Co zawsze chcieli sobie powiedzieć ale nie mogli, bo się nie spotkali. Oto cykliczny komiks filozoficzny, który daje filozofom możliwość przeprowadzenia rozmów na które do tej pory się nie odważyli.
Napisz do autorów
Kolegujemy się
Promujemy się
komiks
Sokrates on Facebook

Metafizyka czyli jaki jest świat, ale tak naprawdę

niedziela, 08 czerwca 2014

English version

I Ramka Heraklitowi rozpuszczają się lody...  II Ramka  Rozpuszcza się wafelek...   III Ramka Rozpuszcza się Heraklit   WYSTĄPILI: HERAKLIT Z EFEZU


*)Dzisiejszy dzień dowodzi tego, jak bardzo filozofia jest bliska życiu codziennemu. Dawno chyba nie mieliśmy odcinka tak zgodnego z pogodą i z prawdą. O tym, że prawda odcinka jest prawdą dzisiejszej aury nie musimy chyba nikogo przekonywać. Ale czy prawda dzisiejszego odcinka jest zgodna po prostu z prawdą? I to niekoniecznie tą przez wielkie „P”.

Można przypuszczać, że tak, skoro słowa Heralkita o tym, że „wszystko płynie” dotarły nawet do świata wielkich korporacji, gdzie sloganem stało się już powiedzenie, że „jedyna stała rzecz w rozwoju organizacji, to zmiana”. Co więcej, kierownicy, dyrektorzy, prezesi uczą się różnych magicznych technik zarządzania zmianą i jest to bardzo poważna dziedzina wiedzy. Szeregowi pracownicy zaś są uczeni, że zmian nie należy się bać, że owszem można na nich stracić, ale jak się ktoś postara, to może coś zyskać...Zaraz zaraz, przecież świat wielkich firm nie może być dla nas jedyną wykładnią prawdy o świecie.

Ale aby prawdę Heraklita potwierdzić wcale nie musimy daleko szukać, wystarczy przyjrzeć się swojemu życiu. Czy nie jest tak, Drodzy Czytelnicy, że życie to zmiana za zmianą? Tę dynamikę zmiany widać szczególnie w dzieciństwie, a jeszcze bardziej wyraźnie widać ją w pierwszych latach życia dziecka. Tutaj każdy miesiąc, tydzień a nawet dzień przynosi rewolucyjne zmiany. Wczoraj nie jest podobne do dziś, bo wczoraj jeszcze nie chodziłem, a dzisiaj już biegam. Wczoraj jeszcze nie mówiłem a dzisiaj już używam dwóch słów. Wczoraj jeszcze nie wiedziałem, co to gorące, a dzisiaj już wiem, a nawet wiem, że gorącego nie lubię.

I tak Autorzy żegnają się dzisiaj z Wami, Drodzy Czytelnicy, w przededniu wielkiej zmiany. A że wielka zmiana będzie dla nas zmianą rewolucyjną, to na jakiś czas będziemy musieli odłożyć, nie bez żalu, filozofy na bok. Wakacje przeznaczymy na filozoficzne wspominki a do Was, Drodzy Czytelnicy, powrócimy wczesną jesienią.



niedziela, 25 maja 2014

English version

I Ramka Marks i Sartre patrzą na coś idącego za którym idzie coś innego. Marks pyta: CO TO JEST?  II Ramka  Zbliżenie na coś idącego i na coś innego.   III Ramka Sartre: NIC, TO TYLKO EGZYSTENCJA WYPRZEDZA ESENCJĘ.  WYSTĄPILI: JAN PAWEŁ SARTRE, KAROL MARKS


*)Dzisiejszy wyścig, to nie pierwsze lepsze zawody To wyścig o to, kim się tak naprawdę jest. To wyścig o to kim się tak naprawdę chce być. To wyścig o to kim się staniesz.

Filozofowie, zaczynając od Platona, jego wielkiego ucznia Arystotelesa i później przez całe średniowiecze, mieli tendencję do tego, żeby postrzegać otaczający świat jako przedmioty dookreślone, statycznie zdefiniowane. I tak stół, był stołem dlatego, że posiadał złożony zbiór cech składających się na jego stołowatość. Pies był psem ze względu na swoją psowatość. Każdy z istniejących przedmiotów czy to dzięki temu, że był odzwierciedleniem idei – jak u Platona, czy to ze względu na to, że przyjmował pewną określoną formę – jak u Arystotelesa, stawał się jakiś.

A człowiek? Podobnie człowiek, tylko ten był człowiekiem, kto posiadał określony zbiór cech. Chociaż z człowiekiem od początku sprawa nie była taka prosta i filozofowie napotkali na szereg aporii. Jak wyjaśnić zmienność charakteru w ciągu całego życia? W jaki sposób łączy się pochodząca ze świata idei dusza z niedoskonałą materią – ciałem?

Wiele setek lat zajęło filozofom pogodzenie się z faktem, że człowieka nie da się zdefiniować w taki statyczny sposób – przypisując mu określony zbiór cech. Pierwszy krok (czy raczej jeden z pierwszych) w tym kierunku uczynił chyba Kartezjusz, który zwrócił uwagę na to, że człowieka charakteryzuje coś co jest zmienne, co jest dynamiczne – myślenie. Kartezjusz sam chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że jego „Myślę, więc jestem” nie tylko będzie dowodem istnienia, ale stanie się też punktem wyjścia do kolejnych przełomów w filozofii. Potem niczym w kalejdoskopie zaczną się pojawiać kolejni myśliciele Hume, Kant, Hegel, którzy będą podkreślali to, co dynamiczne w człowieku, co nieuchwytne w statyczne definicje.

Ten wysiłek wielu myślicieli próbujących uchwycić to, co nieuchwytne w człowieku, w pewnym sensie zostanie podsumowany w stwierdzeniu Jana Pawła Sartre'a, że „Egzystencja poprzedza esencję”. Według tego filozofa człowiek nie rodzi się jakiś, z góry określony, zdefiniowany. Człowiek pojawia się na świecie a potem dopiero się staje, dookreśla. Poprzez swoje wybory, realizując swoją wolę sam siebie definiuje, sam siebie stwarza. Trudno zresztą powiedzieć, żeby ten proces kończył się na jakimś etapie życia: młodości czy dorosłości, proces ten trwa aż po horyzont śmierci. I to właśnie dlatego dzisiejszy wyścig jest taki ważny...

niedziela, 11 maja 2014

English version

I Ramka Sartre i Marks siedzą w pokoju. Zza ścian dobiega: ŁUP, BAM, TUP!  II Ramka   Sartre:  CO SIĘ TAM DZIEJE? Marks: JANIE PAWLE, SPOKOJNIE....   III Ramka Marks: TO TYLKO BYT OKREŚLA ŚWIADOMOŚĆ  WYSTĄPILI: JAN PAWEŁ SARTRE, KAROL MARKS


*)Autorzy mają dzisiaj nie lada problem, bo nie bardzo wiedzą jak tu się dobrać do (prawdopodobnie) jednego z najbardziej znanych haseł marksizmu. Zacznijmy zatem od najprostszej interpretacji jaka może się pojawić w umyśle osoby, która o marksizmie wie niewiele lub zgoła nic. Jedna z interpretacji mogłaby być taka: to, co posiadam, ma wpływ na to, co wiem. Jeśli mam komputer i dostęp do internetu, to ogromna ilość informacji jest w zasięgu mojej ręki. W każdej chwili mogę znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania, mogę przeglądać aktualne informacje z kraju i ze świata i robić szereg innych rzeczy. Osoba, która nie ma dostępu do internetu może być (choć nie musi) w porównaniu do mnie mniej świadoma tego, co aktualnie dzieje się na świecie, co warto kupić, co jest trendy etc.

No dobrze, ale czy to, co posiadam ma wpływ tylko na moją wiedzę? Powiedzmy, że mój kolega czyta rano gazetę. Tymczasem ja poza gazetą mam jeszcze telefon z dostępem do internetu. Przeczytawszy rano gazetę postanawiam zweryfikować informacje w innym źródle. Porównuję to, co przeczytałem w gazecie z tym, co znalazłem w internecie. Pod wpływem nowych informacji mogę wyrobić sobie zupełnie inną opinię na jakiś temat od tej, którą miałem po przeczytaniu artykułu w gazecie. Zatem można by powiedzieć: to, co posiadam, ma wpływ na moje poglądy.

Sprawa jednak się na tym nie kończy. Skoro mam takie poglądy jakie mam, to podejmuję działania zgodne z tymi poglądami. Można zatem bez wahania stwierdzić: to, co posiadam, ma wpływ na moje działania.

Jak to się ma do filozofii Karola Marksa? Zgodnie z twierdzeniem filozofa w systemie kapitalistycznym środki produkcji są rozdzielone niesprawiedliwie. Robotnicy nie są właścicielami środków produkcji i ich sytuacja ekonomiczna jest o wiele gorsza niż sytuacja właścicieli fabryk. Robotnicy zauważą ten fakt i wspólnie podejmą działania w celu zmiany swojej niekorzystnej sytuacji. Tak rozpocznie się rewolucja, która doprowadzi do przejęcia przez klasę robotniczą środków produkcji i właściwe ich rozdzielenie. Można powiedzieć, że byt robotników: to co posiadają oraz panujące stosunki społeczne, staną się przyczynkiem do uzyskania przez nich (samo)świadomości. Ta z kolei, w konsekwencji doprowadzi do konkretnego działania – rewolucji.

Oczywiście powyższe wyjaśnienie jest bardzo uproszczone, nie wyczerpuje też wszystkich sensów jakie zawierają się w stwierdzeniu: „Byt określa świadomość”. Zapraszamy zatem fanów Karola, których jest bez liku, do sprostowań i przedstawiania odmiennych interpretacji.

niedziela, 13 kwietnia 2014

English version

I Ramka Immanuel rozmawia z małym Kartezjuszem Immanuel: A JAK ROBI KROWA? Rene: MUUU  II Ramka  Immanuel: A JAK ROBI KOT? Rene: MIAU, MIAU   III Ramka Immanuel: A JAK ROBI TRANSCENDENTALNA JEDNOŚĆ APERCEPCJI? Rene stoi jak wryty lub Robi coś bardzo dziwnego lub  Stoi i robi zeza  WYSTĄPILI: IMMANUEL KANT, RENE KARTEZJUSZ DESCARTES


*)Kiedy Kant wyrwał się już ze swojej dogmatycznej drzemki znacznie częściej zaczął zadawać dziwnie brzmiące pytania. Robił to gównie po to, aby uratować powszechne i potoczne przekonania przed nieugiętym sceptycyzmem Hume'a. Ten drugi z dość dużym uporem twierdził, że do większości, jeśli nie wszystkich, przekonań, które na co dzień uznajemy za prawdziwe, nie mamy zbyt wielu uprawnień. Jednym z takich przekonań, było to, że jakieś „Ja” czyli jakiś podmiot, w ogóle istnieje.

Zanim zaczniemy wchodzić w szczegóły, jak broni się przed tym sceptycyzmem Kant, możemy zechcieć cofnąć się do Kartezjusza. Jego słynne „myślę, więc jestem” wydaje się tak oczywistym dowodem istnienia podmiotu, że wręcz niedorzeczne wydaje się kwestionowanie tego istnienia już po wygłoszeniu słynnej frazy. A jednak, prawda jest taka, że Kartezjusz nie rozprawia się zbyt gruntownie z wątpliwościami jakie mogą nachodzić jego czytelników.

Po pierwsze, dlaczego mówi, ja myślę, a nie, myśli się, skąd właściwie, wie, że akt myślenie jest przez kogoś wykonywany, a w szczególności przez niego? Skąd wiemy, że, jeżeli już ktoś myśli te myśli, to jest to jedna osoba i jest to jeden ciąg myśli? Czy faktycznie to wiemy, czy tylko zakładamy, czy możemy to udowodnić?

Kartezjusz zapewnia, że wie, że robi to podmiot myślący - dusza, ale w szczegółach zaczyna się mieszać. Już choćby w tym, jak niby ta dusza miałaby wchodzić w styczność z ciałem. Dlatego można chyba powiedzieć, że na pytanie, co czyni zbiór niezależnych od siebie obserwacji jednolitym strumieniem świadomości podmiotu odpowiada niezbyt wyraźnie i przekonująco.

niedziela, 09 marca 2014

*)Czym się różnią dukaty wyobrażone od tych, które mam w kieszeni? Te wyobrażone dukaty są złote i dźwięczą, uginają się pod zębami, bo są zrobione ze szlachetnego kruszcu. Dokładnie to samo mogę powiedzieć o dukatach, które faktycznie mam w kieszeni. A więc jedne od drugich niczym się nie różnią. No tak, ale jedne istnieją, a drugie nie.

Ale czy istnienie jest cechą przedmiotu? Kiedy poproszę kogoś: opisz biedronkę. To usłyszę, że jest czerwona, ma kropki, umie latać i jest owadem. Wśród tych cech nie pojawi się przecież taka właściwość jak: istnienie. Zatem istnienie nie jest cechą przedmiotu.

A skoro istnienie nie jest cechą, to czym się różnią jedne dukaty od drugich?



niedziela, 02 marca 2014

English version

I Ramka Człowiek pierwotny poparzony i osmalony, obok butelki z oliwą, tli się ogień.  II Ramka  Człowiek dolewa oliwy do ognia.   III Ramka Na tle wielkiego płomienia  Immanuel: BEZ KATEGORII PRZYCZYNY LUDZKOŚĆ CHYBA NIE PRZETRWAŁABY ZBYT DŁUGO.  WYSTĄPILI: IMMANUEL KANT, CZŁOWIEK PIERWOTNY


*)Jedną z wielu rzeczy, jakich się uczymy w czasach dzieciństwa, jest rozpoznawanie związków przyczynowo-skutkowych. Jak się odkręci kran, to leci woda, jak się zbliży palec do gorącego, to można się poparzyć, skoro pada deszcz, to znaczy że będą kałuże i błotko, a kałuże i błotko to, jak wiadomo, wspaniała zabawa. Związków takich poznajemy tysiące, jeśli nie miliony. Prawdopodobnie z tego powodu istnienie związków przyczynowo-skutkowych wydaje się nam czymś oczywistym. Tym większe wydają się dokonania Davida Hume'a, który odważył się podważyć tezę o ich istnieniu. Hume stwierdził, że istnieje tylko następstwo zdarzeń, nie łączy ich żadna tajemna nić związków przyczynowych. Nawet jeśli wszelkie nasze doświadczenie dotychczasowe, mówi że po odkręceniu kranu leci woda, to przecież może zdarzyć się tak, że po odkręceniu kranu w umywalce, nie pojawi się nawet kropla. Twierdzimy, że płomień jest gorący, ale przecież pewnego razu możemy trafić na zimny płomień. Nie jesteśmy w stanie takiej możliwości wykluczyć, bo wszelkie nasze doświadczenie odnosi się do przeszłości i na jego podstawie nie mamy prawa wnioskować o zdarzeniach przyszłych.

Kiedy już mogło się wydawać, że Hume zmiótł z powierzchni ziemi związki przyczynowo-skutkowe i ludzkość raz na zawsze się od nich uwolni, to pojawił się Immanuel Kant, który znalazł wyjście kompromisowe. Filozof ten stwierdził, że faktycznie związki przyczynowo-skutkowe nie istnieją obiektywnie. Jednak jest to przydatna kategoria, którą posługuje się nasz umysł, żeby porządkować doświadczenie. Można nawet stwierdzić, że jest to kategoria, której do pewnego stopnia zawdzięczamy własne istnienie.

niedziela, 23 lutego 2014

English version

I Ramka Immanuel Kant na środku  kadru na tle niczego Immanuel: A TAK BY WYGLĄDAŁ ŚWIAT GDYBY NIE BYŁO KATEGORII PRZESTRZENI.  II Ramka i  III Ramka Nie ma ramek, jest tylko dość duża kropka  Kropka: NO WŁAŚNIE,  TAK BY WYGLĄDAŁ ŚWIAT GDYBY NIE BYŁO KATEGORII PRZESTRZENI.  WYSTĄPILI: IMMANUEL KANT, KROPKA


*)W poprzednim wpisie zastanawialiśmy się nad tym, czym jest czas, dzisiaj kolej na przestrzeń. Przestrzeń, to, według Immanuela Kanta, druga z naoczności zmysłowych. Jest to taka zdolność ludzkiego umysłu, która pozwala nam na powiedzenie, że przedmioty istnieją poza nami oraz, że dwa różniące się od siebie przedmioty są zlokalizowane w innych miejscach. Przestrzeń, podobnie jak czas, nie istnieje obiektywnie. To zdolność umysłu ludzkiego sprawia, że przedmioty są postrzegane jako przestrzenne. Przedmioty same w sobie (czyli takie jakimi są a nie takie jakimi je postrzegamy) wcale nie muszą być przestrzenne, mogą być zupełnie pozbawione tej właściwości. Filozof mówi nawet, że przestrzeń jest to rodzaj zmysłu zewnętrznego, który pozwala człowiekowi porządkować zjawiska i przedmioty, i postrzegać je jako znajdujące się na zewnątrz.

Można się zastanawiać, co sprawiło, że Immanuel Kant wpadł na taki szalony pomysł. Przestrzeń przecież wydaje się nam czymś obiektywnym, czymś niezależnym od człowieka? Skąd zatem takie wywrotowe przypuszczenie?

Filozof przywołuje kilka ważnych argumentów na rzecz swojej tezy. Po pierwsze, wskazuje, że nie można sobie pomyśleć przedmiotów bez przestrzeni, ale można pomyśleć sobie pustą przestrzeń. Co więcej ludzie na takiej pustej przestrzeni dokonują skomplikowanych operacji myślowych i obliczeniowych. Geometria euklidesowa, której twierdzenia, nie poparte w doświadczeniu empirycznym, są dla nas pewne i niepodważalne, jest najlepszym dowodem na to, że naoczność przestrzeni jest pewną właściwością ludzkiego umysłu.

niedziela, 16 lutego 2014

English version

I Ramka Immanuel Kant na środku  kadru na tle niczego Immanuel: NIE BYŁO KATEGORII CZASU  II Ramka Dokładnie ten sam Immanuel Kant na środku  kadru na tle niczego Immanuel: WYGLĄDAŁ ŚWIAT GDYBY    III Ramka Dokładnie ten sam Immanuel Kant na środku  kadru na tle niczego Immanuel: A TAK WŁAŚNIE BY   WYSTĄPILI: IMMANUEL KANT


*)Zacznijmy od doprecyzowania. Dzisiaj nie stawiamy pytania o to jak by wyglądał świat gdyby nie było czasu, ale o to jak człowiek by postrzegał świat gdyby nie posiadał takiej kategorii jak czasowość. A mówiąc bardziej precyzyjnie, językiem filozofii Immanuela Kanta, gdyby człowiek nie posiadał takiej naoczności zmysłowej jaką jest czas.

A czym jest dla nas czas? Jeśli powiemy, że czas to następstwo zdarzeń, to będzie to prawda. Ale czy przywoływanie zdarzeń jest nam do definicji czasu potrzebne? Chyba niekoniecznie. Może lepiej powiedzieć, że czas to następstwo chwil, momentów. Taka definicja chyba trochę lepiej oddaje abstrakcyjną naturę czasu. Ale można stworzyć jeszcze bardziej ascetyczną definicję i powiedzieć, że czas to po prostu następstwo, czas to tyle co: jedno po drugim. Czy musimy precyzować, co po czym, żeby uchwycić naturę czasu?

Immanuel Kant mówił, że „czas nie jest niczym innym jak tylko formą zmysłu wewnętrznego, czyli oglądania nas samych i naszego wewnętrznego stanu” (Krytyka Czystego Rozumu, Poddział II, O czasie, § 6). Immanuel twierdził, że naoczność, czyli umiejętność postrzegania czasu jest umiejętnością wrodzoną, jest dana człowiekowi a priori. Innymi słowy, człowiek nie musi obserwować zjawisk, a potem z nich dedukować istnienia czasu, jest odwrotnie człowiek posiada w sobie taką zdolność porządkującą, która sprawia, że w doświadczeniu jedno następuje po drugim. Ta zdolność porządkuje doświadczenie wewnętrzne, ale jest też przez człowieka rzutowana na zewnątrz, tym samym wszelkie zdarzenia zewnętrzne również są przez człowieka postrzegane jako czasowe. Czy raczej zjawiska stają się czasowe w zetknięciu z naocznością zmysłową człowieka.



niedziela, 29 września 2013

English version

I Ramka Spinozawskazuje sytuację  II Ramka Napis: Jak  to się wydaje Osoba spaceruje pogwizdując  III Ramka Napis: Jak  widzi to Spinoza Spacerowicz ma dwie strony Wystąpili: Benedykt Spinoza, Spacerowicz

Wystąpili: Benedykt Spinoza, Spacerowicz


*)Dzisiaj nasza wakacyjna mini seria komiksów „Świat według filozofów” dobiega końca. Nie oznacza to oczywiście, że nie powrócimy do tej formy w przyszłości, ale tymczasem wystarczy. Zamykamy tę serię odpowiedzią na pytanie na samym początku postawione przez Kartezjusza, o to jak to, się dzieje, że niematerialna dusza może oddziaływać na materialne ciało. Kartezjusz twierdził ( a my zobrazowaliśmy to w pierwszym odcinku serii), że tym tajemniczym miejscem, w którym zachodzi komunikacja pomiędzy duszą a ciałem jest szyszynka. Pomysł filozofa jest dość karkołomny i tylko przesuwa problem, bo przecież od razu nasuwa się pytanie...zaraz, zaraz.... a jak to się dzieje, że niematerialna dusza oddziałuje na materialną szyszynkę.

Jeśli odpowiedź Kartezjusza wydaje się komuś podejrzana, to tym chętniej powinien wysłuchać odpowiedzi udzielonej przez Benedykta. Otóż ten filozof podszedł do sprawy zupełnie inaczej. Nie próbował szukać magicznego miejsca, w którym zachodzi łączność pomiędzy światem duchowym i materialnym. Stwierdził, że to co duchowe i to co materialne, to po prostu dwa aspekty tej samej substancji. Tak jakby duchowość i materialność to były dwie perspektywy. z których oglądamy świat. Jeśli tak podejdziemy do sprawy to wzajemne oddziaływanie tego, co duchowe na to, co materialne okazuje się tylko pozorem.

Wyjaśnijmy to na przykładzie. Powiedzmy, że ktoś postanawia zaparzyć herbatę. Najpierw stwierdza, że chce mu się pić, następnie postanawia zaparzyć herbatę, potem wstaje, idzie do kuchni i wykonuje kolejne czynności oprowadzające do szczęśliwego finału jakim jest kubek herbaty. W pierwszym odruchu, podobnie jakby uczynił to Kartezjusz, jesteśmy gotowi stwierdzić, że myśl o herbacie (czyli to co duchowe ) wpłynęła na ciało (czyli to co materialne) za pośrednictwem szyszynki (dodałby Kartezjusz) i ciało skierowało się do kuchni i zaparzyło herbatę. Według Spinozy zaś, myśl o herbacie to jeden aspekt substancji, a ciało, które wykonuje poszczególne czynności doprowadzające do uzyskania kubka gorącej herbaty, to drugi jej aspekt. Nie ma tu żadnego oddziaływania, jest paralelizm. Ale jak to się dzieje, że świat duchowy i materialny są ze sobą tak harmonijnie zestrojone, że wystarczy, aby dusza coś pomyślała, zechciała, a wydarza się to w świecie materialnym? Tu Benedykt by się pewnie obruszył i powiedział, a czy w ogóle mogłyby nie być harmonijnie zestrojone? Przecież są aspektami jednej substancji.

niedziela, 22 września 2013

English version

I Ramka Hegel wskazuje, że będzie prezentował sytuację    II Ramka Napis: Jak  to się wydaje Dwie osoby rozmawiają ze sobą Osoba 1: CO TAM SŁYCHAĆ? Osoba 2: A NIC CIEKAWEGO, BEZ ZMIAN....   III Ramka Napis: Jak  widzi to Leibniz Tylko osoba 1 z poprzednieg obrazka Osoba 1: CO TAM SŁYCHAĆ?

Wystąpili: David Hume, Osoba 1 i Osoba 2


*)Do tej pory zastanawialiśmy się już, czym naprawdę jest powitanie dwóch osób według Leibniza i Hegla. Dzisiaj sytuację tę oglądamy przez zwierciadło Hume'a. Spacerujący człowiek według tego filozofa nie różni się wiele od średnio uporządkowanego zbioru luźnych postrzeżeń, mniej lub bardziej konkretnych pojęć czy idei. Wizja ta nie pozostaje bez wpływu na to, jak Hume postrzega podmiotowość i relacje między różnymi podmiotami. Otóż nie dostrzega on tej relacji wcale.

Ponieważ podmiot poznający zamknięty jest w obrębie własnych idei ( i to średnio jedynie uporządkowanych), nie ma on szansy na przekonaniu się o istnieniu niczego innego poza nimi, tymi ideami. A skoro pojawiają się one niejako w jego obrębie, to znaczy, że podmiot, w pewnym sensie, nie poznaje niczego poza sobą. Dlatego, jeśli wydaję mu się, że kogoś właśnie widzi i się z nim wita, to właśnie jedynie mu się tak wydaje.

Jest to problem określany mianem solipsyzmu. Mogłoby się wydawać, że solipsysta, przekonany jedynie o swoim własnym istnieniu musi być bardzo nieszczęśliwy i samotny... Dzisiejszy pasek pokazuje, że nie musi tak być zawsze.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5