. Śnieg przestał padać. Kant: Spójrz. Posegregowałem wszystkie śnieżki podług kategorii. Tutaj leżą okrągłe, tam podłużne, a dalej inne kształty. W tej płaszczyźnie dzielą się z kolei na duże, średnie i małe...  III Ramka Wychodzi słońce i śnieg zaczyna topnieć. Pod poukładanymi śnieżkami pojawiają się stróżki wody a same śnieżki zmieniają kształt i wielkość. Heraklit: Tak Immanuelu ale musisz pamiętać, że wszystko płynie.

Wystąpili: Immanuel Kant, Heraklit „Ciemny” z Efezu, bałwan statysta, śnieżki


*)Kant naprawdę lubił mieć wszystko ładnie poukładane tak w życiu prywatnym jak i zawodowym. Ideałem nauki była dla niego matematyka, w której dowody są jasne, niekwestionowalne i względnie proste do przeprowadzenia. W filozofii szukał podobnej precyzji czym zresztą wpisywał się w powszechny wśród filozofów a obecny już od antyku nurt. Te zamiłowania popchnęły Kanta do budowy wielkiego systemu filozoficznego, w którym starał się rozwiązać główne problemy ówczesnej filozofii (czyli filozofii w ogóle, bo problemy w filozofii są zawsze te same).

Aby wyjaśnić, jaki jest świat a przede wszystkim dlaczego taki jest, Kant wprowadził między innymi szereg kategorii, których używamy do opisu każdego zjawiska. Na co dzień wcale nie musimy być ich świadomi, stanowią one mechanizm myślenia, dzięki któremu potrafimy dostrzec np. że mamy dużo smakowitych malin albo, że palec boli, bo się uderzyliśmy młotkiem, albo, że Pegaz wcale nie istnieje. Ten mechanizm nigdy nie przestaje działać, na szczęście, bo jakbyśmy stracili te kategorie, świat, co najmniej taki jakim go znamy, przestałby istnieć. Nigdy nie można by było powiedzieć czego ile jest, rzeczy nie dzieliłyby się na te, które są i na te, które tylko mogły zaistnieć ale nie zaistniały, zdarzenia nie miałyby przyczyn, mówiąc krótko potworny bałagan, nie do ogarnięcia.

Heraklit chyba trochę mniej bał się nieładu a dodatkowo, co innego wydawało mu się w świecie najbardziej godne dostrzeżenia. Według niego najważniejsze jest to, że świat się wciąż zmienia, zdanie w jednym momencie prawdziwe za chwilę staję się fałszywe, co istnieje teraz za chwilę zniknie a potem znowu się pojawi. Wszystko płynie mawiał (panta rhei – w jego ojczystym języku, choć zapisane obcymi literami). Dlatego raczej nie widział wiele sensu w żmudnym analizowaniu i spisywaniu takich kategorii, jak te, które opracował Kant. Co więcej, mógłby zarzucić Kantowi, że używając tak niewielu kategorii (a było ich tylko 12) spłaszcza rzeczywistość, nie oddając wszystkich jej niuansów a przede wszystkim, że przez eksponowanie, stałych i niezmiennych kategorii zamazując tę podstawową prawdę, iż w świecie cały czas wszystko się zmienia.

Dlatego pewnie Heraklit, nie miał ambicji stworzyć żadnego systemu a swoje poglądy przedstawiał w aforyzmach często trudnych do zrozumienia i niezbyt jasnych czym zyskał sobie przydomek „Ciemny”. Pewnie wcale nie było mu przykro z tego powodu, bo jak już stwierdziliśmy wcale nie starał się być jasnym, co innego Kant. On jak się już rzekło naprawdę chciał w sposób jasny i naukowy przedstawić podstawowe prawa rządzące rzeczywistością i chyba liczył na to, że jego prace jasno i naukowo wykażą słuszność jego tez. Niestety jego dzieła uznawane są za jedne z bardziej niejasnych i trudnych w odbiorze i dlatego Kantowi może być trochę smutno.

niedziela, 02 sierpnia 2009

 I Ramka Nad wodą siedzi dwóch rybaków. Szanowny czytelnik widzi ich plecy i wędki...  II Ramka Nieoczekiwanie okazuje się, że to są Kartezjusz i św Augustyn. Kartezjusz zamyślony drapie się po brodzie. A tymczasem Augustyn kombinuje z wędką.   Kartezjusz: Cogito..... Cogito....Cogito Ergo....  III Ramka Augustyn wyciągając z wody wędkę z łopoczącą się na niej rybą wrzeszczy Augustyn: SUM!

Wystąpili: René Kartezjusz Descartes i Augustyn z Hippony (w szerokich kołach zwany świętym) oraz gościnnie sum europejski (Silurus glanis)


*)Jest taka prawda ogólnie znana „nic nowego pod Słońcem”. Szczególnie w naszych czasach myśl ta wydaje się nam przytłaczająco wręcz prawdziwa. Człowiek Ameryki już nie odkryje, bo Ameryka dawno już odkryta, komputera nie wynajdzie, bo ten już dawno wynaleziony, w kosmos to w zasadzie nie ma już po co latać. I tak można by już tylko siedzieć i tęsknić do tych dawnych czasów, kiedy wiele rzeczy ukrytych czekało tylko na swojego odkrywcę.

Wystarczyło wtedy powiedzieć takie ot proste zdanie „Cogito ergo sum” (Myślę więc jestem z „Rozprawy o metodzie”) i już człowiek (w tym przypadku Kartezjusz) mógł żyć spokojnie dalej wiedząc, że zrobił coś jako pierwszy, że stworzył coś niepowtarzalnego, że wpadł na genialny pomysł, na który nikt nigdy wcześniej przed nim nie wpadł. Zazdrość zżera na samą myśl o tym jak Kartezjuszowi było łatwo, jak bez większego wysiłku mógł się zapisać na kartach historii...

I tu mamy dla Ciebie czytelniku pocieszenie. Otóż nic bardziej mylnego, to nie Kartezjusz pierwszy wpadł na pomysł by z faktu myślenia wnioskować o swym istnieniu. Dokonał tego bagatela jedenaście wieków wcześniej Augustyn. Jego myśl oryginalnie brzmiała „jeśli się łudzę, istnieję” (tyle że po łacinie: si fallor, sum; w dziele „O Państwie Bożym”). A jak wiemy żeby się łudzić, trzeba myśleć a zatem, Augustyn wyprzedził Kartezjusza o całe okrążenie, by nie powiedzieć, wygrał wyścig w przedbiegach.

Ale cóż z tego, że Augustyn był pierwszy skoro i tak cała sława przypadła w udziale francuskiemu filozofowi. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Kiedy Kartezjusz wypowiedział swoją myśl, zadanie znalezienia niezachwianej podstawy dla posiadanej wiedzy to był temat numer jeden na salonach. Żeby uzyskać stu procentową pewność Kartezjusz postanawia zacząć od zera, postanawia zwątpić we wszystko, nawet w swoje istnienie. Jeśli dowiedzie swojego istnienia bez żadnych założeń, bez żadnej wiedzy wyjściowej wszelkie inne dowody będą fraszką, będą konsekwencją tego pierwszego dowodu. Dlatego „myślę więc jestem” ma dla Kartezjusza i jego epoki tak gigantyczne znaczenie.

Tymczasem, kiedy Augustyn jedenaście wieków wcześniej wypowiada tę samą dokładnie myśl, nie budzi ona większego zainteresowania, bowiem świat Augustyna jest światem wiary, dogmatu i niezachwianej pewności. Nikt nie wątpi w istnienie nikt nie wątpi w wiedzę, bo to by oznaczało zwątpienie w Boga. Augustyn wypowiada swą myśl ot tak, od niechcenia, jak zabawkę intelektualną, gdyby komuś jednak przyszło do głowy, coś tak niedorzecznego jak powątpiewanie we własne istnienie.

I to właśnie różni Kartezjusza od Augustyna lub ogólniej czasy Kartezjusza i Augustyna. To co dla Kartezjusza było kluczowe, było podstawą, początkiem do budowania filozofii, dla Augustyna nie miało większej wartości.

I dlatego to właśnie w dzisiejszym odcinku Augustyn dobrotliwie podpowiada Kartezjuszowi dokończenie tej ważnej w historii filozofii i w teorii poznania myśli. I mimo że cała sława przypadnie w udziale Kartezjuszowi, to Augustyn zupełnie się na Kartezjusza nie gniewa, wręcz przeciwnie.