Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook

Ontologia czyli co istnieje

niedziela, 14 listopada 2010

English version

I Ramka Widzimy Kanta stojącego z Marksem w magazynie firmowym Kant: KAROLU, TEN SCHEMAT JEST PODOBNO NIEAKTUALNY. MAMY TO POPRAWIĆ. Marks: FAKTYCZNIE, NIE WYGLĄDA TO DOBRZE. Z TEGO SCHEMATU WYNIKA, ŻE MAMY WIĘCEJ DEPARTAMENTÓW NIŻ PRACOWNIKÓW...  II Ramka Karol patrzy na kartkę i mówi... Kant: MOŻE W TAKIM RAZIE ZATRUDNIĆ WIĘCEJ OSÓB, TO SIĘ WYRÓWNA... Marks: MOŻNA BY TEŻ KILKU ZWOLNIĆ, ŻEBY NIEZGODNOŚĆ TA WYGLĄDAŁA NA ZAMIERZONĄ.  III Ramka Marks dodaje: ALE JAKBY CO, TO JA TEGO NIE MÓWIŁEM

Wystąpili: Karol Marks (jako dwulicowy kadrowiec), Immanuel Kant (jako specjalista ds. rysowania schematów)


*)Podobno jest tak, że ludzie lubią mieć świat mniej więcej uporządkowany. Lubią wiedzieć, kto jest kim, gdzie jada, czy warto z nim się spotykać i jak często... Lubią też wiedzieć, o której godzinie przyjeżdżają lub odjeżdżają autobusy, pociągi i inne pojazdy. A nade wszystko lubią jak różne słupki, wyliczenia i podsumowani się zgadzają. Jeśli ludziom zdarza się robić raporty, to wolą, żeby dwa różne raporty wygenerowane w dwóch różnych systemach raportowania były między sobą zgodne, niż żeby były niezgodne. Po prostu tak to już jest, że ludzie lubią raczej zgodność niż niezgodność.

Największym jak dotąd klasyfikatorem i uzgadniaczem był chyba Arystoteles, który w pocie czoła opisywał, analizował i na powrót syntetyzował przeróżne zagadnienia. Wielu jego wiernych (choć nieświadomych) uczniów i naśladowców możemy znaleźć w dzisiejszych firmach. Ileż tam jest departamentów i stanowisk, które zajmują się (niejednokrotnie tylko i wyłącznie) raportowaniem ilości klientów, kwoty wydanej na obsługę jednego klienta w ciągu roku, dni absencji przypadającej na pracownika, aż po najstraszniejszy raport, a mianowicie, ilość zatrudnianych pracowników.

Dlaczego jest to raport najstraszniejszy? To wie każdy pracownik korporacji.

Ale skoro nie wszyscy Szanowni Czytelnicy to wiedzą, to przyjrzyjmy się zagadnieniu bliżej. Zacznijmy od pytania pomocniczego: co można zrobić kiedy się taki raport nie zgadza? Co, jeśli zaraportowane ilości odbiegają od liczb wymarzonych i idealnych?

Wyjścia są dwa. Pierwsze, wydające się nam zwykłym śmiertelnikom prostsze, ale jak na złość bardzo rzadko wybierane przez decydentów, można zrewidować pogląd na to jakie ilości są idealne i sprawdzić czy przypadkiem błąd nie tkwił w założeniach.

Wyjście drugie bardziej (niestety) popularne: można zmienić rzeczywistość i w ten sposób sprawić, żeby się wreszcie raporty zaczęły zgadzać. To są właśnie te, bardzo przykre dla załogi rozwiązania...

Jest jeszcze trzecie wyjście, ale wymaga ono niejakich zdolności, dobrej znajomości systemów, śmiałości serca i hartu ducha... Ale jakby co to o trzecim wyjściu my nic nie mówiliśmy.

niedziela, 26 września 2010

English version

I Ramka Hegel siedzi w call center i słyszy jak kolega obok rozmawia z klientką  Kolega: TAK DARMOWE ROZMOWY SĄ DO WSZYSTKICH SIECI, ALE TEŻ POZA NASZĄ SIECIĄ...  II Ramka Hegel woła kolegę z boksu obok Hegel: PSST...  III Ramka Kolegą okazuje się być Platon Hegel: TY! NAPRAWDĘ SĄ JACYŚ LUDZIE POZA NASZĄ SIECIĄ? Platon: NIE SĄDZĘ, ALE TAK MAM NPISANE W SKRYPCIE.

Wystąpili: Georg Wilhelm Friedrich Hegel i Platon


*)Tym razem, w ten piękny niedzielny wieczór, postaramy się rozważyć zagadnienie, które pokrótce można wyrazić jakże prostym a dobitnym pytaniem: „Czy jest coś poza?” i odpowiedzią na to pytanie Nie nic tam nie ma” Żeby przykład, na którym omówimy to zagadnienie, nie kojarzył się za bardzo z poniedziałkiem, wyobraźmy sobie pewne stwory, żyjące w lesie. Stwory te, dla wygody możemy przyjąć, że są to Muminki, twierdzą, że nie ma nic poza ich lasem. Tak to sobie kiedyś dawno wymyśliły i w tym przekonaniu od wielu setek lat tkwią...

Jaka jest jedyna możliwość, żeby sprawdzić czy to twierdzenie jest prawdziwe? Otóż żeby sprawdzić, czy nie ma nic poza lasem, trzeba, ni mniej ni więcej, tylko wyjść z lasu i sprawdzić, że nic tam nie ma....Wyobraźmy sobie zatem odważnego Muminka, który pewnego pięknego poniedziałkowego poranka (to już jutro!), podejmuje się sprawdzić, czy twierdzenie, w jakie od dzieciństwa bezkrytycznie wierzył, jest prawdziwe. Wychodzi zatem poza las i stwierdza, że faktycznie nic tam nie ma! Czyli jednak twierdzenie to było prawdziwe...

Zaraz, zaraz ale skoro Muminek wyszedł z lasu, to przecież przez chwilę jednak był poza lasem, czyli poza lasem coś jednak jest. Mogą bywać tam Muminki...Zatem poza lasem jest co najmniej pewien rodzaj przestrzeni, która tylko czeka na pojawienie się Muminków...

Problem ten, który omówiliśmy sobie metaforycznie, wiele rzeczy upraszczając, możemy omówić nieco bardziej abstrakcyjnie i całe powyższe rozważania zamknąć w jednym bardzo ważnym filozoficznym twierdzeniu, nie da się stwierdzić, że istnieje coś, co nie byłoby częścią jakiejś całości. Ta całość może być większa albo mniejsza ale jednak jakaś musi być. To jeszcze nie znaczy, że taka całość koniecznie musi być jedna.

Wiadomo, dziś znacznie łatwiej zaakceptować nam mnogość i różnorakość, a trudniej monopolistyczną jednolitość niż w czasach Hegla czy Platona, a jednak wciąż trudno wyobrazić sobie, żeby mogło istnieć cokolwiek, z czym nie bylibyśmy choćby bardzo odlegle powiązani.

niedziela, 18 kwietnia 2010

I Ramka Arystoteles stoi na rynku, przez który przejeżdża właśnie wóz, na kadrze widać kawałek wozu. Zaczepiony przez małego Kartezjusza, zaczyna udzielać odpowiedzi. Kartezjusz: Arystotelesie a co porusza tym wozem Arystoteles: Koło Kartezjusz: A kołem? Arystoteles: Koń  II Ramka Arystoteles jest już dość poirytowany. Kartezjusz: A koniem? Arystoteles: Woźnica Kartezjusz: A woźnicą Arystoteles: Dusza Kartezjusz: A duszą Arystoteles: Pierwszy Poruszyciel  III Ramka Arystoteles jest już naprawdę nieźle wkurzony a Kartezjusz jakby się trochę zmartwił Kartezjusz: A tym Pier... Arystoteles: A ten Pierwszy Poruszyciel jest nieporuszony! I nic nim nie porusza, jasne!? Kartezjusz: OK, OK

Wystąpili: Arystoteles i Mały René Kartezjusz Descartes

Inspiracja: Arystoteles, Matafizyka, Księga Lambda, 7. Natura Pierwszego Poruszyciela


*)Dzisiaj na scenę wkracza jeden z ważniejszych filozofów w historii. Można by powiedzieć, „wstyd!” do autorów, którzy trochę pokpili sprawę i o Arystotelesie do tej pory nawet nie wspomnieli, nie licząc kartki, na której pojawił się filozof i to też z inicjatywy jednej z Czytelniczek, a nie z inicjatywy autorów. Jedyne co nas usprawiedliwia, to to, że w ten magiczny sposób powtórzyliśmy historię, która to przytrafiła się filozofowi w wiekach średnich, kiedy to jego dzieła zniknęły na kilkaset lat z półek księgarń europejskich. Czujny czytelnik już myśli, co też autorzy tutaj plotą, przecież wtedy nie było księgarń. I ma ów czytelnik rację, ale jak nie było księgarń, tak i Arystotelesa nie było, totalnie. Ale tak jak w średniowieczu ostatecznie tryumfalnie, powrócił tak i dziś powraca z odpowiedzią na niebagatelne pytanie o początek.

Dzisiejszy odcinek pokazuje dodatkowo moment, w którym filozof spotyka się z dzieckiem. Tak jak filozof może być męczący dla otoczenia tak dziecko może być męczące dla filozofa. Chociaż mogłoby się wydawać, że tak nie jest zgodnie z plotką, że filozofia rodzi się ze zdziwienia. Zatem filozofowie powinni bez problemu umieć się dogadać z dziećmi, które też są niejedną rzeczą zdziwione. Ale prawda jest taka, że każdy ma jednak swoje ograniczenia, co do długości serii udzielonych odpowiedzi na godzinę. I nawet filozofom w pewnym momencie zasoby intelektualne się kończą.

A jeśli dzieckiem tym jest Kartezjusz, to tym bardziej sprawa staje się skomplikowana, bo tego osobnika nie zadowolą byle odpowiedzi. Jak wiemy zresztą, Kartezjusz już jako dorosły mężczyzna drążył temat do dna, aż nie uzyskał ostatecznej pewności, aż nie dotarł do prawdy, jasnej, pewnej i niepodważalnej. Dzisiaj też, jak widać, kończy zadawanie pytań, tylko dlatego, że widzi, iż Arystoteles znalazł się już na granicy wytrzymałości psychicznej.

Ale zaraz zaraz, bo znów gdzieś nam się zagubił Arystoteles, jak widać ten filozof ma już taką właściwość. Zatem prawda, którą Arystoteles odkrył brzmiała: istnieje przyczyna wszystkiego, bóg, który sprawia, że świat jest, że jest harmonijny, że sfery niebieskie się obracają w określonym porządku, i to wszystko jakoś trwa. Skoro świat jest tak harmonijny, a rzeczy zdają się dążyć do doskonałości, to musi istnieć przyczyna, która to sprawia. Tą przyczyną jest Nieporuszony Poruszyciel, do którego wszystko dąży. Co ciekawe, na co zresztą wskazuje przewrotna nazwa, Poruszyciel się nie porusza, po prostu jest, i – jeśli można sobie pozwolić na metaforę z dziedziny nauk fizycznych – przyciąga świat do siebie, tak po prostu. Nie jest zatem stworzycielem świata, w rozumieniu stworzenia jako kreacji z niczego, po prostu jest w centrum, jest doskonałością, intelektem, jest dobrem do którego wszystko zmierza.

No dobrze ale tak praktycznie co robi taki Poruszyciel? Ano nic, siedzi i myśli, jak stwierdza Arystoteles w Metafizyce ”Intelekt ten ma za przedmiot myślenia sam siebie, gdyż jest on czymś najwspanialszym, czyli że jego myśl jest myślą myśli” Arystoteles Matafizyka, Księga Lambda, 9. Sposób istnienia boskiego Rozumu

niedziela, 18 października 2009

I Ramka Kartezjusz stoi przy stole na stole siedzi kot. Kot jest związany sznurkiem tak, żeby nie mógł się poruszać. W kadrze widać fragment królewskiej korony. Kartezjusz wkłada kotowi patyk do ucha. Kot się krzywi. Kartezjusz: No i właśnie jak widzimy to zwierzę działa zupełnie jak mechanizm. Wasza Królewska Mość, Proszę spojrzeć tylko jak reaguje na ruch tego patyczka. Kot myśli: Żebym ja ci tego patyczka nie włożył...  II Ramka Kartezjusz wkłada kotowi patyczek do oka... Kartezjusz: Rozmaite badania dowodzą, że zwierzęta są jak pospolite maszyny i niebawem opiszemy dokładne zasady ich funkcjonowania... Kot myśli: Akurat! Sam jesteś maszyną, mały człowieczku...  III Ramka Na stole widać rozprutego kota. Na stole leżą sprężyny i inne śrubki.  Zza kadru słychać głos: Ależ Rene! Kartezjusz z zakłopotaniem: A nie mówiłem?

Wystąpili: René Kartezjusz Descartes, Kot Salomon, Jej wysokość Królowa Szwecji Krystyna


Dzisiejszy pasek porusza co najmniej dwa trudne (i wielowątkowe) zagadnienia. Ale najpierw słowo wyjaśnienia na temat szwedzkiej korony w pierwszym kadrze. Otóż Kartezjusz pod koniec swego życia (wtedy jeszcze nie wiedział że to będzie koniec), przyjął zaproszenie od królowej Krystyny i przeniósł się do Szwecji, aby tam pomagać w zakładaniu królewskiej akademii nauk jak również dbać o wykształcenie Jej Królewskiej Mości. Niestety zimny klimat północnego kraju nie służył filozofowi. Kartezjusz po roku zmarł. Tak to czasami wielka myśl przegrywa w zetknięciu z okrutną naturą. Tutaj również niebagatelne znaczenie miała być może godzina wyznaczonej lekcji. Nauka miała się odbywać o 5 rano, na życzenie królowej, a Kartezjusz jak już pisaliśmy wolał pospać.

Wróćmy jednak do tematu przewodniego. Zacznijmy od pierwszego, wydawałoby się łatwiejszego problemu, mianowicie zastanówmy się, co to znaczy być organizmem żywym, co różni organizmy żywe od martwych tworów natury? Gdzie przebiega granica pomiędzy organizmem żyjący a maszyną?

Ciekawe jest to, że filozofowie lub ogólniej rzez ujmując myśliciele żyjący w czasach Kartezjusza dali się uwieść wizji, że organizm funkcjonuje tak jak funkcjonuje maszyna. Opis zasad funkcjonowania zwierząt niewiele by się różnił od opisu zasad działania zegara, z tą tylko różnicą, że byłby wyjątkowo długi. Zresztą w owych czasach jedną z rozrywek arystokracji była obserwacja machin, które do złudzenia przypominały zwierzęta lub ludzi. Poruszały się i z zewnątrz wyglądały zupełnie jak organizmy żywe. Nieuważny obserwator dawał się zwieść, co wzmacniało jeszcze przekonanie mechanistyczne, przekonanie, że prawa mechaniki wystarczą do opisu zasad funkcjonowania organizmu.

Kartezjusza również pociągała ta idea, sam zresztą w „Rozważaniach o metodzie” opisywał zasady funkcjonowania ludzkiego serca jak wielkiej pompy a naczyń krwionośnych jak systemu rur. Oczywiście do pewnego stopnia jest to prawda. Serce to taka pompa a żyły są jak rurociąg. Jeśli jednak przyjmiemy taką mechanistyczną perspektywę, warto, żebyśmy zadali sobie pytanie, czy opis mechanistyczny który stosuje się do jednego elementu organizmu można z łatwością zastosować do innego? A nawet jeśli można opis taki zastosować do kilku elementów to tym samym czy można ten sposób opisywania stosować do całego organizmu? I wreszcie pytanie najważniejsze, czy to, że możemy opisać organizm tak jakby był maszyną oznacza, że w istocie jest on maszyną?

Dzisiaj już nikt chyba się nie łudzi, że prawa mechaniki wystarczą do opisu funkcjonowania organizmu. Mimo wszystko problem pozostaje żywy, w szczególności, kiedy spojrzeć na zagadnienie w kontekście problemu sztucznej inteligencji. Człowiek znów tworzy maszyny, które imitują człowieka, które są w stanie zachowywać się jak inni ludzie, szczególnie w świecie wirtualnym. I tu właśnie pojawia się drugie, jeszcze trudniejsze pytanie, mianowicie pytanie o inteligencję. Kiedy zaczyna się myślenie? Czy to, że kot z dzisiejszego paska miał różne myśli pojawiające się w dymkach, oznacza, że myślał? Czy nazwalibyśmy tego kota istotą myślącą, czy raczej powiedzielibyśmy, że kot tylko udawał, że myślał? Tak naprawdę był tylko maszyną, którą Kartezjusz niechcący zepsuł ogarnięty szałem wykładu? Pytania pozostają otwarte. Poszukiwanie odpowiedzi trwa.

niedziela, 13 września 2009

I Ramka Kartezjusz i Hume spacerują po parku. Hume: ...i to są tylko takie idee.  II Ramka Kartezjusz zerka na but. Kartezjusz: Merde, wdepnąłem w jakąś dziwną substancję..  III Ramka Hume zdegustowany: Rene! Przecież właśnie ci tłumaczę, że nie ma czegoś takiego jak substancja.

Wystąpili: Rene Kartezjusz Descartes, David Hume


*)Filozofów można, w dużym uproszczeniu oczywiście, podzielić na dwie grupy. Tych którzy konstruują i tych, którzy dekonstruują wszystko co zostało stworzone w pocie czoła przez tych pierwszych. Można tych dekonstruktorów nazwać krytykami, sceptykami a w niektórych przypadkach nawet cynikami. Jak taki filozof dekonstruktor upatrzy sobie jakąś teorię, pojęcie, zdanie, to nie odpuści, aż nie wykaże, że teoria ta, zdanie lub pojęcie nie ma zupełnie sensu albo co najwyżej sens ten, jest czymś mocno umownym.

Jednym z takich filozofów krytyków był bez wątpienia Hume, który wprost uwielbiał negować wszystko co inni filozofowie uważali za oczywiste. Jak widzieliśmy w poprzednim odcinku Hume zanegował sensowność pojęcia „ja”. Nie ma czegoś takiego jak „ja”, argumentował, tym, co obserwujemy jest jedynie bieg myśli, wrażenia, przeżyć. Jednak Hume nie poprzestał na tym, posunął się o wiele dalej. Zanegował istnienie świata i substancji. Co oczywiście na pierwszy rzut oka brzmi bezsensownie, dlatego trzeba się sprawie przyjrzeć bliżej. Zacznijmy od świata.

Jednym z podstawowych twierdzeń filozofii była myśl, że istnieje świat obiektywny, to znaczy taki, który jest niezależny od tego co my o nim mówimy lub myślimy. Zresztą pojęcie obiektywnego świata jest bardzo przydatne, spróbujmy zobaczyć to na przykładzie. Wyobraźmy sobie pokój w którym pracują dwie osoby. Jedna osoba twierdzi, że jest jej za ciepło, druga, przeciwnie, że jest jej za zimno. Jedna chce otworzyć okno, druga podkręcić kaloryfer. Ktoś kto miałby rozstrzygnąć spór między tymi osobami, pewnie wyjąłby termometr i sprawdził jaka faktycznie (obiektywnie!) jest temperatura w pomieszczeniu. Oczywiście zakładamy, że termometr posiada wszelkie możliwe atesty, kalibracje, badania dopuszczające urządzenie do użytku itd. etc. Osoba, która tak postępuje, zakłada, że istnieje niezależna od twierdzeń skłóconych pracowników prawda na temat temperatury w pomieszczeniu. Stara się im pokazać, że oni mają jakieś swoje wrażenia a świat dookoła nich – w tym wypadku temperatura jest taka jak wskazuje termometr.

Dobrze, to już z grubsza wiemy na czym polega koncepcja obiektywnie istniejącego świata, ale jak to się ma do substancji. Otóż substancja wedle niektórych filozofów, jest budulcem takiego świata. Substancja to jest to z czego się ten świat składa. Parafrazując zwięzłą definicję Arystotelesa, substancja to coś, o czym można powiedzieć, że jest jakieś. Żeby sprawę jeszcze bardziej uprościć, możemy powiedzieć na nasze potrzeby, że substancja to tyle co materia. Materia przybiera różne formy, kształty, z materii zbudowany jest cały świat, drzewo, robak, chusteczka do nosa, nożyczki. O materii czasem zatem mówimy, że jest zielona, jak przybiera formę drzewa, czasem, że jest szara, jak przybiera formę nożyczek.

I właśnie w tym miejscu Hume oponuje i mówi: tym co postrzegamy nie są żadne materialne przedmioty a już na pewno nie żadna substancja ale jedynie pewne idee, czyli wrażenia i obrazy. Owszem na co dzień mówimy o przedmiotach, w różnych kształtach, nie ma jednak powodu, żeby zakładać, że jest jakiś wspólny budulec, jakaś jedna substancja, która jest ich podstawą. Nie możemy twierdzić więcej niż pozwalają nam na to obserwacje, a w tych obcujemy wyłącznie z ideami.

niedziela, 16 sierpnia 2009

I Ramka Sokrates: Tak na przykład jeśli chcesz, o okrągłości powiedziałbym, że jest pewnym kształtem, a nie tak po prostu, że to jest kształt.  II Ramka Do Sokratesa podbiega piesek i obwąchuje jego stopę. Sokrates: A dlatego tak właśnie bym powiedział, że istnieją inne kształty.  III Ramka Ramka ma kształt koła tak samo Sokrates i zdziwiony piesek. Dymek ponad ramką, w tym samym kształcie. Sokrates: Nieprawdaż?

Cytat: Platon, Menon 73E;

Wystąpili: Sokrates i pies imieniem Diogenes;


*)Wyobraźcie sobie na przykład, że świat składa się tylko z kolistych kształtów a nam się tylko wydaje, że widzimy prostokąty, trójkąty i wszelkie inne kształty włączając w to chociażby opływowy kształt. Mogłoby się tak dziać na przykład za sprawą przedziwnego pryzmatu który umieszczony w naszym oku, sprawia, że koliste kształty widzimy raz jako kwadraty, raz jako prostokąty a innym znów razem jako kształty koliste (w tym miejscu, ktoś nadmiernie szczegółowy, mógłby oczywiście czepiać się koncepcji pryzmatu, czy to z pozycji, fizykalnej, twierdząc że żaden materiał, w kulistym dodatkowo kształcie, nie może załamywać światła tak, żeby układać je w losowe inne kształty, czy z pozycji logiczno psychologicznej, twierdząc, że przecież istniałyby jakieś inne kształty, skoro pryzmat mógłby w nie właśnie układać promienie świetlne ale, szczególnie w świetle tego, co się mówi poniżej, uwaga taka byłaby zwyczajnie niepotrzebna).

Wyobraźmy sobie, ze dwa pierwsze obrazki, to świat jakim widzi go Sokrates, a ostatni obrazek to świat prawdziwy. Zastanówmy się, czy w takim oszukanym świecie rozumowanie Sokratesa miałoby sens? (podział świata na prawdziwy i oszukany to skądinąd ulubione zajęcie Sokratesa platońskiego, czyli występującego w platońskich dialogach a przedstawiający poglądy raczej Platona niż Sokratesa. Swoją drogą podział taki z czasem filozofom naprawdę wszedł w krew i czyniony był bezwiednie i kompulsywnie ale może o tym przy innej okazji...)

Czy przez to, że świat jest oszukany i Sokrates nie widzi tego prawdziwego kolistego świata z obrazka nr 3, jego rozumowanie przez to staj się niepoprawne... Żeby przemyśleć sprawę dokładnie, zastanówmy się czy kolistość na obrazku numer trzy, a więc kolistość totalna, ta której Sokrates tak naprawdę nie widzi jest tą samą kolistością, którą spotyka Sokrates na co dzień? Czy ta kolistość totalna jest kolistością Ateńskiego koła u wozu? (Choćby to było i piąte koło) A jeśli przyjmiemy, że to dwie różne kolistości to przecież Sokrates miałby rację mówiąc, że istnieją różne kształty koliste i niekoliste.

Mili Państwo, ta da da dam, tym sposobem stworzyliśmy Meta-język. Bo jeśli przyjmiemy, ze są dwie kolistości, dwa niezależne światy(świat obrazka 1 i 2 i zupełnie inny świat obrazka 3), które nie mają nic ze sobą wspólnego, to nasz problem pierwotny przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. I Sokrates może najspokojniej w świecie wywalić swój kolisty jęzor i zgrać na kolistym nosie.