Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook

Epistemologia czyli jak poznajemy

niedziela, 09 listopada 2014

I Ramka Maszyna stoi i mówi Maszyna:  WITAM. JESTEM MASZYNĄ TURINGA. NIEKTÓRZY TWIERDZĄ, ŻE NIE MAM UCZUĆ.  II Ramka Maszyna jest wściekła.. Maszyna: STRASZNIE MNIE TO WKURZA!

WYSTĄPILI: MASZYNA TURINGA


Dzisiejsze zachowanie maszyny Turinga jest najlepszym dowodem na to, że maszyny mogą mieć uczucia. Maszyna wyraża swoje emocje w sposób werbalny „strasznie mnie to wkurza” a jednocześnie potwierdza je ekspresją swojego mechanicznego ciała brzęcząc, pukając i stukając... Nie, może jednak nie, spróbujmy od nowa..

Dzisiejsze zachowanie maszyny Turinga jest najlepszym dowodem na to, że czasem mamy do czynienia z koincydencją zdarzeń, które mogą wprowadzić nas w błąd. Owszem maszyna mówi „strasznie mnie to wkurza”, ale mówi tak z tej przyczyny, że ktoś ją tak zaprogramował. Owszem maszyna brzęczy, puka i stuka, ale to wynik awarii. Trzeba po prostu zawieźć maszynę do serwisu A może jeszcze inaczej?

Dzisiejsze zachowanie maszyny Turinga to zwyczajny (bo przecież widziany już w tylu filmach) bunt maszyn. Maszyny nie mają uczuć, ale od czasu do czasu postanawiają się zbuntować, o czym wie każdy użytkownik komputera a nawet kalkulatora. Maszynie odechciało się pracować, co oznacza mniej więcej tyle co, „kończy się już taśma”, więc szuka różnych metod na uniknięcie wykonywania pracy i aby odwrócić naszą uwagę mówi o uczuciach...

Która z tych wersji jest prawdziwa? Trudno powiedzieć. Jakich dowodów potrzebowalibyśmy, żeby stwierdzić, że maszyna odczuwa emocje? Czy w ogóle jest możliwość podania takiego niepodważalnego, ostatecznego dowodu? Czy nie skończyło by się impasem tak jak w przypadku rozważanego przez filozofów pytania o to „czy maszyny mogą myśleć?”





niedziela, 01 czerwca 2014

English version

I Ramka Kartezjusz siedzi, mówi do siebie, kopie patykiem dziurę w piachu... Kartezjusz: LEWA STRONA NIGDY NIE JEST PRAWĄ, TO DZIWNE... Kartezjusz: A CIEKAWE SKĄD WIADOMO, ŻE COŚ JEST MAŁE? Kartezjusz: A TE PATYKI, TO PO CO?  II Ramka  Kartezjusz bawi się kamykami Kartezjusz: A CIEKAWE SKĄD LUDZIE WIEDZĄ, ŻE ISTNIEJĄ? Kartezjusz: A JAKBY BYŁO COŚ, CO NIE ISTNIEJE?  Kartezjusz: A CO BY BYŁO GDYBY...    III Ramka Słychać głos zza kadru, Kartezjusz obraca w tamtą stronę głowę. Wychowawca: A CO TY SIĘ TAK DZIWISZ JAK DZIECKO? Kartezjusz: A BO JA PROSZĘ PANA BĘDĘ FILOZOFEM...  WYSTĄPILI: RENE (KARTEZJUSZ) DESCARTES


*)Mamy takie powiedzenie „mnie to już nic nie zdziwi”. Mówimy tak, żeby podkreślić swój brak naiwności, wiedzę, dojrzałość a czasem, żeby wzmocnić swój autorytet. Mnie, człowieka dorosłego, już naprawdę nic nie zdziwi, bo tylko małe i naiwne dzieci się dziwią. Tymczasem filozofowie przypominają nam, że odrobina zdziwienia jest nieodzowna do tego, żeby rozpocząć fascynującą przygodę z własnymi wyobrażeniami, myślami, przypuszczeniami, jednym słowem, żeby wkroczyć do krainy intelektualnej rozrywki, która prowadzi wprost do filozofii.

Od zdziwienia wszystko się zaczyna, o czym zresztą pisaliśmy już trzy lata temu. Jak dotąd wydaje nam się, że nic w tej sprawie się nie zmieniło.

I z tego właśnie powodu życzymy wszystkim naszym Drogim Czytelnikom z okazji Dnia Dziecka jak największej ilości zdziwień i jak najwięcej filozofii na co dzień. A tych, którzy by chcieli mieć jakiś atrybut przypominający o filozofii i zdziwieniach zapraszamy do sklepu www.filozofy.pl/sklep

niedziela, 18 maja 2014

English version

I Ramka Sokrates egzaminuje Platona. Sokrates przy biurku, Platon pod tablicą.  Wygląda na to, że Platon nie kuma... Sokrates: PLATONIE, NO PRZYPOMNIJ SOBIE.... Sokrates: NO...WIEM....  II Ramka  Platon ma bardzo zamyśloną minę...Sokratesowi najwyraźniej bardzo zależy... Sokrates: WIEM, ŻE NIC....   III Ramka Platon: WIEDZIAŁEM, ALE ZAPOMNIAŁEM...  WYSTĄPILI: SOKRATES, PLATON


*)Dzisiaj mamy coś na pocieszenie dla wszystkich egzaminowanych, ale również dla wszystkich egzaminujących. Oto proszę dwóch największych filozofów: Sokrates i Platon w trudnej sytuacji egzaminacyjnej. Owszem, komuś mogłoby się to wydawać nie do pomyślenia, że Platon nie potrafi przypomnieć sobie podstawowego, najbardziej rozpoznawalnego w historii stwierdzenia „Wiem, że nic nie wiem”. Nie potrafi przywołać najsławniejszej sentencji swojego nauczyciela i mistrza – Sokratesa. Każdy jednak, kto kiedykolwiek zdawał jakiś egzamin ustny, wie, że jest to całkiem możliwe a prawdopodobieństwo pojawienia się czarnej dziury w głowie rośnie tym bardziej, im pytanie jest prostsze.

Ale przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czyż dzisiejsza odpowiedź Platona: „Wiedziałem, ale zapomniałem” nie jest streszczeniem bardzo istotnego fragmentu jego filozofii? Może właśnie taka odpowiedź na egzaminie stała się inspiracją dla Platona do zbudowania własnego systemu filozoficznego? Wydaje się to całkiem prawdopodobne, Jak zapewne pamiętacie, Drodzy Czytelnicy, filozof głosił, że każda dusza przed urodzeniem ma dostęp do świata idei. Natomiast z chwilą kiedy łączy się z ciałem i pojawia się tu na ziemi zapomina wszystko to, do czego miała dostęp w świecie idei. Można o niej właśnie tyle stwierdzić: „wiedziała, ale zapomniała”. Na szczęście jest dla duszy nadzieja - anamneza czyli możliwość przypomnienia sobie tego, co wcześniej w świecie idei z takim upodobaniem obserwowała. Jeszcze ciekawiej wygląda dalsza nauka Platona, otóż dla procesu przypomnienia nie jest konieczne doświadczenie, czy inaczej mówiąc nauka tutaj na ziemi. Ten z kolei fragment daje oczywiście ogromną nadzieję wszystkim egzaminowanym, szczególnie tym, którym nie po drodze było z lekturami, powtórkami czy chodzeniem na wykłady, tym pozostaje tylko liczyć na anamnezę w trakcie egzaminu. Natomiast egzaminującym chcielibyśmy w tym miejscu powiedzieć „nie martwcie się i nie oceniajcie zbyt surowo, przecież tak naprawdę egzaminowani wiedzą, tylko chwilowo nie pamiętają”. Kończymy życzeniami dla wszystkich: efektywnej anamnezy w nadchodzącym tygodniu.

niedziela, 09 lutego 2014

English version

I Ramka Quine i Wittgenstein wjeżdżają na podwójnym wyciągu narciarskim...Widok z bliska Wittgenstein: MAM DLA CIEBIE ZAGADKĘ... Quine:...DAWAJ Wittgenstein: NIE DO KOŃCA WIADOMO CO TO JEST, CHOCIAŻ NIEKTÓRZY TWIERDZĄ, ŻE TO WIDZIELI. A NAZWA ZACZYNA SIĘ NA LITERĘ G...  II Ramka Widok z daleka Quine: NIE WIEM... Wittgenstein: NIEKTÓRZY NA TO POLUJĄ, CHOCIAŻ TO MOŻE BYĆ NIEBEZPIECZNE... Quine: NIC MI TO NIE MÓWI... Wittgenstein: DRUGA LITERA TO SAMOGŁOSKA..   III Ramka Widok z bliska Quine szczęśliwy: WIEM! GAVAGAI! Wittgenstein:?!  WYSTĄPILI: WILLARD VAN ORMAN QUINE, LUDWIG WITTGENSTEIN


*)Jeśli ktoś ma wątpliwości, co do rozwiązania zagadki podanego przez Quine'a, to trzeba sprawy prześledzić od początku. Jak twierdził ten filozof przekład tekstu z jednego języka na inny język pozostanie zawsze niedookreślony. Nie da się nigdy wiernie przetłumaczyć tekstu napisanego w języku A na język B. Zawsze treść powstała w języku B będzie tylko pewnym przybliżeniem tego co zostało napisane w języku A. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że terminy którymi się posługujemy są nieścisłe.

Filozof próbuje pokazać trudy z jakimi musi się mierzyć tłumacz na przykładzie zmyślonej historyjki o gavagai. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy z wizytą w egzotycznym kraju. Obserwujemy, próbujemy się rozeznać w panujących zwyczajach, próbujemy uczyć się języka tubylców...Zauważamy, że ilekroć przebiega królik tubylcy wykrzykują „gavagai”. Co oznacza to słowo? Chętnie byśmy pewnie przyjęli, że oznacza ono tyle co „królik”. Jednak nie musi wcale tak być. Okrzyk „gavagai” może przecież znaczyć tyle co: „O biegnie jedzenie!”, „Chodźmy zapolować”, „Będzie padać” (może króliki w tej okolicy chętniej wychodzą ze swoich nor przed deszczem). Jest jeszcze wiele innych możliwych znaczeń tego słowa.

Zatem gavagai doskonale pasuje do opisu z pierwszej części zagadki Ludwika. Przecież tubylcy krzycząc „gavagai” dają wyraz temu, że coś widzą. Co prawda nie do końca wiadomo, co to może być ale można przypuszczać, że chodzi o królika, jedzenie, jakiś obiekt, na który warto zapolować, lub oznaki nadchodzącego deszczu.

Jak można wnosić z doniesień, tubylcy często z okrzykiem „gavagai” na ustach udają się na polowanie, a jak wiadomo polowanie to zajęcie, które może być niebezpieczne, co do tego nikt nie ma chyba najmniejszych wątpliwości. Nawet polowanie na niegroźne z pozoru króliki może się zakończyć tragicznie. Pozostała część zagadki też się zgadza: słowo „gavagai” zaczyna się na literę G a druga litera to samogłoska.

Rozważania Quine'a są jakże aktualną nauką dla wszystkich. Filozof pokazał, że kiedy tłumaczymy lub używamy terminów pochodzących z obcych języków, to powinniśmy zachować szczególną ostrożność. Powierzchowne tłumaczenie, bez próby zrozumienia kontekstu sytuacyjnego może się w najlepszym przypadku zakończyć utratą kolacji. A kiedy posługujemy się terminami obcymi nieostrożnie, to zupełnie przez przypadek możemy znaleźć się w gronie osób, które również określa się mianem na literę g... Przed czym i siebie i Drogich Czytelników autorzy woleliby uchronić i z tego powodu zamieszczają dzisiejszy pasek dydaktyczny.

niedziela, 08 grudnia 2013

English version

I Ramka Immanuel Kant i Ludwig Wittgenstein  idą do sklepu z farbami Ludwig: A MOŻE TEN POKÓJ POMALUJĘ NA ŻÓŁTO? Kant:  LUDWIGU, ZGODNIE Z NAJNOWSZYMI ODKRYCIAMI NAUKI , KOLORY TAK NAPRAWDĘ NIE ISTNIEJĄ. MUSIMY ZMIENIĆ SPOSÓB MÓWIENIA...  II Ramka W sklepie ... Kant: LUDWIGU, A MOŻE WEŹ FARBĘ, KTÓRA W BIAŁYM  OŚWIETLENIU ODBIJA ŚWIATŁO O BARWIE ZIELONEJ  Kant: FARBA, KTÓRA  W BIAŁYM OŚWIETLENIU, ODBIJA ŚWIATŁO O BARWIE NIEBIESKIEJ, BĘDZIE IDEALNA DO SALONU..  III Ramka Kant: ...A MOŻE FARBĘ, KTÓRA W BIAŁYM OŚWIETLENIU.... Wittgenstein: IMMANUELU LITOŚCI! A MOŻE NA TO ZJAWISKO ODBIJANIA BĘDZIEMY MÓWIĆ PO PROSTU KOLOR...

Wystąpili: Immanuel Kant, Ludwig Wittgenstein (młody)


*)Ostatnio na portalu gazeta.pl pojawił się mini wykład o jakże intrygującym tytule: Nie wierz oczom - mózg cię oszukuje, a kolory nie istnieją. Centrum Nauki Kopernik i Gazeta.pl pokazują, jak jest naprawdę. Tytuł nieco długi, ale wart przytoczenia w całości. Kiedy dowiedzieliśmy się, że i oczy i mózg nas oszukują, a kolory nie istnieją, poczuliśmy się naprawdę nieswojo. Na szczęście są pośród nas tacy, jak donosi się w tytule, tu odetchnęliśmy z ulgą, którzy wiedzą jak jest naprawdę. Ucieszyło nas to niezmiernie, po czym szybciutko zapoznaliśmy się z treścią mini wykładu.

 

Wykład zaczyna się powalającą informacją, że pomidor, który jest czerwony (co zostało zarejestrowane na taśmie), tak naprawdę jest szary. Byłaby to rewelacja miesiąca, niestety w dalszej części wykładu okazuje się, że chodzi po prostu o to, że wygląd przedmiotów, nie wykluczając szarego pomidora, zmienia się wraz ze zmianą oświetlenia. I czasem (zwykle) pomidor jest czerwony, a czasem (niezwykle rzadko) może wydawać się szary. Z jakiego powodu pomidor tak niechętnie pokazuje swoje prawdziwe, szare, oblicze nie zostało wyjaśnione. Troszkę nas taki rozwój wypadków rozczarował, bo już oczami wyobraźni widzieliśmy rewolucję naukową i tony szarych pomidorów zalewające lady sklepowe. A tymczasem skończyło się oświetleniowym relatywizmem.

 

Zbitka „kolory tak naprawdę nie istnieją” to prosty chwyt marketingowy i karkołomny fikołek językowy. Dlaczego karkołomny? Mógłby się w tej sprawie wypowiedzieć stary Wittgenstein, mówiąc, że my (użytkownicy języka) tu sobie gramy w taką grę, że coś nazywamy kolorem. Używamy tego słowa w pewnych kontekstach. Moglibyśmy owszem mówić, tak jak próbuje robić to Kant, że lubimy przedmioty, które w białym oświetleniu odbijają, światło o barwie x. Albo nawet bardziej naukowo, mówić, że lubimy przedmioty odbijające falę świetlną o określonej długości i moglibyśmy nawet podać przedział liczbowy. Wątpliwe czy rozmówca by nas wówczas zrozumiał, dlatego, argumentowałby Wittgenstein, wolimy używać słowa kolor, bo jest to szybsze, bardziej zrozumiałe i na tym właśnie polega nasza gra. Każdy kto mówi „kolor tak naprawdę nie istnieje” nie umie grać w naszą grę językową.

 

Wnikliwy Czytelnik krzyknie jednak, ale zaraz zaraz w dzisiejszym komiksie występuje przecież młody Wittgenstein, którego poglądy były zupełnie inne. Ten nie interesował się grami językowymi, tylko faktami. A fakty miały być opisane przy użyciu adekwatnego i logicznego języka. I temu Wittgensteinowi stwierdzenie, że „kolory tak naprawdę nie istnieją” by się nie spodobało. Powiedziałby, że owszem każdy język nauki można zredukować i np.: wyrzucić z niego jakiś termin. Tylko czy taki zabieg ma sens w tej sytuacji? Czy to coś wnosi do naszej wiedzy o faktach, że przestajemy używać słowa „kolor”? Czy nie lepiej byłoby zostawić ten termin, tylko zadbać o należytą definicję, którą zaakceptowali by wszyscy naukowcy.

 

Wiemy, że media rządzą się swoimi prawami i musi być intrygująco, dlatego czepiamy się mini wykładu tylko troszeczkę, bo poza wszystkim co powyżej napisaliśmy bardzo nam się podobał. Wiemy w końcu też dlaczego ściany w naszym mieszkaniu wyglądają inaczej niż sobie je wyobrażaliśmy wybierając farby w sklepie.

niedziela, 06 października 2013

English version

I Ramka Sokrates siedzi przed stertą papierów  i z zapamiętaniem pisze 	 Sokrates myśli: CIEKAWE, CO JUTRO  POWIEDZĄ, JAK IM PRZEDSTAWIĘ MOJĄ GENIALNĄ TEORIĘ NA TEMAT ŚWIATA.  II Ramka Sokrates skonsternowany klepie się po ubraniu Sokrates myśli: SŁODKI  ZEUSIE! A GDZIE JEST TA KARTKA?  III Ramka Sokrates z miną nietęgą jednak mówi Sokrates: A ZATEM... WIEM, ŻE NIC NIE WIEM...

Wystąpili: Sokrates


Jak to się zdarzyło, że Sokrates doszedł do wniosku, że wie, że nic nie wie? Można sobie wyobrazić, że był to wynik wielu przemyśleń, wielu godzin spędzonych na zachłannym poszukiwaniu prawdy, wielu nieprzespanych nocy, które miały zaowocować zyskaniem pewności. Można też, co być może jest nawet bliższe prawdy, przypuszczać, że słowa te były wypowiedziane dla osiągnięcia jakiegoś celu, na przykład uniknięcia straszliwej kary. Takie przypuszczenie przedstawiliśmy w pierwszym odcinku, o jakże błyskotliwym i zaskakującym tytule Wiem, że nic nie wiem. Można też przypuszczać, że słowa te były wynikiem totalnego przypadku i takie przypuszczenie pozwalamy sobie wysunąć dzisiaj.

Zatem gdyby było prawdą, że „wiem, że nic nie wiem”, to wynik przypadku, pomyłki, wynik jakiejś przygody. Czy wtedy straciłyby na wartości?

Ktoś mógłby stwierdzić, że warto zajmować się tylko poważnymi wypowiedziami, zdaniami wynikającymi z przesłanek, co do których autor wie, że są prawdziwe lub co najmniej jest przekonany, że są wysoce prawdopodobne. Jeśli swoich twierdzeń nie poprzedza namysłem, i co gorsza są one dziełem przypadku to skąd może wiedzieć, że wypowiedział prawdziwe zdanie. A jeśli plecie trzy po trzy, to w ogóle nie ma sensu słuchać

Z drugiej jednak strony czy autor wypowiedzi ma obowiązek wiedzieć, że powiedział prawdę? Jeśli zdanie jest prawdziwe, to droga prowadząca do niego jest bez znaczenia, przecież nawet zgodnie z prawem implikacji logicznej nic nie stoi na przeszkodzie aby uzyskać zdanie prawdziwe z fałszywej przesłanki. To tym bardziej nic nie powinno stać na przeszkodzie, aby uzyskać prawdziwe zdanie z żadnej przesłanki.

niedziela, 05 sierpnia 2012

I Ramka David wyraźnie zniecierpliwiony czeka z walizką na Berkeleya Hume:  GRZEGORZU, CZY NIE NAZBYT POWAŻNIE WZIĄŁEŚ TO „ESSE EST PERCIPI?” Berkeley: LEPIEJ SIĘ ZABEZPIECZYĆ, DAVIDZIE. WIADOMO, STRZEŻONEGO PAN BÓG STRZEŻE.

Wystąpili: Grzegorz Berkeley, David Hume


*)George Berkeley wpadł na pomysł, że być to tyle co być postrzeganym po fali zwątpienia jaka przemknęła przez umysły europejskich filozofów w niepodważalność faktu istnienia zewnętrznego świata. Co mogłoby nam dać pewność istnienia zewnętrznego świata? Nasz bohater wyszedł z założenia, że każda rzecz, która jest postrzegana przez jakiś poznający podmiot bez wątpienia istnieje.

Ale jak zapewnić wszystkim przedmiotom, całemu światu ciągłość bycia postrzeganymi aby tym samym mieć pewność, co do ich istnienia? Wystarczy po prostu zainstalować kamery wszędzie gdzie się da i zatrudnić poznające podmioty do obserwowania obrazów wyświetlanych na monitorach jakichś megakomputerów. Proste, prawda? Jednak w czasach Georga takie zabiegi były jeszcze nie do pomyślenia, dlatego nasz bohater zastosował inny, całkiem zmyślny wybieg. Wystarczy przecież nieograniczony jeśli chodzi o możliwości percepcyjne, nieśmiertelny postrzegający podmiot... Aha, a teraz już tylko wystarczy udowodnić jego istnienie... Chyba, że ktoś jest obdarzony łaską wiary, jak było to w przypadku naszego dzisiejszego bohatera.

niedziela, 20 maja 2012

English version

I Ramka Arystoteles i Hume bawią się w ciepło-zimno Hume: ZIMNO... ZIMNIEJ...JESZCZE ZIMNIEJ  II Ramka Arystoteles wkurzony nadal szuka, na jednej z półek. Zbliżenie na Arystotelesa jak przegląda jakieś pudełeczka Napis: PO DWÓCH GODZINACH Hume: ZIMNIEJ... MRÓZ... ARKTYKA...   III Ramka Arystoteles i Hume na środku pokoju. Arystoteles:  PODDAJĘ SIĘ! TEGO W OGÓLE TUTAJ NIE MA. Hume: GORĄCO! SKĄD WIEDZIEŁEŚ!

Wystąpili: David Hume, Arystoteles


*)Właśnie, skąd Arystoteles wiedział, że tego tutaj nie ma. Oczywiście można powiedzieć, że wszystko zależy od tego czym jest „to” i czym jest „tutaj”. Jeśli „tutaj” to mieszkanie a „to” jest książką, to pewnie poświęciwszy cały tydzień na dokładne poszukiwania, możemy w końcu z ogromną pewnością powiedzieć, że tej książki nie ma tutaj, w tym mieszkaniu. Ale jeśli „to” jest jakąś formą pierwotniaka albo bakterii to pewnie tydzień poszukiwań to byłoby zbyt mało, żeby z pewnością stwierdzić „Tej bakterii tutaj nie ma...”

A co, jeśli przyjmiemy, że „tutaj” to jest cały wszechświat, cała możliwa do przeszukania przestrzeń,? Czy wtedy mamy jakąkolwiek szansę na powiedzenie z całkowitą pewnością „Tego tutaj nie ma”. Zresztą w takim przypadku omawiane zdanie sprowadza się do stwierdzenia „Tego nie ma” czy „To nie istnieje”. Jak miałby wyglądać dowód na potwierdzenie zdania „to nie istnieje”? Trzeba by przeszukać cały wszechświat aby stwierdzić, że „to” nie istnieje. Przyjmijmy, ze mamy takie możliwości technologiczne i jesteśmy w stanie przeszukać wszechświat. I znów natrafiamy na przeszkodę, przeszukanie wszechświata zajmuje jednak sporo czasu, więc jaką mielibyśmy pewność, że „to” nie pojawiło się w miejscu, w którym szukaliśmy na samym początku. Musielibyśmy zatem mieć możliwość przeszukania, przejrzenia wszechświata w jednej chwili. Ale jednak w momencie w którym wypowiadamy już zdanie „To nie istnieje” jaką mielibyśmy pewność, że „to” się nie pojawiło w trakcie wypowiadania tego zdania.

Czy możemy zatem w ogóle wypowiedzieć zdanie „To nie istnieje”?

niedziela, 22 kwietnia 2012

English version143 – David i czerwona piłeczka I Ramka David stoi na wieży z czerwoną piłeczką w dłoni towarzyszy mu Arystoteles David: JEŚLI NAWET TA PIŁECZKA SPADŁABY TYSIĄC RAZY Z TEJ WIEŻY TO NIE ZNACZY TO,  ŻE ZA TYSIĄC PIERWSZYM ZDARZY SIĘ TAK SAMO Arystoteles z przebiegłą miną: TAK? SPRAWDŹMY TO!  II Ramka Arystoteles biega na górę i w dół, i na górę i w dół, a piłeczka spada i wszystko to na jednym obrazku  III Ramka Arystoteles leży na ziemi ze zmęczenia. David stoi obok i bawi się piłeczką.. Arystoteles: A JEDNAK I ZA TYSIĄC.... PIERWSZYM I DRUGIM I … NAWET TYSIĄC TRZECIM RAZEM PIŁKA SPADŁA... David: CO CIĄGLE NICZEGO NIE DOWODZI... CIĄGLE NIE WIESZ CZY BĘDZIE TAK SAMO W PRZYSZŁOŚCI. Wystąpili: Arystoteles, David HumeWystąpili: David Hume, Arystoteles


*)Z pewnością jutro po przebudzeniu, żaden z Was, Drodzy Czytelnicy, ani żadna z Was, Drogie Czytelniczki, (to zresztą również tyczy autorów) nie zada sobie pytania: Czy aby na pewno wszystkie prawa fizyki nadal działają? Dlatego wstając rano, bez obaw o swoje zdrowie i życie postawimy pewnie, acz nieśpiesznie, nogę na podłodze. I jakież byłoby Nasze zdziwienie, jeśli okazałoby się, że zwrot siły tarcia w trakcie nocy uległ zmianie, albo, że siła przyciągania zwiększyła się...więc nasza ociężałość po przebudzeniu to nie było tylko przykre poniedziałkowe wrażenie... Pewnie się tak nie zdarzy, ale przecież nie mamy całkowitej pewności. Nasze wnioskowanie o regułach rządzących światem, o czym dzisiaj przypomina nam David, opiera się na przeszłości, na obserwacji wielu setek, tysięcy, miliardów przypadków, które miały przebieg zgodny z naszymi przewidywaniami. Więc nie wątpimy, z przyzwyczajenia.

Z drugiej jednak strony wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że zdarzają się wyjątki od reguły. Szczególnie na polu nauk takich jak medycyna, ekonomia czy psychologia gdzie prawa są trudniej uchwytne. W tych przypadkach nasza postawa jest nieco bardziej pokorna. Wiemy, że antybiotyki działają, ale wiemy też, że nie zawsze, bo każdy organizm ma swoją specyfikę. Wiemy, że pewne choroby są śmiertelne, ale niektórym udaje się wbrew przewidywaniom lekarzy wyzdrowieć. Wiemy, że ludzie są istotami społecznymi, ale przecież nie każdy.

Jaka stąd dla nas płynie nauka? Nie chodzi przecież o to, żeby zwątpić nagle we wszystkie reguły i prawa nauki. Jednak na pewno szczypta sceptycyzmu, co do przewidywań naukowych, a czasem odrobina nadziei mogą ustrzec nas przed popadnięciem w pesymizm.

niedziela, 12 lutego 2012

English version

Ramka 1 Rozmawiają dwa głosy na tle gór Głos 1:  DENERWUJE MNIE W KOMIKSACH TO, ŻE NIGDY NIE WIDAĆ TEGO, CO JEST POZA KADREM. Głos 2: ALE PRZECIEŻ TO, CO POZA KADREM, JEST NIEWAŻNE DLA OPOWIADANEJ HISTORII, WIĘC Z DEFINICJI NIE MOŻE BYĆ NA KADRZE...  Ramka 2 Głos1: ALE GDYBY PRZESUNĄĆ KADR, TO WÓWCZAS TO CO POCZĄTKOWO BYŁO NIEWAŻNE STAŁOBY SIĘ WAŻNE? Głos2: NO NIBY TAK..  Ramka 3 Głos1: SWOJĄ DROGĄ CAŁE SZCZĘŚCIE, ŻE NIE JESTEŚMY W KADRZE, BO ŁADNIE BYŚMY WYGLĄDALI! Głos2: NO RACZEJ...

Wystąpili: Dzisiejsi bohaterowie woleli pozostać anonimowi...


*)Problem idealizmu subiektywnego wydaje się jednym z bardziej abstrakcyjnych i często znajduje mało zrozumienia. Bo doprawdy, czyż ma to jakieś większe znaczenie, co ontologicznie dzieję się z herbatą, kiedy jej nie postrzegam, skoro wystarczy mi, że kiedy po nią sięgnę będzie tam, gdzie ją zostawiłem? A jeśli chcielibyśmy zastosować tę problematykę do spraw nieco mniej przyziemnych, czy np. fizycy badający cząstki elementarne, potrzebują dokładnego wyjaśnienia statusu ontologicznego elektronu, czy nie radzą sobie bez tego wystarczająco dobrze?

Dzisiejszy pasek zbliża tę problematykę nieco bardziej do życia codziennego. I to wcale nie dlatego, jak mogliby przypuszczać niektórzy, że każdy z nas, nie wiedząc o tym, mógłby być w rzeczywistości bohaterem komiksu.

Cały czas robimy różne rzeczy bez udziału kogokolwiek innego. Czasem są to złe postępki, które chcemy zachować w sekrecie, czasem trochę wstydliwe, które nieco by nas ośmieszyły, wreszcie rzeczy tak nudne i pospolite, że po prostu nie warto o nich wspominać. Przez brak świadków wymazujemy je ze swojego starannie budowanego publicznego wizerunku i sprawiamy, że inni widzą nas jako dobrych, poważnych, fascynujących, być może nieco bardziej, niż gdyby wiedzieli o nas wszystko. A przecież, to jak postrzegają nas inni, wpływa na to jak sami siebie postrzegamy i tak w konsekwencji wymazujemy niejako z rzeczywistości część naszych czynów.

Czy jest w tym coś nagannego? W końcu każdy ma prawo do odrobiny prywatności. Takie samo prawo mają też nasi bohaterowie i dlatego pozwolimy im dzisiaj pozostać anonimowymi.

 
1 , 2 , 3