Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook

Metodologia czyli jak filozofować

niedziela, 19 stycznia 2014

English version

I Ramka Arystoteles i Platon przy ekspresie do kawy. Platon: ...A JAK TAM TWOJA PRACA? Arystoteles nieco wkurzony: DAJ SPOKÓJ, NAWET NIE PYTAJ  II Ramka Platon z Arystotelesem idą z filiżankami kawy mija ich Sokrates Sokrates: ARYSTOTELESIE KIEDY SKOŃCZYSZ PISAĆ PRACĘ... Arystoteles wypuszcza filiżankę z rąk: ODCZEPCIE WY SIĘ WRESZCIE ODE MNIE!   III Ramka Arystoteles przy biurku pomiędzy dwiema stertami papierów, jedna bardzo wysoka sterta jest podpisana „artykuły” druga „Metafizyka” Arystoteles pisze i mamrocze pod nosem: KIEDY SKOŃCZYSZ, KIEDY SKOŃCZYSZ?  JAK JA MAM SKOŃCZYĆ, DO CIEMNEGO HADESU, KIEDY MUSZĘ CIĄGLE ZBIERAĆ TE PUNKTY...


*)Wszyscy zbierają jakieś punkty. Z różnych powodów: a to na stacji benzynowej zostaną obdarowani jakąś kartą klienta, a to w kawiarni, ktoś im wciśnie do reki kartonik z miejscami na stempelki, a to w sklepie pani zachęci do przyjęcia takiej karty, która upoważnia do zbierania punktów, które dają duże korzyści. A jak już się tą kartę ma, to się zbiera, bo szkoda, żeby się taka karta zmarnowała.

Jednak zbieranie punktów nie dotyczy wyłącznie sytuacji codziennych i przyziemnych. Zbieranie punktów wkroczyło (i to już jakiś czas temu) na salony. Zbiera się zatem punkty na uczelniach, głównie za publikacje. Im więcej się punktów uzbiera, tym lepiej dla uczelni, bo im więcej uczelnia ma punktów tym większe ma szanse na uzyskanie funduszy. Oczywiście sprawę znamy bardzo pobieżnie, bo nie przeczytaliśmy ani ministerialnych rozporządzeń regulujących te kwestie, ani nawet nie przebrnęliśmy przez listę czasopism punktowanych; ale w całej sprawie jest coś urzekającego a jednocześnie przerażającego, dlatego o niej dzisiaj napomykamy.

Wyobraźcie sobie, Drodzy Czytelnicy, że istnieje jakaś tajemna lista czasopism punktowanych, publikowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W innych krajach system funkcjonuje podobnie. Jeśli naukowiec chce liczyć się w swoim naukowym mikro-świecie, to musi publikować w czasopismach z ogłoszonej listy. Bywa, że uczelnia uzależnia awans naukowy od zebrania przez pracownika odpowiedniej liczby punktów. Tak to z grubsza działa i budzić może pewne wątpliwości. Zresztą już pojawia się coraz więcej głosów krytycznych wobec takiego stanu rzeczy. A wątpliwości może być mnóstwo: Czy istnienie takiego systemu nie sprawia, że naukowcy zaczynają pisać „pod czasopisma”? Jakie są relacje pomiędzy pracownikami naukowymi a redakcjami czasopism? Czy niektórym jest łatwiej opublikować a innym trudniej?Pytań jest tutaj całe mnóstwo.

A na koniec zostawiamy pytania z naszego punktu widzenia najważniejsze: czy taki system dobrze wpływa na rozwój filozofii? Czy gdyby Arystoteles żył dzisiaj to napisałby dzieło na miarę metafizyki, czy raczej siedziałby za biurkiem i kolekcjonował punkty?

niedziela, 05 stycznia 2014

English version

I Ramka Platon, Arystoteles, Kriton Platon: Z PRZYKROŚCIĄ MUSZĘ WAS POINFORMOWAĆ, ŻE WŁADZE ZDECYDOWAŁY O ZAMKNIĘCIU AKADEMII. Kriton  I CO TERAZ?  II Ramka Z oddali nadchodzi Diogenes Platon: I GDZIE MY SIĘ TERAZ PODZIEJEMY? Arystoteles: TO KONIEC FILOZOFII!   III Ramka Diogenes pocieszając:  CHŁOPAKI, JA FILOZOFUJĘ CODZIENNIE PO ŚNIADANIU, WPADAJCIE DO MNIE, DO MOJEJ BECZKI.


*)Ostatnio rozgorzała dyskusja odnośnie zamykania czy może lepiej byłoby powiedzieć wygaszania działalności Wydziału Filozofii w Białymstoku. Jeśli ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy nie wie o co chodzi, to wstępny opis sprawy całej znajdzie tutaj, a tu list protestacyjny przeciwko decyzji o zamknięciu kierunku, tutaj krytyczna odpowiedź zwolennikom utrzymania nierentownego kierunku, opisująca całą sprawę z punktu widzenia profesorskiego. Co zresztą ciekawe, autor wskazuje, że z filozofią w Białymstoku nie jest aż tak źle, bo wiele się dzieje poza likwidowanym wydziałem filozofii. Jest jeszcze petycja studentów, którzy walczą o utrzymanie kierunku, powołując się na swój dorobek, nie tak złą sytuacją filozofów na rynku pracy oraz fakt, że wiele uczelni utrzymuje filozofię, mimo że ta (podobnie jak inne nie-praktyczne kierunki) generuje koszty.

Jak to zwykle bywa w sieci pojawiają się liczne komentarze. Ciekawy może się wydać komentarz etyka-praktyka który proponuje powalczyć o etykę i filozofię w szkołach zamiast walczyć o utrzymanie filozofii na studiach w Białymstoku. I pewnie ma po trosze rację, bo jeśli policzyć liczbę etatów, to odpowiedź jest jasna, w której sprawie warto by było zrobić szum medialny i co by filozofom wyszło na lepsze. Zresztą niewykluczone, że młodzieży i dzieciom kontakt z filozofią i etyką, też by raczej wyszedł na dobre a nie na złe. Uff... trochę materiału do przestudiowania jest, a to i tak nie wszystkie wypowiedzi na ten temat,

Ale czy przeczytawszy te wszystkie artykuły i argumenty mamy jasność w sprawie zamknięcia/zamykania wydziału/ów filozofii? Jedni powołują się na brutalne prawa rynku, inni na niezależność i prestiż uniwersytetów. Jedni piszą o braku zainteresowania filozofią, inni, z kolei podnoszą argument, że to przecież kierunek elitarny, więc i liczba studentów nie może być wysoka. Czy nie przydałby się nam dzisiaj jakiś Sokrates, który pomógłby nam rozwiązać spór, a przynajmniej wykazałby wszystkie braki w argumentacji? Tym samym liczba argumentów do przeanalizowania by się zmniejszyła i może wtedy podjęlibyśmy trafną decyzję, podpisania petycji za lub przeciw utrzymaniu filozofii. Ale czy przypadkiem nasza tęsknota za Sokratesem nie świadczy o tym, że filozofia jest jednak potrzebna? Czy nie jest to kolejny argument na rzecz tego, żeby nie zamykać wydziału w Białymstoku ani żadnego innego wydziału filozoficznego? Tutaj pewnie nasz Sokrates zakrzyknąłby „Na Zeusa,. Wyjaśnij mi to, bo chyba czegoś nie zrozumiałem. Czy mówiąc „filozofia” masz na pewno na myśli „filozofię akademicką?” I co tu takiemu Sokratesowi odpowiedzieć?

 

niedziela, 24 listopada 2013

English version

201 – Freud vs Popper I Ramka Na pierwszym kadrze z oddali widać ring Konferansjer: TO BĘDZIE WALKA STULECIA. DZISIAJ STOCZĄ MORDERCZY BÓJ  NIEZWYCIĘŻONY ZYGMUNT VEL TANATOS I KARL MIAŻDŻĄCA PIĘŚĆ  II Ramka Popper wymierza jeden cios Zygmuntowi  III Ramka Zygmunt leży na dechach/albo widać jak pada na plecy, tylko musi mieć taki wyraz żeby było wiadomo, że już nie wstanie

Wystąpili: Zygmunt Freud, Karol Popper, René  (Kartezjusz) Descartes jako sędzia, Konferansjer


*)Jakiś czas temu zestawiliśmy poglądy Freuda i Sokratesa na naturę człowieka. Zastanawialiśmy się, która z tych dwóch wizji bardziej do nas przemawia. Dzisiaj sprawa staje się poważna, bo nie stawiamy pytania o to, co nam bardziej odpowiada, ale stawiamy pytanie o naukowość psychoanalizy. Właściwie to nie my zadajemy to pytanie, ale postawił je Karl Popper w latach 40-tych XX wieku. Filozof w trakcie wielkiej debaty filozofów nauki, dotyczącej tego jak odróżnić naukę od pseudonauki, zaproponował dość prosty test,na sprawdzenie, czy dana teoria jest teorią naukową. Według Poppera, teoria jest naukowa tylko wtedy, jeśli istnieje możliwość sfalsyfikowania jej, czyli jeśli można wyobrazić sobie taki eksperyment, który by tę teorię obalał.

A teraz przykład teorii falsyfikowalnej: weźmy teorię Newtona, zgodnie z którą przyśpieszenie ziemskie to 9,80665 m/s2 Znając wartość przyśpieszenia i posiadając pewne informacje o danym obiekcie, jesteśmy w stanie policzyć z jaką prędkością ten obiekt uderzy w ziemię, w jakim czasie spadnie etc. Jednak istnieje taka logiczna możliwość, że przy okazji kolejnego eksperymentu nasze wyliczenia okażą się błędne, obiekt spadnie z inną prędkością, w innym czasie i przewidywanie nie będzie odpowiadało obserwacji. Gdyby takie zdarzenie miało miejsce, to trzeba by się przyjrzeć teorii Newtona, dokonać poprawek i rewizji.

A teraz przykład teorii niefalsyfikowalnej: jest nią, według Poppera, między innymi psychoanaliza. Z psychoanalizą problem jest taki, że wszystko ją potwierdza, a nic nie jest w stanie jej podważyć. Powiedzmy, że ktoś prosi Zygmunta o interpretację snu. Sen jest prosty: siedzę w fotelu i palę cygaro. „Prościzna. Cygaro, od razu wiadomo o co chodzi. – zakrzyknie Zygmunt – Prawdopodobnie od dawna tłumisz popęd libido i w związku z tym ujawnia się ono we śnie w ten symboliczny sposób”. Jeśli osoba odpowie, „To prawda, panie doktorze ma pan rację, że też wcześniej na to nie wpadłem”, mamy potwierdzenie psychoanalizy.

Jeśli jednak osoba odpowie „ Wydaje mi się, że raczej przyczyny trzeba szukać w tym, że niedawno rzuciłem palenie.” Wówczas Zygmunt orzeknie ”Bzdura, bo po pierwsze sam akt palenia był symbolicznym sposobem na zaspokojenie Twojego libido. A, że nie palisz już na jawie, to zacząłeś palić we śnie. Po prostu myśl o tym, że rządzą Tobą popędy cię przeraża, dlatego próbujesz wyprzeć ją ze swojej świadomości i nie zgadzasz się na moją interpretację. Twoje rozrośnięte superego nie pozwala Ci przyznać, że popęd libido, jest ważną częścią Twojego życia.” Im bardziej osoba będzie się upierać, że sen nie ma nic wspólnego z popędem libido, tym bardziej będzie się pogrążać i potwierdzać tezę o wyparciu i tezę o tym, że realizuje popęd libido w symboliczny sposób. To jest właśnie problem psychoanalizy, że zawsze ma w odwodzie „wyparcie”, „zaprzeczenie” zaś majstersztykiem jest „nieświadomość”, w której można zmieścić dowolnie wiele treści i z jej pomocą wyjaśnić dowolne zjawisko psychiczne.

poniedziałek, 14 października 2013

English version

I Ramka Na tle partyjnego tła (małe literki KNZM) Nietzsche, Hume i Karol. Mówi Nietzsche	 Nietzsche: W  TRAKCIE POSIEDZENIA KOMISJI DS. NAJWAŻNIEJSZYCH ZAGADNIEŃ METAFIZYCZNYCH, NIEZBICIE DOWIEDLIŚMY, ŻE SUBSTANCJA TO COŚ NA KSZTAŁT BUDYNIU... MALINOWEGO... Głos z sali: ALE CZY PANOWIE MACIE JAKIEKOLWIEK DOŚWIADCZENIE W ROZWAŻANIACH  METAFIZYCZNYCH?   II Ramka David: ODKĄD PAMIĘTAM U MNIE W RODZINNEJ BIBLIOTECE STAŁA NA PÓŁCE „METAFIZYKA„ ARYSTOTELESA.  Nietzsche patrzy gdzieś w bok  III Ramka Karol z miną niewyraźną Karol: JEŚLI O MNIE CHODZI, TO... JA WŁAŚCIWIE BRZYDZĘ SIĘ METAFIZYKĄ... Nietzsche ciągle patrzy gdzieś w bok.

Wystąpili: David Hume, Karol Marks, Fryderyk Nietzsche


*)Ekspert, to według słownika języka polskiego osoba uznawana za autorytet w jakiejś dziedzinie lub specjalista powołany do wydania orzeczenia w sprawach spornych. Ze sprawami spornymi mamy często do czynienia w sądzie i wówczas sędzia zamawia opinię u ekspertów i na jej podstawie wydaje osąd, zasądza karę, uznaje kogoś niewinnym. Ale skąd sędzia wie, kto jest, a kto nie jest ekspertem w danej dziedzinie? Jak sędzia może to rozstrzygnąć, skoro sam nie ma zbyt rozległej wiedzy w danej dziedzinie?

Sędzia może, przyjąć za dobrą monetę pierwszą z przytoczonych definicji i powołać biegłego, który „jest uznany za autorytet w danej dziedzinie”. I to pewnie by sprawę rozwiązywało, gdyby nie fakt, że osób powszechnie uznanych za autorytet w jakiejś dziedzinie jest dość mało i nie nadążyli by oni z wydawaniem opinii, gdyby byli powoływani przez każdego sędziego, w każdej toczącej się sprawie. Drugi problem to ten, że nie wiadomo kim właściwie są Ci, którzy uznają eksperta za eksperta. Kto to ma być? Większość? Wszyscy? A może... inni eksperci z danej dziedziny? Jednym słowem, jeśli chodzi o uznanie eksperckości ekspertów jesteśmy w kropce. Nie ma innego wyjścia jak tylko cokolwiek zorientować się w temacie, przynajmniej na tyle, żeby móc ocenić czy dany ekspert jest godzien zaufania.

niedziela, 16 czerwca 2013

English version

I Ramka Sokrates w filozoficznym sejmie zadaje pytania zgromadzonym Sokrates: GŁOSUJEMY NAD PYTANIEM 1723, KTÓRE BRZMI: CZY MATERIA ISTNIEJE?  ROZSTRZYGNĘLIŚMY, 11 OSÓB NA TAK, 10 NA NIE, 5 WSTRZYMAŁO SIĘ OD GŁOSU.  II Ramka Napis: PIĘĆ DNI PÓŹNIEJ Sokrates: O ZAWIERUSZYŁA SIĘ TU JAKAŚ KARTKA.  III Ramka Sokrates z miną mocno niewyraźną: GŁOSUJEMY NAD PYTANIEM  PIERWSZYM, KTÓRE BRZMI: CZY WIELKIE PROBLEMY FILOZOFICZNE MOŻNA ROZSTRZYGAĆ PRZEZ GŁOSOWANIE?

Wystąpili: Sokrates


*)Czy taki, jak opisany dzisiaj sposób rozstrzygania sporów filozoficznych byłby możliwy? Wydaje się, że tak. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zebrać w jednej sali grupę zacnych filozofów i poprosić ich o ostateczne ustalenie w drodze głosowania jak to właściwie jest z materią, duchem, zdarzeniami niemożliwymi i całym szeregiem innych zagadnień. Można by też podrzucić kilka zagadek logicznych, kilka problemów etycznych poczekać na wynik i po kłopocie. Wreszcie mielibyśmy jasność. Może nie byłyby to nawet rozstrzygnięcia prawdziwe, ale wiedząc, jak wiele jest definicji prawdy, moglibyśmy machnąć na nią ręką i uznać, że zadowala nas konsens. Mielibyśmy więc zgodność poglądów, jakieś rozstrzygnięcia.

Jednak pomyślenie sobie takiej sytuacji, rozstrzygania trudnych kwestii przez głosowanie budzi prawdopodobnie w Was, Drodzy Czytelnicy, jakiś opór. Coś tu nie gra. Przecież takie rozstrzygnięcia byłyby arbitralne. A my nie lubimy arbitralności. Żyjąc w paradygmacie naukowym, oczekujemy dowodów. Chcemy wiedzieć, że ten właśnie krem ma 97% skuteczności. Lubimy kiedy nam się mówi, że dany specyfik poprawia kondycję (włosa, cery, paznokcia, napięcia skóry lub kondycję fizyczną) w 93% przypadków. Nie czytamy co prawda informacji , do której odnosi gwiazdka, że badania były prowadzone na grupie 20 osób. No może nie do końca wiemy jak to zaplecze naukowe wygląda, ale wiedza, że działanie danej substancji zostało poparte badaniami naukowymi dodaje nam otuchy i potwierdza sensowność poniesionej inwestycji. Nie lubimy zatem arbitralności, wolimy dowody.

A jednak podejrzliwy czytelnik zaduma się w tym miejscu i zada następujące pytanie: jak wygląda dowód na to, że dowód jest najlepszym sposobem zdobywania wiedzy? Czy przypadkiem nie odbyło się gdzieś, kiedyś, w jakimś szacownym gronie głosowanie nad tym, że od tej pory dla każdego twierdzenia będziemy wymagać dowodu. Czy takie pomniejsze głosowania nie odbywają się codziennie w redakcjach czasopism naukowych, które decydują o publikacji artykułu, komisjach rekrutacyjnych, które decydują o przyjęciu kandydata do grona naukowców? Tutaj też jest przecież arbitralność. A jeśli tak, to czy różni się ona czymś od zwykłego głosowania nad każdym pojedynczym zagadnieniem?

niedziela, 06 stycznia 2013

English version

I Ramka Hegel niesie balonik, bardzo z siebie zadowolony. Spotyka Marksa.. Marks: CO TO JEST? Hegel: FILOZOFIA  II Ramka Marks trzyma w dłoni całkiem pokaźną igłę Hegel:  A TO? CO TO JEST?   III Ramka Marks: PRAWO PODAŻY I POPYTU!

Wystąpili: Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Karol Marks


*)Jakiś czas temu miała miejsce debata na temat sensowności istnienia niektórych kierunków studiów. Krytyka nie była bezpośrednio skierowana w wydziały filozofii, niemniej ciężkie ciosy spadły na wszystkie, tak zwane, kierunki „humanistyczne” (do których zapewne przez użytkowników tego pojęcia zaliczona zostałaby również filozofia). Kierunki „humanistyczne” w debacie tej zostały przeciwstawione kierunkom „technicznym” i uznano, że tylko studiowanie tych ostatnich ma jakikolwiek sens. Jak na razie zresztą studenci nie unikają studiowania tych pierwszych - ku rozpaczy ekspertów. Niewykluczone jednak, że prawa rynku, liczne artykuły i analizy ekonomiczne sprawią, że trend ten się odmieni i kierunki „humanistyczne” opustoszeją i zostaną zamknięte na cztery spusty.

Czy taki rozwój wypadków stanowi zagrożenie dla filozofii? Czy spadek popytu na filozofię uniwersytecką może przyczynić się do jej całkowitej klęski? Czy możemy wyobrazić sobie świat, w którym nie ma ani jednego wydziału filozofii z braku chętnych? Pewnie tak. Czy jednak w świecie takim nie mogłaby się z powodzeniem rozwijać filozofia? Pewnie mogłaby, bez najmniejszych przeszkód. Nie można wykluczyć przecież, że taka drastyczna odmiana, polegająca na likwidacji wydziałów filozoficznych, wyszłaby samej filozofii na dobre. Może dotychczasowe zinstytucjonalizowanie, które wydaje się nam rzeczą oczywistą, tak naprawdę hamuje jej rozwój. My w każdym razie o filozofię się nie obawiamy zupełnie i sądzimy, że da ona sobie radę czy to w murach uniwersytetów czy poza nimi.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Sartre i Nietzsche w samo południe na głównym placu, oj będzie się działo Sartre:  FRYDERYKU PRZECIEŻ TO MIAŁ BYĆ POJEDYNEK INTELEKTUALNY. Fryderyk: MOŻESZ MNIE POCAŁOWAĆ W MOJĄ WOLĘ MOCY!

Wystąpili: Jean Paul Sartre, Fryderyk Nietrsche


 *)Pewnie niektórzy słysząc hasło „pojedynek filozoficzny” wyobrażają sobie siedzące naprzeciw siebie gadające głowy, które budując niesłychanie długie zdania, monotonnym, jednostajnym głosem mówią coś na bliżej nieokreślony temat. A tymczasem wyobrażenie to, to tylko część prawdy o filozofach. Jasne, że zdarzają się wśród nich tacy, którzy, ze względu na swój temperament, wolą oddawać się rozmyślaniom w zaciszu gabinetów, stroniąc od ludzi i rwetesu. Ale są i tacy, którzy czują się jak ryba w wodzie w gwarnych kawiarniach, na rynku czy na tłumnym wiecu.

 

Dlatego dzisiaj zapraszamy Was, Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, do zastanowienia się jak mogłyby wyglądać pojedynki filozoficzne. A jak skończył się ten pomiędzy Fryderykiem a Janem Pawłem? Na to pytanie już każdy sam musi udzielić odpowiedzi.

niedziela, 10 czerwca 2012

English version

I Ramka Russel siedzi nad ogromnym workiem grochu i przerzuca groszki do trzech wielkich słoików stojących na stoliku... Russel: MY, FILOZOFOWIE ANALITYCZNI, LUBIMY MIEĆ WSZYSTKO UPORZĄDKOWANE I PODZIELONE NA KATEGORIE...  II Ramka Na stoliku kartka „Zaraz wracam” Hegel: HMM...CO ZA BAŁAGAN! TRZEBA TO WSZYSTKO DOKŁADNIE WYMIESZAĆ, ŻEBY UZYSKAĆ PRAWDZIWĄ SYNTEZĘ...  III Ramka Worek jest pełen ziarenek a słoiki zupełnie puste... Russel siedzi przy stoliku:  MY, FILOZOFOWIE ANALITYCZNI, CIĄGLE MUSIMY ZACZYNAĆ OD NOWA...

Wystąpili: Bertrand Russell, Georg Wilhelm Friedrich Hegel


*)Jeśli można mówić o zwalczających się obozach czy frakcjach w historii filozofii to na pewno koronnym przykładem mogą tutaj być dwa obozy: analityczny i nieanalityczny. Przy czym to obóz analityków przeprowadzał ataki na nieanalityków. Analitycy zarzucali nieanalitykom bałaganiarstwo w myśleniu, zbyt pochopne wyciąganie wniosków, ogólnie rzecz biorąc brak wiarygodnej metody rozumowania. Ci ostatni zresztą chyba nie za bardzo się tymi atakami przejmowali.

O co chodziło analitykom? Otóż zmęczyły ich niekończące się filozoficzne spory o naturę bytu, istnienia, boga i ten ogólny bałagan w filozofii... Analitycy uznali, że aby zakończyć te bezpłodne spory raz na zawsze trzeba z wielką dbałością poddać analizie używane przez filozofów terminy. Zabrali się zatem analitycy do dzieła, a im więcej analizowali tym bardziej okazywało się, że uporanie się z zagadnieniami filozoficznymi nie będzie aż tak proste jak im się początkowo wydawało.

Na skutek tego zamieszania w samym obozie analitycznym powstały podobozy. Jeden z nich zajmował się analizą języka naturalnego (do tego obozu należą Wittgenstein Stary, znany z „O pewności...” czy Austin),. W drugim obozie koncentrowano się na rekonstruowaniu problemów w języku formalno-logicznym z nadzieją, że taka rekonstrukcja przybliży filozofów do rozwikłania odwiecznych zagadek (w tym obozie doświadczeń nabywał Wittgenstein Młody ten znany z „Traktatu...”, ale mamy tutaj też polskich przedstawicieli jak Ajdukiewicz, Tarski czy Kotarbiński).

Czy analitykom udało się filozofię naprawić. I tak i nie. Tak, bo udało im się co nieco wyjaśnić a co może ważniejsze zwrócić uwagę filozofów, ale też naukowców na wagę metodologii, logiczności rozumowania. Zawdzięczamy im wprowadzenie do refleksji filozoficznej dokładnych i wyrafinowanych narzędzi analitycznych i formalno-logicznych. Nie udało się filozofii analitykom naprawić, ponieważ ich refleksja za bardzo skupiła i ograniczyła się do tych narzędzi i w konsekwencji bogactwo tradycyjnych problemów filozoficznych okroiła do tych, które dały się łatwo wpasować w nowy aparat pojęciowy.

niedziela, 11 grudnia 2011

English version

Ramka 1 Arystoteles przemawia,  jeśli poza dymkiem zmieści się jakieś tło (byłoby super) to możemy widzieć go na tle śpiącej widowni widowni (np.: w formie czarnych figur pokładających się na fotelach): Arystoteles: GDY ZAŚ IDZIE O POWSTAWANIE I NISZCZENIE BYTÓW, KTÓRE POWSTAJĄ I NISZCZEJĄ W PRZYRODZIE W SPOSÓB POD KAŻDYM WZGLĘDEM PODOBNY, NALEŻY WYJAŚNIĆ ICH PRZYCZYNY I POJĘCIA, PONADTO ZAŚ, GDY IDZIE O POWIĘKSZENIE SIĘ I PRZEMIANĘ, NALEŻY WYJAŚNIĆ CZYM JEST JEDNO I DRUGIE I NALEŻY UZNAĆ, ŻE ISTOTA ZMIANY I POWSTAWIANIA JEST TA SAMA CZY TEŻ ODMIENNA, TAK JAK MAJĄ ODDZIELNE NAZWY  Ramka 2 Arystoteles stoi z Sokratesem na rynku i rozmawiają. Arystoteles jest trochę zakłopotwny Arystoteles: ...JAK TYLKO ZACZYNAM PRZEMOWĘ, TO OD RAZU WŁAŚCIWIE MAM WRAŻENIE, ŻE ONI NAWET NIE PRÓBUJĄ SŁUCHAĆ... Sokrates: OPOWIEDZ, JAK TO WYGLĄDA, ZEBYM MÓGŁ LEPIEJ ZROZUMIEĆ...  Ramka 3 Arystoteles mówi, a Sokrates wygląda na co najmniej rozproszonego, rozgląda się, tupie zniecierpliwiony... ZACZYNAM MNIEJ WIĘCEJ TAK:

Wystąpili: Arystoteles, Sokretes

Cytat: Arystoteles, O powstawaniu i ginięciu, Księga I


*)Arystoteles wielkim filozofem był ale czy był równie wielkim mówcą? Niewątpliwie gdybyśmy chcieli wykładać naukę filozofa odczytując któreś z jego dzieł studentom na wykładzie z filozofii, to po kilkunastu minutach takiego wykładu dobiegłoby nas zapewne ciche studenckie chrapanie. I to nie dlatego, że studenci są leniwi czy nie zmotywowani... Po prostu szalenie trudno utrzymać uwagę słuchając tego tekstu.

Ale co byłoby główną przyczyną tej trudności? Czy monotonny głos? Być może. No więc powiedzmy, że czytalibyśmy z należytą ekspresją, zachowując odpowiednią intonację, bawiąc się tempem głosu, gestykulując. Pewnie byłoby łatwiej. Jednak ciągle pozostawałoby coś co by słuchaczom przeszkadzało w zrozumieniu tekstu. Co to takiego?

Zwróćmy uwagę, że cytowany fragment, stanowiący tylko namiastkę arystotelesowskiej zawiłości, jest prowadzony na niesłychanie wysokim poziomie abstrakcji. Autor nie martwiąc się o czytelnika przytłacza go zbitkami bardzo abstrakcyjnych pojęć: mamy tam 'powstawanie' i 'niszczenie' bytów, dodatkowo pojawiają się 'przyczyny' i 'pojęcia' i jak już czytelnik ma dość tych abstrakcji, to autor aplikuje mu jeszcze 'powiększanie się' i 'przemianę'. Oczywiście skazani jesteśmy tylko na tłumaczenie, jednak zakładając, że tłumaczenie mimo pewnych niedoskonałości jest zawsze zbliżone do oryginału przyznać musimy, że Arystoteles w krainie abstrakcji czuje się jak ryba w wodzie. Tymczasem czytelnikowi trudno jest do tego świata wskoczyć ot tak bez przygotowania.

Aby jednak co nieco usprawiedliwić Arystotelesa możemy zadać retoryczne pytanie: czy można by to, co powiedział Arystoteles powiedzieć prościej?

niedziela, 23 października 2011

English version

Ramka 1 Arystoteles bardzo czymś jest podekscytowany  Arystoteles: SOKRATESIE, TO NIEPRAWDOPODOBNE. CHODŹ! POKAŻĘ CI! CZEGOŚ TAKIEGO JESZCZE NIE WIDZIAŁEŚ.  Ramka 2 Sokrates nie podziela zachwytu Arystotelesa Sokrates: I CO W TYM NIEZWYKŁEGO? JEDNOROŻEC PO PROSTU.  Ramka 3 Arystoteles: NIE DZIWI CIĘ TO? W TAKIM RAZIE CO Z CIEBIE ZA FILOZOF? Sokrates: KONIA WIDZIAŁEM, RÓG WIDZIAŁEM...TO DLACZEGO MIAŁBYM SIĘ DZIWIĆ KONIOWI Z ROGIEM?

Wystąpili: Sokrates, Arystoteles, Jednorożec


*)Jakoś tak się zdarzyło, że temat zdziwienia trzyma się nas od ostatniego wpisu. Tam, powiedzieliśmy sobie, że filozofia narodziła się ze zdziwienia, z tego, że dotychczasowe pojmowanie świata nie wyjaśnia pewnych zjawisk. Mówiąc potocznie nie ogarniamy czy też za mały mamy rozumek, żeby wyjaśnić to, co się dzieje. Ale równie ciekawe (zadziwiające!) są te sytuacje kiedy się nie dziwimy i o takich sytuacjach będziemy dzisiaj sobie rozmyślać.

Choćby dzisiejsza przygoda Sokratesa, który w ogóle nie zdziwił się, kiedy napotkał mitycznego jednorożca. Wyjaśnienie Sokratesa braku zdziwienia brzmi całkiem sensownie: skoro znam rzecz A oraz znam rzecz B dlaczego miałbym się dziwić połączeniu tych dwóch rzeczy. No dobrze, ktoś mógłby powiedzieć, ale gdyby rzeczą A była woda a rzeczą B był ogień, to co wówczas? Czy połączenie takie nie wzbudziłoby jednak zdziwienia? Wzbudziłoby, odpowiedziałby być może Sokrates, bo zgodnie z moją wiedzą wody z ogniem połączyć się dotąd nie udało ( i szczerze wątpię czy komukolwiek kiedykolwiek się uda). No to dlaczego jednorożec nie dziwi? Ano dlatego, że nie ma żadnych przeszkód w tym, aby istniał koń z rogiem na głowie. Jakoś jest to tak, że koń i róg nie wykluczają się.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że jednorożec (pomijając wszelkie jego mityczne zdolności) to jednak coś trochę innego niż koń z przyczepionym rogiem. To jednak odrobina więcej. Więc dlaczego nie dziwi? I tu właśnie chyba dochodzimy do sedna i musimy się zapytać o to, co takiego jest w ludzkim umyśle, że potrafi nie zadziwić się czymś co widzi po raz pierwszy? Co to za zdolność, która pozwala nam zrozumieć zagadnienia nowe, takie z którymi wcześniej się nie spotkaliśmy i zupełnie nas one nie dziwią?

A z drugiej strony patrząc, dlaczego jednorożec miałby nas dziwić bardziej niż koń? Czyż istnienie konia i każdej innej istoty, każdego innego przedmiotu nie jest równie zadziwiające? Ale to chyba będzie już jakiś inny rodzaj zdziwienia...

 
1 , 2 , 3